"Władca Pierścieni. Powrót króla" - J.R.R. Tolkien

W tej stronie, wysoko nad sterczącym szczytem górskim biała gwiazda wyjrzała właśnie spośród rozdartych chmur. Gdy ją tak ujrzał zagubiony w przeklętym wrogim kraju, wzruszyło go jej piękno, a nadzieja wstąpiła znów w jego serce. Jak chłodny, jasny promień olśniła go bowiem nagle myśl, że bądź co bądź Cień jest czymś małym i przemijającym; istnieje światło i piękno, którego nigdy nie dosięgnie.

Aż szkoda mi pisać tę recenzję, bo oznacza to rozstanie z "Władcą Pierścieni" na pewien czas. Fantastycznie było móc jeszcze raz wrócić do tej serii, zwłaszcza, że o ile filmy od czasu do czasy sobie odświeżam, o tyle styczności z książkami nie miałam od dłuższego czasu. Pierwszy raz przeczytałam tę trylogię chyba dobrych pięć lat temu i ponowne wkroczenie do Śródziemia było cudowne. A ten wielki finał, jakim jest "Powrót króla", dostarcza wiele momentów radości, ekscytacji, a czasem nawet wzruszenia, zdecydowanie trzymając poziom poprzednich dwóch części. Zapewniam was, że zapamiętacie tę serię na długie lata i nie raz będziecie chcieli do niej powrócić. 

 Ale nie do nas należy panowanie nad wszystkimi erami tego świata; my mamy za zadanie zrobić, co w naszej mocy, dla epoki, w której żyjemy, wytrzebić zło ze znanego nam pola, aby przekazać następcom rolę czystą, gotową do uprawy. Jaka im będzie sprzyjała pogoda, to już nie nasza rzecz.

Nadeszła chwila, w której rozpoczęła się ostateczna rozgrywka w walkach o Pierścień. Aragorn wraz z Legolasem, Gimlim i Gandalfem przewodzi wojskom Gondoru, prowadząc ich pod samą Czarną Bramę. Mierzą się z wojskami Saurona, mimo wielkich strat poniesionych w poprzedniej bitwie na polach Pelennoru. Bohaterowie nie mają prawie żadnych szans na zwycięstwo, jednak nie o to chodzi w tej bitwie - odwrócenie uwagi Oka ma bowiem umożliwić pewnym hobbitom ukończenie ich misji zniszczenia Pierścienia i położyć kres rządom Ciemności. Jednak im bliżej Góry Przeznaczenia, tym trudniejsze dla Froda staje się niesienie Pierścienia i myśl o rozstaniu się z nim...

Wiem, że piszę coś podobnego już trzeci raz, ale nadal wzbudza we mnie zachwyt sposób, w jaki Tolkien przedstawia walkę dobra ze złem, bo niewątpliwie to właśnie jest główny motyw całej trylogii. Niesie ona ze sobą piękne, uniwersalne przesłanie, które powinno trafić do czytelnika niezależnie od wieku. Ta opowieść o pięknej przyjaźni, wierności, nadziei, męstwie i odwadze jaka drzemie w każdym z nas, jest jedną z najbardziej wyjątkowych historii jakie dane było mi przeczytać. Bardzo przywiązałam się do bohaterów, a na zakończeniu wylałam nie mało łez.

Źródło
Kilka słów na temat samej fabuły - zdecydowanie dużo się dzieje. Akcja pędzi do przodu o wiele szybciej niż w dwóch poprzednich częściach i skupia się w głównej mierze na bitwach. Choć oczywiście przez kilka rozdziałów musimy powędrować razem z Frodem i Samem. Nie da się zaprzeczyć, że ich wątek wypada najsłabiej - po prostu trzecią książkę dzieje się z nimi praktycznie to samo. I o ile na pewny "rozwój" ich charakterów absolutnie nie mogę narzekać, bo wypadł świetnie, o tyle pewnym urozmaiceniem ich wątku bym nie pogardziła. Ta część historii zdecydowanie należała do Sama. Dopiero teraz zobaczyliśmy, jak wiele jest w stanie zrobić dla Froda i jak wspaniałym jest przyjacielem. Właśnie jego postawa ratuje w moich oczach ten wątek, bo drugi hobbit naprawdę robił się momentami męczący, mimo że na końcu pokazał wszystkim, jak wiele dobra w sobie nosi. Co do pozostałych członków Drużyny Pierścienia - uwielbiam ich wątki w tej części. Oczywiście krążą one wokół kolejnych bitew z wojskami Saurona. I choć mogłoby się wydawać, że to walka podczas wyprawy do Mordoru, będzie tą najbardziej widowiskową, to o wiele większe wrażenie zrobiło na mnie oblężenie Minas Tirith. Doskonale opisane starcie, z mnóstwem emocji i zwrotów akcji. No i niesamowita rola Eowiny oraz Merry'ego, który bardzo się zmienił od czasu opuszczenia Shire - oczywiście na lepsze. Co do Aragorna, Legolasa i Gilmliego - można się domyślać jak skończą się ich losy, zwłaszcza naszego władcy Gondoru, co jednak nie sprawia, że o ich przygodach czyta się z mniejszą przyjemnością, czy w niektórych momentach wręcz stresem o ich życie. Jeżeli mam się do czegoś przyczepić, to mogłabym wskazać wątek powrotu do Shire - odrobinkę za bardzo rozciągnięty, ale to już takie czepianie się na siłę.

Także i my musimy walczyć, chociażby na jednej nodze, a gdy i ta się ugnie, pozostaną nam jeszcze kolana.

Nawet nie wiem, co mam napisać, żeby odpowiednio podsumować całą serię. Talent literacki Tolkiena nieustannie wprawia mnie w zdumienie i zachwyt, i mam naprawdę szczerą nadzieję, że jego twórczość przetrwa jak najdłużej. "Władca Pierścieni" jest piękną historią i nie spotkałam dotychczas nic, co zachwyciłoby mnie w równym stopniu. Z całego serca zachęcam was, żebyście sięgnęli po całą trylogię, ponieważ macie szansę przeżyć naprawdę niezapomnianą przygodę, która - mam nadzieję - na długo pozostanie w waszych sercach. 

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


Weronika Plichta

PS Zainteresowanych zapraszam także do recenzji poprzednich części - "Bractwa Pierścienia" oraz "Dwóch wież". :) 

Udostępnij w Google Plus

About Weronika Plichta

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

7 komentarze:

  1. Kocham tę serię, wielbię i stoi na moim prywatnym ołtarzu :D I to całkiem serio ;) Zakochałam się w niej, a po filmie przepadłam już całkiem w świecie Śródziemia. Do kompletu przeczytałam też "Hobbita" oraz "Silmarillion" i systematycznie zbieram resztę książek osadzonych w tym świecie, bo po prostu nie umiem się z nim rozstać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ołtarza jeszcze nie mam, ale jestem coraz bliżej :D

      Usuń
  2. Mam trylogię na półce i KIEDYŚ na pewno przeczytam :) chciałabym jeszcze w tym roku :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam trylogię lata temu, i chyba pora, by sięgnąć po nią ponownie. Filmy co prawda oglądałam niedawno, ale co książka, to książka, prawda? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak: Władcę Pierścieni przeczytałem 6-7 razy jeszcze przed powstaniem filmów. Potem poszedłem do pracy, miałem mniej czasu i nie wracałem do niego przez dobre 10 lat. W wakacje 2017 udało mi się wyrwać trochę czasu między innymi lekturami i...

      Nie ma porównania. Film mimo wszystko strasznie spłycił książkę, zgubił wiele rzeczy, ma zupełnie inny klimat. Owszem, filmowy LOTR jest mistrzostwem ekranizacji i klasą samą w sobie, jednak to tylko cień oryginału.

      Usuń
    2. Zgadzam się, film rzeczywiście zachwyca, ale nie dorasta książkom do pięt :) Dla mnie Władca Pierścieni to absolutne arcydzieło.

      Usuń