wtorek, 16 stycznia 2018

"Władca Pierścieni. Bractwo Pierścienia" - J.R.R. Tolkien

To zależy czego od przyjaciół oczekujesz- odezwał się Merry -Możesz nam zaufać, że cię nie opuścimy w dobrej czy złej doli, choćby do najgorszego końca. Możesz też nam ufać, że strzec będziemy twojej tajemnicy lepiej niż ty sam jej strzegłeś. Ale nie liczna nas, byśmy ci pozwolili samotnie stawić czoło niebezpieczeństwu i odejść od nas bez słowa.
Jesteśmy twoimi przyjaciółmi(...) Boimy się okropnie, ale
pójdziemy z tobą albo - za tobą jak psy za tropem.


Zrecenzowanie trylogii "Władca Pierścieni" J.R.R. Tolkiena jest chyba najtrudniejszym zadaniem jakie dotychczas przede mną stanęło na tym portalu. Bo co można powiedzieć o książce, która od wielu, wielu lat uważana jest za absolutne arcydzieło fantastyki i pozycję wręcz konieczną do przeczytania? Trylogia Tolkiena jest jedną z tych, o której słyszał każdy, nawet jeżeli nie miał przyjemności (jeszcze) się z nią zapoznać. To już wręcz klasyka, tak samo jak ekranizacje wyreżyserowane przez Petera Jacksona. Przyznaję, że to jeden z tych przypadków, kiedy zaczęłam od filmu, a dopiero po jakimś czasie sięgnęłam po książki. Okazało się, że nie odebrało mi to ani odrobiny przyjemności, z ponownego zagłębiania się w niby znaną już historię. Tolkien stworzył coś tak wyjątkowego i niesamowitego, że mogę się założyć, iż czytając jego epicką powieści nawet dziesiąty raz, większość czytelników będzie tak samo oczarowana. 

Trzy pierścienie dla królów Elfów pod otwartym niebem, Siedem dla władców krasnali w ich kamiennych pałacach, Dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych, Jeden dla Władcy Ciemności na czarnym tronie, W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie. Jeden, by wszystkimi rządzić, Jeden, by wszystkie odnaleźć, Jeden, by wszystkie zgromadzić i w ciemności związać. W Krainie Mordor, gdzie zaległy cienie.

Cała historia zaczyna się w Shire, wiosce hobbitów, której mieszkańcy szykują się do obchodów urodzin Bilbo Bagginsa. Pojawia się na nich stary przyjaciel Bilba, czarodziej Gandalf, który odkrywa tajemnicę dotyczącą Pierścienia, posiadanego przez Hobbita. Posiada on niesłychaną moc, którą chce pozyskać Sauron, aby przejąć władzę nas Śródziemiem. Bilbo powierza pierścień swojemu krewnemu - Frodowi, by ten wyruszył do Mordoru i zniszczył go w ogniu, w którym został wykuty. Frodo wraz z Samem wyruszają niezwłocznie w pełną niebezpieczeństw podróż. W wyruszają z nimi również przyjaciele Froda - Merry i Pippin, a po pewnym czasie, w wiosce elfów Riwendell, dołączają do nich Aragorn, Boromir, elf Legolas oraz krasnolud Gimli, tworząc w ten sposób tytułowe Bractwo Pierścienia.


Nawet nie wiem od czego mam zacząć przedstawienie wam mojej opinii, bo tyle różnych myśli chodzi mi po głowie. To drugi raz, kiedy sięgam po tę lekturę i wciąż jestem pod ogromnym wrażeniem wyobraźni autora i rozmachu, z jakim wykreował ten świat. Dowodem na to jest chociażby fakt, że na potrzeby fabuły autor stworzył zupełnie nowy język. Niektórym akcja może się wydawać nieco rozwlekła, czego przyczyną jest spora ilość wątków pobocznych, no i przede wszystkim fakt, że pierwsza część trylogii jest w sporej mierze jedynie wprowadzeniem do całej historii. Odkrywamy tu zupełnie nowy świat i to naturalne, że musimy poświęcić nieco czasu, aby go poznać i zrozumieć. Jego historia jest tak bogata i szczegółowa, że momentami miałam wrażenie, że zaraz będę musiała zacząć robić notatki. Ale to tylko sprawiło, że czytelnik ma wrażenie, jakby czytał o rzeczywistej krainie.

Bohaterów kocham wszystkich, bez żadnego wyjątku. Wielokrotnie spotykałam się z opiniami, że tym, co zniechęca ludzi do Władcy Pierścieni, jest postać Froda. Owszem, rozumiem, że można się do pewnych rzeczy przyczepić, a jego niektóre zachowania wydają się bez sensu, jednak dla mnie to spory plus. Dlaczego? Bo Tolkien nie uczynił głównym bohaterem sławnego i walecznego wojownika, o nadzwyczajnych umiejętnościach, do czego jesteśmy przyzwyczajeni we współczesnej literaturze, ale niepozornego, nieco strachliwego hobbita, którego silna wola i dobre serce, pozwoliła osiągnąć cel. Frodo nie wyróżnia się niczym wyjątkowym, a mimo to decyduje się wziąć na siebie brzemię zniszczenia Pierścienia. To samo tyczy się Mery'ego, Sama i Pippina - ich miłość do przyjaciela przezwyciężyła strach i pozwoliła towarzyszyć mu na tej drodze. Każda z postaci ma swoją wyjątkową, indywidualną historię, dzięki czemu lepiej je rozumiemy i się do nich przywiązujemy. Nie są bohaterami od urodzenia, mają swoje problemy i lęki, które przezwyciężają i właśnie to czyni ich wyjątkowymi. Naprawdę, osobiście nie potrafię wskazać tu ani jednej źle napisanej postaci - nawet jeżeli Legolas wydaje się czasem zbyt idealny, a Merry i Pippin lekkomyślni.

Źródło
Co do samej fabuły - jak wspomniałam, ta książka to w dużej mierze wprowadzenie. Nie odnajdziemy tu zbyt wielu bitew, z wyjątkiem walk z Nazgulami i potyczki z orkami. Zostaje otwarte wiele wątków istotnych dla całej historii, dopiero poznajemy bohaterów, ich losy i cały świat wykreowany przez Tolkiena. Niektórzy mogą się zrazić na samym początku, ale zapewniam was, że warto zapoznać się, nie tylko z "Bractwem pierścienia", ale całą trylogią. Polecam szczerze, każdemu bez wyjątku, nawet jeżeli nie przepadacie za fantastyką. Jeżeli coś ma was przekonać, że warto dać temu gatunkowi szansę, to jest to właśnie "Władca Pierścieni".

Ocena: 10/10


Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka

Weronika Plichta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz