piątek, 23 marca 2018

‘’More happy than not. Raczej szczęśliwy niż nie” – Adam Silvera


Chyba większość z nas ma wspomnienia, które najchętniej wymazałby i oddał wszystkie pieniądze, aby po prostu zniknęły. Jednak los nigdy nas nie oszczędza i bardzo często wystawia na próby. Wszystkie upadki powinny czynić nas silniejszych i sprawiać, że stajemy się coraz bardziej odporni na przeróżne problemy. Bywa tak, że w pewnym momencie dzieje się coś naprawdę strasznego i tracimy twardy grunt pod nogami. Co wtedy zrobić? Załamać się czy iść przed siebie z podniesioną głową?

Aaron jest nieszczęśliwy i pogrążony w rozpaczy po samobójstwie swojego ojca. Ma wsparcie w matce i swojej dziewczynie – Genevieve. Sam również próbował odebrać sobie życie i przypomina mu o tym blizna, którą ma na nadgarstku. Gdy jego dziewczyna wyjeżdża na kilka tygodni, Aaron zaczyna spędzać dużo czasu z nowo poznanym znajomym, Thomasem. Oboje doskonale się dogadują, mają podobne zainteresowania i świetnie się bawią. Jednak ich więź staje się zbyt mocna, a Aaron nie potrafi od tak zerwać przyjaźni, co nie podoba się innym jego znajomym. Chłopak zgłasza się do instytutu Leteo, który może pomóc mu zapomnieć i dać nowe życie.

,,- Wiara to po prostu zakamuflowana arogancja, którą określa się mianem Boga – rzuca Chudy Dave. Dokładnie to spodziewasz się usłyszeć od palacza marihuany.”

Początek książki był po prostu nudny i naprawdę bałam się, że całość będzie tak nijaka. Miałam moment, że po prostu chciałam ją odłożyć i zapomnieć. Po prostu autor skupił się na opisie życia Aarona, nakreślił jego sytuację rodzinną, przedstawił znajomych, ale żadna z tych rzeczy nie była wyjątkowo ciekawa. Aaron wiódł raczej normalne życie. To że jego ojciec popełnił samobójstwo nie czyniło jego historii wyjątkowej, ponieważ takie sytuacje zdarzają się naprawdę wielu osobom.

Na szczęście książka w końcu się rozkręciła i nabrała tempa. Akcja trochę się rozwinęła, pojawiło się kilka naprawdę ciekawych wątków i po prostu byłam ciekawa ciągu dalszego. Aaron stał się bardziej wyrazistą postacią i nawet go polubiłam. Trochę irytowało mnie momentami jego dziecinne zachowanie, bo jednak ma siedemnaście lat, a czasami miałam wrażenie, że jest dużo młodszy. 



W książce pojawia się zabieg zwany ,,Leteo”, który naprawdę bardzo przypomina lobotomię. Jego cel jest taki sam, ale wykonanie chyba mniej inwazyjne. Autor zapewne inspirował się tą metodą leczenia, która już od bardzo dawna nie jest stosowana. Jednak wiele lat temu to właśnie homoseksualiści i osoby z problemami psychicznymi były poddawane zabiegowi lobotomii, który podobno miał ich wyleczyć. Nie był on zbyt skuteczny, ale za to Leteo okazał się naprawdę ciekawą kwestią. Co prawda, autor nie rozwinął tego wątku, ale samo nawiązanie do tej starodawnej metody leczenia, przypadło mi do gustu i na pewno mnie zaciekawiło.

,,Chłopak bez planu na życie nauczył mnie jednego: szczęście zjawia się ponownie, jeśli mu na to pozwolisz.”

W pewnym momencie naprawdę zagłębiłam się w historię Aarona i zrozumiałam, że niesie ona za sobą naprawdę uniwersalną prawdę. Po prostu nie jesteśmy w stanie oszukać siebie ani swojego ciała. Nawet tak irracjonalny pomysł jak zastąpienie bolesnych wspomnień, jest tylko chwilowym rozwiązaniem. Powieść ta pokazuje również, że ważna jest akceptacja. Aaron po swoim wyznaniu, został z nim praktycznie sam. Potrzebował wsparcia, znalazł się na zakręcie i pragnął uwagi oraz miłości, a nie dostał niczego.

 Podobało mi się, że w kluczowym momencie, autor wrócił do przeszłości Aarona i zagłębił się w nią trochę bardziej. Przez całą powieść czułam niedosyt, bo jednak wszystko toczyło się wokół stanu psychicznego tego chłopaka, a nie do końca wiedzieliśmy, co doprowadziło go do tak ciężkiego załamania.


Od razu polubiłam się ze stylem pisania autora, bo używał bardziej potocznego języka, który jest dopasowany do jego grupy docelowej. Książka ta jest naprawdę ciekawą młodzieżówką i młodsze osoby po prostu zostaną pochłonięte przez ,,Raczej szczęśliwy niż nie”. Jest szansa, że wyniosą z niej historii jakąś naukę.

Muszę przyznać, że zakończenie nawet mnie zaskoczyło, bo jednak spodziewałam się bardziej przewidywalnego scenariusza. Jest to duża zaleta, ponieważ całość nie była książką z typowym happy endem, którego możemy domyślić się już na początku.

Powieść Adama Silvery jest naprawdę świetną pozycją dla młodzieży. To książka o chłopaku, który w najważniejszym okresie życia, załamał się. Przeszedł wiele złego i nie potrafił podjąć odpowiedniej decyzji. Popełnił wiele błędów, ale ostatecznie udało mu się zrozumieć, kim naprawdę jest i zaakceptować siebie. Początkowo akcja jest dość spokojna i momentami nużąca, ale na szczęście po pewnym czasie, zaczyna się rozkręcać i coraz bardziej pochłaniać.







Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona









Patrycja Bomba

5 komentarzy:

  1. Bardzo chętnie przeczytam! Wartościowa pozycja

    OdpowiedzUsuń
  2. już sam opis fabuły mnie zaintrygował, a Twoja recenzja tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że chcę tą książkę przeczytać. Czytałam już kilka recenzji tej książki i z każdą kolejną moje zainteresowanie tą książką rośnie :)
    pozdrawiam
    cherryladyreads.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie przeczytam. Czuję się mocno zaciekawiona :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od kilku tygodni intryguje mnie ta książka, muszę w końcu po nią sięgnąć :) Ja z kolei niedawno skończyłam "Dziewczyny chcą się zabawić" i też Ci bardzo polecam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sam tytuł już ciekawy, więc sięgnę w wolnej chwili :D

      Usuń