„Pomsta” – Alfred Siatecki

[źródło]
Gdy zobaczyłam propozycję wydawnictwa Oficynka, okładka „Pomsty” od razu przykuła moje spojrzenie. Malowniczy obrazek: droga, usłana czerwonymi liśćmi niczym krew, czarne, strzeliste sylwetki drzew, tajemniczy dworek wyłaniający się zza nich oraz sylwetka mężczyzny, ukryta w cieniu. Piękna i intrygująca obwoluta powieści, w której przeszłość i teraźniejszość miesza się ze sobą, a zagadka czeka na swoje rozwiązanie.

                Jaka historia została spisana na kartach „Pomsty”? Cała opowieść rozpoczyna się w małej miejscowości Wicina, wiele lat przed wydarzeniami, które mają miejsce w głównym wątku. Młody archeolog Stefan Pośledni prowadzi badania na tym terenie. Jest to szeroko zakrojona akcja, w której pomaga lokalna ludność. Jedną z takich osób jest nastoletnia Czesia Bojko. Pomiędzy dziewczyną, a młodym (i żonatym) archeologiem nawiązuje się romans. Trzydzieści jeden lat później w pałacu położonym w Zatoniu zdun znajduje w kominie szczątki noworodka. To smutne znalezisko stanowi iskrę, która dała początek dalszym wydarzeniom. Tymczasem w Zielonejgórze (nazwa miejscowości nieprzypadkowa, jest to dawna forma zapisu nazwy Zielona Góra) na pewnym willowym osiedlu pani sprzątająca jeden z domów znajduje zwłoki profesora Stefana Pośledniego. Na jego ciele, poza niewielkim nakłuciem, nie widać żadnych oznak, aby do jego zgonu mogła doprowadzić osoba trzecia. Niemniej jednak sprawa wzbudza zainteresowanie policji, zwłaszcza nadkomisarz Ilony Mrozińskiej i sierżant Nataszy Woźniak-Araszkiewicz oraz reportera śledczego Daniela Junga. W takcie prowadzonego śledztwa powoli wychodzą na jaw animozje rodzinne rodziny Poślednich oraz ciemne interesy, związane z nielegalnym obrotem dobrami kultury.

                Nietypowo zacznę od strony technicznej książki, co niestety jest jedną z jej głównych bolączek. Format książki jest zbyt mały na ponad pięćset stron, stąd po prostu źle się ją czyta. Trzeba albo ciągle trzymać kartki co najmniej jedną dłonią, a pod koniec oburącz albo mieć na podorędziu jakiś cięższy przedmiot, który posłuży jako obciążnik. Sporo czytam i dawno nie spotkałam się z tak kłopotliwą sytuacją.

                Co do fabuły, to z przykrością stwierdzam, że mnie nie porwała. Widać po niej, że autor naprawdę przygotował się merytorycznie do pisania tej książki, gdyż jest ona pełna dygresji odnoszących się do rożnych tematów. Sporo w niej dialogów prowadzonych pomiędzy różnymi postaciami. Są to niewątpliwie plusy: dobre przygotowanie autora i różnorodni bohaterowie. Książka jest poszatkowana na różne wątki: śledzimy poczynania policjantek prowadzących śledztwo, Junga, mimochodem wtrącone są wątki dotyczące innych postaci. Mnóstwo detali, które owszem, są logicznie ze sobą powiązane, ale jest takie powiedzenie „co za dużo, to niezdrowo”. Dla mnie było tego wszystkiego za dużo i nie odczuwałam przyjemności płynącej z lektury.

                Na marginesie pragnę zwrócić uwagę na kwestie, które stanowią mały wyłom od tego, co napisałam powyżej, czyli rzetelnego zebrania materiałów do książki. Sekcja zwłok: temat atrakcyjny dla czytelnika, choć większość autorów piszących kryminały, go nie podejmuje i upraszcza kwestię uzyskania wyników autopsji poprzez umieszczenie zapisu rozmowy telefonicznej z patologiem. Na początku, Drogi Czytelniku, musisz wiedzieć, iż jest to czynność procesowa, a więc uregulowana przepisami. Dodatkowo wymaga pewnej wprawy podyktowanej sztuką lekarską. W książce, w tej czynności uczestniczy (niechętnie) nadkomisarz Ilona Mrozińska, zamiast prokuratora. Zgodnie z przepisami przy sekcji powinien być obecny prokurator albo sąd. W praktyce wygląda to, no cóż… trochę podobnie jak w książce, czyli prokurator pojawia się sporadycznie. Jednak nie jest dopuszczalna sytuacja, w której policjant zastępuje prokuratora. Owszem zdarza się, że policjant stoi obok prokuratora i robi zdjęcia; jego uczestnictwo jest więc czynnością techniczną, podyktowaną wymogami sytuacji, ale nie stoi tam bez niego. Odnosząc się do treści książki, pani nadkomisarz przy tej sekcji nie powinna być bez prokuratora. Nadto trudno mi sobie wyobrazić sytuację, kiedy oficer wyższy rangą nie deleguje do tej czynności swojego podwładnego, jeśli go ma (a w tym przypadku mogłaby to być to np. policjant Woźniak-Araszkiewicz). Biorąc pod uwagę niechęć Mrozińskiej do udziału w tym wydarzeniu, jej udział jest niezrozumiały i de facto zbędny. Proszę Cię również Czytelniku, abyś z dużym przymrużeniem oka traktował opis sekcji. Gdy czytałam ten fragment, nie zakładałam, że będzie on szczegółowy czy wyczerpujący (byłoby to zbędne dla rozwoju fabuły i nadmieniam, że w kilku punktach ta procedura jest prawidłowo opisana), ale wiedziałam jedno: autor nigdy nie był na sekcji zwłok i co gorsza, chyba nie do końca wie jak ta czynność wygląda. Dlaczego o tym wszystkim pisze? Uwielbiam, gdy pisarze robią wnikliwy „research” i biorąc pod uwagę całą książkę, uważam, że Alfred Siatecki włożył w niego sporo pracy. Szkoda, że na ogólnym dobrym wrażeniu jest jednak rysa.

                „Pomsta” to trzecia część cyklu z serii o Danielu Jungu. Jeśli zdecydujesz się po nią sięgnąć, Czytelniku, to może również zainteresują Cię „Postrzelony” i „Porąbany”. Nie czytałam dwóch poprzednich części, ale nie miałam problemu w odnalezieniu się w sytuacji życiowej głównego bohatera. Niestety lektura „Pomsty” nie skłania mnie do sięgnięcia po wcześniejsze dzieła Alfreda Siateckiego.

Ocena
4/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Oficynka.



Anna Mackiewicz
Udostępnij w Google Plus

About Anna Mackiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz