„Mortem” – Łukasz Jarosz

[źródło]
  
   Pomysł na fabułę „Mortem” był prosty: policjant ze skomplikowanym charakterem i niełatwą przeszłością, ale obdarzony „szóstym zmysłem” prowadzi dochodzenie w sprawie brutalnych morderstw popełnionych przez bezwzględnego zabójcę. Sztampa, jak w większości kryminałów. W związku z tym autor zdecydował się opakować swoją powieść w płaszczyk największych plugastw, zbrodni i sadyzmu, jakie mu przyszły do głowy. Są tam potworne gwałty (również na dzieciach), rytualne mordy, wymyślne tortury, dzieciobójstwo, kanibalizm... Czego tam nie ma? Sensu.


   Moim zdaniem opisywanie bestialskich czynów powinno czemuś służyć np. urealnieniu historii czy przedstawieniu motywów sprawcy. Winno mieć też swoje granice, aby to nie była tylko wyliczanka złych uczynków, ale by miało to przełożenie na rozwój fabuły. W książce Łukasza Jarosza przemoc goni przemoc, nie tylko w wątku głównym, ale przede wszystkim w wątkach pobocznych. Nie ma w tym głębszej zadumy, a po pewnym czasie dla czytelnika staje się to dość oczywiste, że zamiast go prowadzić od jednego tropu do drugiego, pisarz upycha fabułę tanią sensacją.

   Główny bohater książki to Łukasz Kowalczyk, policjant o wybujałym ego, przemocowym podejściu do pełnionych obowiązków, heroinista, mizantrop i introwertyk. Jest dobrym obserwatorem i posiada zdolność, w której doznając jednego wrażenia zmysłowego, jednocześnie odczuwa inne oraz doświadcza czegoś na kształt „szóstego zmysłu”. Pomysł na tę postać był ciekawy, ale szkoda, że autor zrezygnował z rozwinięcia wątku z nietypowymi zdolnościami swej postaci i przez większość książki wyjątkowość funkcjonariusza polega na tym, że od czasu do czasu poraża swoim zadęciem. Gdyby pisarz bardziej pochylił się nad tym, aby pokazać proces myślowy bohatera przy rozwiązywaniu kolejnych spraw i ukazać, w jaki sposób jego zmysły funkcjonowały, to byłoby to po pierwsze ciekawe, a po drugie sama postać nie sprawiałaby wrażenia zarozumiałej. Pobudzenie zmysłów głównego bohatera mogło być związane z tym, iż zażywał on ciężkie narkotyki. W związku z powyższym nie potrafię wyjaśnić, dlaczego pisarz skierował swoją postać na „odwyk”, co przecież mogło pozbawić ją jej specjalnego daru. Jeśli nie było powiązania pomiędzy „szóstym zmysłem”, a byciem na haju, to dlaczego później autor nie rozwijał tego wątku? Niestety nie znam odpowiedzi na te pytania. Abstrahując od powyższego, Łukasz Kowalczyk to postać antypatyczna i irytująca od początku do końca. Nic jej nie ratuje.

   Fabuła książki opiera się na poszukiwaniu seryjnego mordercy oraz kilku wątkach pobocznych. Niestety poziom zagadek kryminalnych jest żaden: na podstawie dowodów z wątku głównego nie można wyciągnąć żadnych wniosków, które mogłyby pozwolić czytelnikowi na zabawę w poszukiwaniu mordercy, natomiast w wątkach pobocznych odpowiedzi są podane jak na tacy. Podobał mi się pomysł prowadzenia kilku spraw kryminalnych w jednej książce, lecz lepiej by wypadł, gdyby to były np. dwie sprawy, nad którymi można byłoby pogłówkować.

   Na koniec to, co najbardziej mnie uderzyło w tej powieści: gdyby mogła mówić, błagałaby o korektę! W książce roi się od dziwnych porównań i określeń typu „W tym mieszkaniu pachniało chłodną nieświeżością /.../”, „Niczym szczególnym był tam wredny zapach całonocnych wyziewów alkoholików/.../”, „Teraz zmieniła się w tępy słup”, „Nic z tego nie rozumiem – rzekł Maradona, stercząc na polu jak żaba”, „Te oczy, ciemne, świetnie komponujące się z kruczoczarnymi włosami, były śmiercią. Tak, jakby zamieszkał tam kres”, „Miał trochę cygański profil etniczny, nosił długi, sraczkowaty płaszcz”, „/.../musiał latać w obuwiu jakby z obozu koncentracyjnego”, „/.../ ostrymi sutkami /.../”, „Chmury zaczęły buczeć.”, „Chmury jeszcze nie płakały, ale wściekle krzyczały, jak przechodząca burzę hormonalną kobieta itd.

   Bawiłam się przednio czytając powyższe porównania (zaręczam, jest ich dużo więcej!) i nawet w pewnym momencie rozważałam, czy zamiarem autora nie było napisanie takich „perełek” w celu wprowadzenia do powieści elementu humorystycznego dla rozładowania atmosfery, ale patrząc na całokształt, w tym biorąc pod uwagę opis naprawdę drastycznych scen z udziałem małych dzieci, byłoby to mocno niestosowne.

   Podsumowując, książka jest słaba. Pomysł na głównego bohatera był całkiem niezły, ale nie wyszło, jeśli chodzi o realizację. Fabuła – dla mnie to próba zszokowania czytelnika i nic poza tym. Niestety nudziłam się, ponieważ kompletnie nie kręci mnie bezsensowne epatowanie przemocą, a lektura nie pobudza do ruchu szarych komórek.

Ocena 2/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Novae Res.

Anna Mackiewicz
Udostępnij w Google Plus

About Anna Mackiewicz

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

4 komentarze:

  1. Uśmiałam się setnie przy tych porównaniach:D Za książkę jednak podziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  2. Aż takie epatowanie przemocą, antypatyczny bohater porażający zadęciem, brak sensu, no i te "perełki" humoru - czytanie musiało być męką.
    Za to recenzję czytało się z przyjemnością, świetny tekst!;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo książki z Novak Res to gnioty. W końcu autor płaci tylko za wydanie, a korekta to taka pierdół xD Dlatego nie czytam książek od nich, nawet jeśli mają dobre recenzje.

    OdpowiedzUsuń