czwartek, 1 marca 2018

"Kłamczucha" - E. Lockhart



[źródło]
              
Często mówi się o tym, że nawet najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa. W milionie dzieł kultury słychać hasła "prawda zwycięży", a zwykle ci, którzy omijali ją szerokim łukiem, nie najlepiej kończyli. Jednakże natura kłamstwa zawsze będzie budziła kontrowersję, chociażby z powodu niewielkiej wątpliwości, jaką jest nieprawda w momencie, kiedy fakty mogłyby przyczynić się do czegoś złego. Moralne aspekty kłamstwa możemy jednak pozostawić na inny moment, a skupić się na podwalinach, a co za tym idzie, konsekwencjach fałszu i tym, jak daleko może on zabrnąć. 

                Imogen Sokoloff była jedną z tych osób, które uwielbia się od pierwszego wejrzenia. Śliczna, przebojowa i pełna energii dziewczyna potrafiła oczarować każdego i tylko nieliczny mieli zaszczyt poznać ją taką, jaką była naprawdę. Miała wszystko to, o czym często marzą dziewczyny w jej wieku: pieniądze i chłopaka, który byłby w stanie zrobić dla niej naprawdę wiele. Ktoś taki jak Immy mógł stać się wzorem dla Jule West Williams. Obie były sierotami, dzięki czemu nasza główna bohaterka odnalazła w Imogen kogoś w rodzaju starszej siostry, którą mogła postawić sobie na piedestale i podziwiać w każdy możliwy sposób. 


"Jule w pewnym sensie spodziewała się, że Imogen ją rozpozna, jedna to się oczywiście nie stało."

                Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy okazuje się, że Imogen niespodziewanie popełniła samobójstwo i to w taki sposób, by możliwość jej uratowania lub szybkiego znalezienia ciała była bliska zeru. Tylko Jule mogła zrozumieć, co właściwie stało się z jej ukochaną przyjaciółką, kiedy rodzina i najbliżsi Imogen wciąż zastanawiali się, co było powodem gwałtownej decyzji dziewczyny. 

                Jednakże Jule ma swoje tajemnice, którymi bardzo nie chciała się dzielić. I pozostaje pytanie, jak daleko sięgać mogą więzy przyjaźni tak, by była to zdrowa relacja i wreszcie, czy można tak bardzo zabrnąć w kłamstwo, by mózg przyjął je jako najprawdziwszy fakt i nową rzeczywistość? 

"- Jestem pewna, że wszystko jakoś się ułoży. Patrzę na ciebie i widzę dziewczynę, która nie pozwoli, by ktoś stanął jej na drodze."

                Spotkanie z "Kłamczuchą" E. Lockhart było moim pierwszym spotkaniem z autorką popularnej książki "Byliśmy łgarzami", która w internecie zbiera mnóstwo zarówno pozytywnych, jak i negatywnych opinii i po lekturze najnowszej książki tej autorki zrozumiałam, z jakiego powodu albo się ją kocha, albo nienawidzi. Ja jestem raczej po stronie negatywnej, lecz może zacznę od tego, co niewątpliwie w książce się udało. Autorka miała prawdziwie oryginalny pomysł na fabułę i początkowo wydawało się, że w jej realizacji nie ma mankamentów. Historia wciągała od samego początku. Punkt kulminacyjny całej opowieści jest z pewnością zaskakujący i stawia w zupełnie innym świetle dotychczasową treść książki. Elementy klasycznego, mocnego thrillera psychologicznego są zdecydowanie wybrzmiały tak, jak powinny i nie pozostały bez echa w mojej wyobraźni. Jednakże wraz z kolejnymi stronami pojawiało się w mojej głowie coraz więcej niejasności i na jaw wyszła główna wada tej książki, mianowicie oś czasu całej opowieści. Autorka stara sie bawić czasem narracji w książce, fundując czytelnikowi fragmenty z różnych momentów życia Jule, jednakże wydają się one kompletnie losowe i często kompletnie pozbawione sensu, przez co czytelnik ma wrażenie zagubienia w fabule, mimo wyraźnie oznaczonych dat w tytułach rozdziałów. 

[źródło]
                Przez to właśnie książkę czyta się bardzo opornie, jednakże nie mogę kwestionować płynności stylu autorki. Niestety, czytając "Kłamczuchę" wciąż miałam wrażenie, że coś jest zdecydowanie nie tak jak powinno. Autorka chyba chciała "za dużo i za mocno" i choć pod względem emocjonalnym zdecydowanie się udało, tak cała reszta zdecydowanie kulała. 

                Mimo wszystko, miłośników twórczości autorki zdecydowanie zachęcam do zapoznania się z "Kłamczuchą", być może to nie moja stylistyka, a to właśnie Ty okażesz się częścią drużyny wielbicieli E. Lockhart. 

Ocena: 6/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona

http://czwartastrona.pl/

~Monika Majorke

5 komentarzy:

  1. Muszę sama się przekonać o co chodzi z tą książką. Po przeczytaniu twojej recenzji trochę się jej boję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta książka ma sporo zalet i myślę, że są osoby które by zachwyciła. Dla mnie po prostu zbyt chaotyczna. :)

      Usuń
  2. Nie zachęca niestety... a w pewnym momencie nawet mnie kusiła. Po Twojej recenzji - cóż, odpuszczam, za dużo potencjalnie lepszych ksiązek na horyzoncie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że to lektura nie dla każdego. Warto spróbować, kiedy będzie okazja ale zgadzam się, jest duuużo lepszych :D

      Usuń
  3. O ile "Byliśmy łgarzami" do mnie przemawia, tak ta powieść jest mi obojętna.. Może kiedyś w wolnej chwili po nią sięgnę, ale to na pewno nie jest mój must read.

    OdpowiedzUsuń