sobota, 10 marca 2018

"Esencja zła" - Amelia Misiak


Nie mam zbyt często do czynienia z książkami fantastycznymi i raczej rzadko po nie sięgam, ponieważ nic mnie nie zaciekawia. Jednak opis ,,Esencji zła” zapowiadał całkiem ciekawą lekturę, która wyrywa się ze schematów. Zostałam naprawdę zaintrygowana, ale czułam też niepokój, bo przecież bardzo łatwo jest zepsuć dobrą koncepcję. Jak sobie poradziła autorka? Każdy kij ma dwa końce i w tym wypadku postaram się przybliżyć zalety, ale także wady, bo w końcu nie ma rzeczy idealnych.

Lila wydaje się być normalną dziewczynką, która prowadzi szczęśliwe oraz beztroskie życie. Jednak pewnego dnia zauważa, że jest śledziona przez dwie kobiety. Szybko okazuje się, że grozi jej wielkie niebezpieczeństwo. Matka Lilki przez wiele lat skrywała przed rodziną tajemnice o swojej przeszłości. Okazuje się, że dziewczynka jest bronią, którą poszukują Matki, ponieważ chcą ją poświęcić w walce ze złem. Cała rodzina jest zmuszona wyruszyć w drogę i odnaleźć Istotę, bo tylko tak mogą ocalić Lilkę. Czy uda im się wypełnić misję bez poświęcania życia niewinnych osób?

,,[…] Powszechność kary śmierci bez uzasadnienia winy. Wieszanie, palenie, kamieniowanie, nabijanie na pal. Wyobraźnia ludzi nie zna granic. Doprawdy samej Istocie trudno byłoby wymyślić sposoby na zadawanie bólu z taką łatwością, jak robił to człowiek. W największym stopniu zachwycała ją pomysłowość potrzebna do stworzenia najrozmaitszych maszyn do tortur, w trakcie których ofiara – najczęściej niesłusznie posądzona o czart, pakt z diabłem albo zdradę – miała przyznawać się do zarzucanych czynów.”

Mam trochę mieszane uczucia podczas czytania tej książki i wielokrotnie zmieniałam o niej zdanie. Cóż, wypada zacząć od samego początku i wspomnieć o dość statycznym oraz nużącym wstępie. Nie wiem, dlaczego tych kilkanaście pierwszych stron, było mi niesamowicie trudno przebrnąć. Być może jest to wina dość młodego wieku głównej bohaterki Lilki, która na dodatek zachowywała się strasznie dziecinnie i aż za bardzo beztrosko.


Oczywiście nie chciałam się negatywnie nastawiać do tej książki, bo początek wypadał dość słabo. Później jednak zaczęłam zagłębiać się w fabułę i naprawdę zostałam zaintrygowana. Dlaczego? Bo sam pomysł okazał się naprawdę ciekawy. Nienawidzę powtarzalności w książkach, a tutaj spotkałam się z nowatorskim pomysłem. Nigdy nie czytałam podobnej historii i nie czułam, że już to skądś znam. Za to należy się autorce naprawdę wielki plus. 

Fabuła okazała się intrygująca, a akcja bardzo szybko pędziła do przodu. Autorka raczej nie zagłębiała się w poetyckie opisy krajobrazu czy wyglądu bohaterów, a skupia się na ciągłym zaskakiwaniu i zaciekawieniu czytelnika. Podobało mi się to, bo jednak nie do końca polubiłam się z jej stylem. Niektóre zdania były dość toporne i ciężko było mi przebrnąć przez dłuższa akapity. Na szczęście taka sytuacja miała miejsce bardzo rzadko i nie utrudniło mi to lektury, nie stała się ona dla mnie uciążliwa.

,, - Proszę o dostęp do głównej centrali bezpieczeństwa.
Diody przed ich twarzami zamigotały, a chwilę później usłyszeli automatyczny głos:
- Podaj hasło dostępu.
Dan odpowiedział i Mark o mało co nie parsknął śmiechem.
- Robaki w burakach.”


Momentami miałam wrażenie, że niektóre sceny oraz wydarzenia są trochę naciągane. Gdy bohaterów spotykały problemy, to nagle okazywało się, że rozwiązanie jest pod ich nosem albo ktoś odkrywał nowe supermoce. Każda trudna sytuacja była rozwiązywana w błyskawicznym tempie i tylko niektóre z nich przysparzały bohaterom większych problemów.

Do wszystkich bohaterów mam raczej neutralny stosunek. Lilka początkowo była dość irytująca, ale z biegiem czasu i przeróżnych wydarzeń, zaszła w niej zmiana i zaczęła się zachowywać trochę doroślej, po prostu odpowiednio do swojego wieku. Inni po prostu byli, uczestniczyli w wydarzeniach i angażowali się mniej lub bardziej. Jednak niczym się nie wyróżniali.

Zakończenie trochę mnie zawiodło, bo oczekiwałam jakiś emocji, zaskoczenia, a jednak okazało się bardzo przewidywalne i spokojne. Nie było złe, bo każdy lubi happy endy, ale brakowało mi tego czegoś, co mnie ostatecznie przekona do tej książki.

,,Esencja zła” to książka, która bez wątpienia wyróżnia się na tle innych powieści fantastycznych, ponieważ fabuła jest w stu procentach nowatorska i nie powiela schematów. Jest to niewątpliwie jej największa zaleta, ponieważ czytamy o czymś całkiem nowym i nie do końca wiemy, czego się spodziewać. Autorka potrafiła dobrze wykorzystać potencjał swojego pomysłu, ale momentami chyba trochę przekombinowała i niektóre sytuacje stawały się… groteskowe i wprowadzane na siłę. Jednak ostatecznie muszę przyznać, że moje odczucia po przeczytaniu były bardzo pozytywne, bo mimo kilku niedociągnięć potrafiłam wbić się w fabułę i czytać z przyjemnością







Ocena: 6/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Novae Res





Patrycja Bomba

1 komentarz: