wtorek, 2 stycznia 2018

"Klient nasz… czyli koszmar pracownika działu reklamacji" – Rafał Świerzy [RECENZJA PRZEDPREMIEROWA]

Myślę, że prawie każdy z nas miał do czynienia z działem reklamacji jakiejś firmy i wspomina to dobrze albo źle. Czasami bywa tak, że ludzie zajmujący się rozpatrywaniem zgłoszeń reklamacyjnych, doprowadzają nas do szału i wiem o czym mówię, bo sama niejednokrotnie miałam nieprzyjemność zgłaszać awarię internetu. Bo jak można się zachować, gdy dzwonimy na infolinię z informacją, że modem nie działa, a oni oznajmiają nam, iż w ich systemie wszystko się zgadza? Nidy nie nadużywam swoich praw i nie biegam oddawać do sklepu każdej rzeczy, bo po miesiącu rozciągnęła się w praniu. Jednak czy kiedykolwiek pomyśleliśmy, że po drugiej stronie barykady także siedzą ludzie, którzy wykonują swoją pracę?

Autor przez cztery lata pracował w korporacji i zajmował się rozpatrywaniem trudniejszych zgłoszeń reklamacyjnych. W swojej karierze musiał zmierzyć się z wieloma przypadkami, które mogły sprawić, że zaczął tracić wiarę w ludzi. Dowiedział się, że fantazja ludzi nie zna granic, a pieniądze, nawet najmniejsze, są powodem do długotrwałej walki poprzez maile. Jednak w tym wszystkim, zdarzały się również przypadki odbiegające od stereotypów i ich również nie brakowało w tej książce. 

,,Latająca w pościeli kołdra potrafi być jak wrzód na dupie, jak ból zęba, jak rzep na psim ogonie, to wie nawet dziecko.”

Dużym zaskoczeniem jest dla mnie forma tej książki. Początkowo myślałam, że będą to po prostu wspomnienia autora, bo w końcu nie można powiedzieć, iż jego praca była nudna. Jednak już na pierwszej stronie czytelnik dostaję informację, że jego doświadczenie zawodowe było tylko inspiracją do stworzenia tej powieści. Teraz pewnie niektórzy z was mogą zacząć się zastanawiać, dlaczego napisałam ,,powieść”. Cóż, bo całość ma formę powieści. Książkę zaczyna prolog, po nim jest kilka rozdziałów, a na koniec epilog. Jednak nie doszukałam się w tym wszystkim takiej typowej fabuły, bo jednak nie było tam mężczyzny, który codziennie rano wstaje, je śniadanie i biegnie do pracy, żeby czytać maile i odbierać idiotyczne telefony. Przypominało mi to trochę autobiografię opisującą najciekawsze wydarzenia z czteroletniej pracy w korporacji. Jednak nie wiemy, które sytuacje były w stu procentach prawdziwe, ponieważ autor nie informuje nas o tym. Niektóre mogą być odrobinę zmienione, a inne zmyślone.


Całość jest napisana naprawdę bardzo przyjemnym, młodzieżowym językiem i czytało się to płynnie. Napisałam, że ,,młodzieżowym”, ponieważ autor wyraźnie się nie spinał i mimo używania naprawdę poprawnej polszczyzny, potrafił wpleść w nią dużo kolokwialnych wyrażeń, a całość nie wypadła na tym źle. Nie bał się używać przekleństw czy innych brzydkich słów, ale robił to z umiarem, w odpowiednich miejscach i nie kuło to w oczy, a jedynie wyrażało emocje. 

,,Uwiera cię lewy but i chcesz go reklamować? Weź reklamix, dolegliwości miną, jak ręką odjął. Jak u babci, jak u mamy przy kominku.”

Autor przedstawiał nam konkretną sytuację, jakieś zgłoszenie reklamacji przez niezadowolonego klienta. Później opisywał jak rozwiązywał tą sprawę, przy tym wplatał ciekawe historie, żarciki i po prostu kpił sobie z konsumentów. Cóż, dawno się tak nie uśmiałam. Zarówno z głupoty ludzkiej, jak i z komentarzy autora. Nie spodziewałam się, że ktokolwiek jest w stanie wymyślić aż tak idiotyczne powody reklamacji, naciągać firmę, wykłócać się o dwadzieścia złotych i na dodatek być chamskim już na wstępie. Ta książka naprawdę uświadomiła mi, że światem zaczyna rządzić pieniądz i każdy lekką ręką stara się nadużywać praw, które mu przysługują.

Gdzieś wyżej już wspomniałam, że autor naśmiewa się z konsumentów i tego nie da się przeoczyć. Jednak doskonale go rozumiem i cieszę się, że miał odwagę powiedzieć prawdę, bez zbędnych czułości. Więc jeśli ktoś jest wyczulony na swoim punkcie, nie powinien w ogóle brać tej książki do ręki. Jednak wierzę, że na świecie jest coraz więcej ludzi mających do siebie dystans i po przeczytaniu nie będą się spinać, sapać i obrzucać błotem autora, bo ośmielił się napisać prawdę.

Na koniec dodam tylko, że naprawdę bardzo spodobała mi się okładka i chyba to ona w ostateczności przekonała mnie do tej pozycji. Lubię takie proste rozwiązania, stosunkowo minimalistyczne, odnoszące się do treści i przedstawiające coś konkretnego. Nie potrzeba wiele, żeby uzyskać coś estetycznego, przyciągającego wzrok, a dobra grafika to przynajmniej połowa sukcesu książki, bo ludzie są wzrokowcami i nimi pozostaną.

Myślę, że ,, Klient nasz… czyli koszmar pracownika działu reklamacji” to świetna lektura na ponure wieczory, ponieważ ubawi nas po pachy. Nie jest to pozycja dla ludzi, którzy nie mają do siebie dystansu, a przekleństwo traktują jako grzech śmiertelny. Nie zmienia to jednak faktu, że autor odwalił kawał dobrej roboty, a jego książka opowiada o rzeczach, z którymi codziennie ma styczność naprawdę wielu ludzi. On potrafił ten normalny temat przekształcić w coś zabawnego i opisać w bardzo ciekawy oraz lekki sposób.






Ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res







Patrycja Bomba 

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. A mi właśnie bardzo się podoba, bo idealnie pasuje do treści :D

      Usuń
  2. Książka mogłaby mi się spodobać, bo sama kilka lat pracowałam w dziale reklamacji i wiem, jak wygląda to od tej drugiej strony. Będę miała ją w takim razie na uwadze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, myślę, że mogłabyś porównać swoje doświadczenia z doświadczeniami autora :D

      Usuń
  3. Chętnie bym przeczytała. Sama też jak mam do czynienia z obsługą klienta to często się denerwuję, ale potem mi żal tych ludzi, ponieważ w końcu to ich praca i nie mają wyjścia i często wpływu na daną sytuację. Muszę sobie zapisać tę książkę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, ta książka na pewno może nauczyć nas wyrozumiałości, bo jednak to nie pracownicy ustalają zasady :D

      Usuń