"Dwanaście niedokończonych snów" - Natasza Socha

W zeszłym roku miałam przyjemność spędzić Boże Narodzenie z inną książką Nataszy Sochy - "Biurem przesyłek niedoręczonych", która zachwyciła mnie prostotą historii i nieco bajkową atmosferą. W przypadku "Dwunastu niedokończonych snów" było dokładnie tak samo!

Najbardziej lubiła sny romantyczne, choć wstydziła się do tego przyznać. Człowiek coraz częściej próbuje uciekać od banałów, aby nikt nie posądził go o infantylizm, a jednak to właśnie banalne kawałki życia dają najwięcej szczęścia. Są jak zachody słońca. Zawsze rozmiękczają mięśnie i łagodzą nawet najbardziej nieprzyjemne doświadczenia. Wyciszają, każą machnąć ręką na całą resztę. Momo również miała swoje zachody słońca. Był nimi mężczyzna, który po prostu ją obejmował i głaskał po włosach. I kiedy sen dobiegał końca, a ona czuła, jak pod powieki wciska się świt, nurkowała pod kołdrę, żeby jeszcze choć chwilę tak postać i nie przejmować się zupełnie niczym. I czuć zapach kogoś, kto całkowicie ją rozumiał. Momo ma dwadzieścia osiem lat. To za dużo, by śnić o rycerzu, i za mało, by z tego zrezygnować.

Główna bohaterka Monika Morys od dawna narzuca sobie ograniczenia, jak tylko może, aby nie wypaść z rutyny. Nie pije kawy, nie je mięsa, w jej mieszkaniu nie może pojawić się żaden kolor poza białym i czarnym, nie lubi spontanicznych wydarzeń. Ma za sobą nieudane małżeństwo i problemy z ojcem. Jedynym miejscem, w którym naprawdę dobrze się czuje, jest jej pracownia, gdzie tworzy sztukę użytkową. Jej pozornie idealny świat zostaje zaburzony, gdy pojawiają się pierwsze sny - kolorowe, fantazyjne, pełne intensywnych zapachów i doznań, w których pojawia się również pewien mężczyzna w zielonym swetrze...


Natasza Socha jak zwykle nie zawodzi i funduje nam ciepłą, bajkową powieść, podczas czytania której można zarówno się wzruszyć jak i uśmiać do łez. Główne bohaterki - Momo, jej matka Pati i ciotka Rebeka, są wyjątkowymi oryginałami, których nie da się nie lubić. Monika, mimo że może wydawać się nieco zamkniętą na świat, od razu zyskuje sobie sympatię czytelnika. A ciotka Rebeka to mistrzostwo - nauczycielka historii, która klnie jak szewc i bez skrępowania mówi ludziom w oczy całą brutalną prawdę. Byłam też mile zaskoczona pewnym smaczkiem, wiążącym się z "Biurem przesyłek niedoręczonych" - tutaj także pojawia się jedna z bohaterek, Mila, która prowadzi piekarenkę niedaleko domu Momo. Odniosłam wrażenie, jakby autorka próbowała stworzyć jak najbarwniejsze i najbardziej wyjątkowe postacie, jakie tylko była w stanie. I udało jej się to, bo nie znajdziecie w dziewczynach nic schematycznego, nudnego czy oklepanego. Nawet jeżeli któraś z nich z pozoru może wydawać się zwyczajną, niepozorną kobietą, szybko pokazuje swoją prawdziwą naturę.

Boże Narodzenie tak naprawdę ma bardzo ułatwione zadanie. Trzeba je kochać, bo wkomponowało się w najbardziej ponury okres roku. Krótkie dni, długie noce. Ciemność zabierająca jasność dnia, dominujące popiel i szarość. (...) I nagle pojawia się Boże Narodzenie. Błyszczące, kolorowe, z powtarzającym się cyklem narodzin, z wiarą, że ten ponury okres niedługo się skończy, że właściwie styczeń to już przebiśniegi, a przebiśnieg zapowiada wiosnę. Okołoświąteczna wiara w cuda. Przypadki, które wydają się znakiem niebios, a są tylko konsekwencjami poprzednich wydarzeń. Czy zatem są przypadkami? Może po prostu jedno wynika z drugiego, nie ma tu miejsca na zrządzenia losu, na zbiegi okoliczności. To niemożliwe, aby grudniowy wieczór ubrany w drobne płatki śniegu, w rozwieszone na latarniach światełkowe sople i zapach grzanego wina z goździkami wystarczył, by uwierzyć w cuda. Ludzie jednak chętnie ulegają złudzeniom i zgadzają się na wszystko, co chociaż na chwilę oderwie ich od prozy zmywania naczyń. Nie ma znaków zapytania, jest wiara w bańki mydlane. I czasem się udaje.

Sama fabuła była bardzo wciągająca, a pomysł oryginalny - przynajmniej w moim odczuciu, bo nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobnym motywem. Bajkowa atmosfera i lekki humor dodają całej historii wyjątkowego uroku, że aż nie chce się przerywać czytania, dopóki nie dotrze się do końca. Idealna lektura na długi, zimowy wieczór. Polecam, szczególnie jeżeli mieliście już z styczność z twórczością pani Sochy - na pewno się nie zawiedziecie.

Ocena: 8/10
Logo


Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwo Pascal.

Weronika Plichta


Udostępnij w Google Plus

About Weronika Plichta

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz