środa, 3 stycznia 2018

"Ladies man" - Katy Evans

"Bo nie można pokazywać innym tego, co w tobie najgorsze. Nie zasługują na to, a ty nie potrzebujesz, żeby cię osądzano."

Tahoe "T-Rex" Roth jest ucieleśnieniem kobiecych fantazji. Na jego widok płci pięknej miękną kolana, co niewątpliwie podoba się głównemu bohaterowi. Bez oporów zaciąga kobiety do łóżka, zabawia się nocą, a później odprawia je z kwitkiem.
Ale jest w jego życiu kobieta, przed którą się opiera, nie ulega jej wdziękom, chociaż z całych sił pragnie ją posiąść. Wie jednak, że taka przyjaciółka nie trafia się często, a on wygrał los na loterii poznając ją.
Regina i Tahoe dogadują się ze sobą bez słów, miło spędzają razem czas, ale między nimi ciągle wisi chemia, nutka pożądania i namiętności.
Jednak czy dwie zranione dusze, który doświadczyły w życiu cierpienia, mogą liczyć na miłość? A może pozostaje im tylko przyjaźń?

Szczerze "mówiąc", gdy sięgałam po kolejną książkę Katy Evans, miałam mnóstwo obaw. Zazwyczaj w jej seriach podobały mi się tylko pierwsze tomy, ponieważ kolejne były już taką słodką, przewidywalną, lejącą się wodą. Dlatego też nie wiedziałam, czego mam spodziewać się po Ladies man, ponieważ jest to jednocześnie odrębna powieść, ale także kontynuacja "Manwhore". Główni bohaterowie są przyjaciółmi Sainta i Rachel, którzy występowali w poprzednich tomach i pokazują się w tej historii, jest trochę wzmianek o ich dalszym życiu.



"Miłość powinna polegać na tym, że dobrze się czujesz samemu ze sobą. Miłość powinna sprawiać, że czujesz się akceptowany taki, jakim jesteś."

Regina jest bohaterką, która od samego początku nie ukrywa uczuć, jakimi darzy swojego przyjaciela. Niemniej jednak irytowała mnie swoim niezdecydowaniem. Raz z całych sił pragnęła paść mu w ramiona, uganiałam się za nim, biegała jak pies za ogonem, a za chwilę miała obawy przed podaniem się Tahoe na tacy.
Regina jest nieco irytującą bohaterką, która nie potrafi dać sobie spokoju, kiedy powinna to zrobić. Wiedząc jaki jest Tahoe, oczekiwała od niego cudów, a sama nie dawała nic od siebie. Chociaż była w nim zadurzona, nie robiła nic w tym kierunku, siedziała zawstydzona, nie poświęcała cząstki siebie, nawet ciężko jej było iść na mecz, na który ją zapraszał. A jeśli jesteśmy przy meczu, to cóż... wydarzenia z nim powiązane były nieco śmieszne, bo nagle gdy gwiazdka się pojawiła, drużyna magicznie zaczęła wygrywać.

Tahoe standardowo jest bohaterem, który samą swoją obecnością przyciąga tłumy kobiet. Nie ukrywa swoich zamiarów, ale jeśli mu na kimś zależy, potrafi być powściągliwy i zachowywać się jak prawdziwy przyjaciel. Nie jest na szczęście typem chama, który na każdego patrzy z góry i myśli, że rządzi światem. Jest po prostu facetem, który nie chce się wiązać i partnerki jego doskonale o tym wiedzą.

źródło


"Są w twoim życiu takie lęki, których nie możesz sobie oszczędzić ani ty, ani żaden człowiek na Ziemi. Lęki tak głęboko zakorzenione, że nie ma w twojej duszy miejsca, w którym możesz się ukryć, nie ma sposobu, by im uciec. Chwytają cię, biorą w posiadanie, wyciskają z ciebie życie, dopóki nie budzisz się w nocy zlany potem, cały we łzach i boisz się dotknąć ziemi pod sobą, bo wciąż się czujesz, jakbyś spadał... i spadał... niekończący się upadek. Dopóki nie przerwie go boleśnie twarda powierzchnia."

Historia przedstawiona w książce jest luźną opowieścią, którą fajnie czyta się na odmóżdżenie. Nie jest to historia, która zaskakuje czytelników swoją oryginalnością i ciekawymi zwrotami akcji. Można w niej tak naprawdę przewidzieć wszystko. Ponownie przewija się tutaj motyw bogatego mężczyzny i kobiety, która finansowo nie ma lekko.

Relacje jakie występują między głównymi bohaterami, nie pobudziły moich fantazji i nie zachwyciły mnie. Uważam, że Tahoe mógłby mieć kogoś lepszego od kluski, jaką jest Regina. Nie podoba mi się, że autorka w każdej swojej książce robi z kobiet takie słabe dziewczynki, które uganiają się za mężczyznami i same nie wiedzą czego tak naprawdę chcą od życia.

Od książki oczekiwałam znacznie więcej, ponieważ główni bohaterowie na początku swojej znajomości zyskali moją sympatię, ale cóż Katy Evans skutecznie wszystko zepsuła i zrobiła z książki nieco słabą historyjkę. Szczególnie mocno zawiodło mnie zakończenie. Standardowo zostało wprowadzonych mnóstwo scen erotycznych, które aż mnie mdliły. Miałam wrażenie, że autorka wstawiła je, bo wypadało i nie wiedziała jak zakończyć całość.
Nie mogę jednak odebrać autorce lekkości pióra. Książkę czytało mi się bardzo szybko, co jest ogromnym plusem, jednak przedstawienie pomysłu na fabułę pozostawia wiele do życzenia.

Ocena: 7/10

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwo Kobiece.




Natalia Zaczkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz