poniedziałek, 19 marca 2018

"Nawiedzony Dom na Wzgórzu" - Shirley Jackson

[źródło]

                "Nawiedzony Dom na Wzgórzu" uważany jest już za klasyk literatury grozy. Mówi się o tym, że opowieść ta wyznaczyła pewien trend w tak zwanych "historiach z dreszczykiem" pokazując, jak powinno się prowadzić fabułę, aby wyobraźnia czytelnika doprowadziła go na granicę strachu. Poznając tego typu opinie wciąż zastanawiam się... czy czytaliśmy tę samą książkę?

                Powieść Shirley Jackson opowiada o doktorze Montague, który pragnie odkryć tajemnicę Domu na Wzgórzu, miejsca od lat nieodwiedzanego, pogrążonego niemal w mroku, którego historia wprawia w niepokój przy samym jej słyszeniu. Tragiczna historia rodziny, która wiele lat wcześniej zamieszkiwała starą rezydencję pozostawiła w zimnych murach swego rodzaju grozę, która nie pozwalała późniejszym lokatorom pozostać w nim dłużej niż kilka dni. Doktor Montague wyznaczył sobie cel, aby dowiedzieć się, co takiego odstrasza ludzi od tego miejsca. Dlatego postanawia napisać do osób, które mogą w jakikolwiek sposób mieć związek ze zjawiskami paranormalnymi lub w pewien sposób są powiązane z Domem na Wzgórzu i razem z nimi rozwikłać tą niezwykłą zagadkę. Jednocześnie Montague poszukuje dowodów na to, że w domu rzeczywiście straszy. I tak z Lukiem, Eleanor i Theodorą zamykają się w Domu na Wzgórzu, wyczekując na nadejście nieznanego. 


"Ten dom czuwa, nie spuszcza oczu z nikogo."

                Opowieść ta w dużym stopniu, szczególnie początkowo, przypomina mi legendarne już "I nie było już nikogo" Agathy Christie. Tutaj również mamy swego rodzaju zbieranie drużyny, która w pewnym momencie musi stawić czoła czemuś, co pozornie jest wyraźnie ponad ich siły. Zamykające się same drzwi i niezidentyfikowane dźwięki w domu napawają jego nowych, chwilowych mieszkańców w coraz większy niepokój. Jednakże, co jest moim głównym zarzutem co do tej książki, tutaj w ogóle nie ma klimatu. 

                Przez większą część książki, a nie jest ona długa, poznajemy głównych bohaterów i to w najbardziej nieinteresujący sposób, w jaki tylko można. Dopiero pod koniec, i to dosłownie, bo na jakichś ostatnich pięćdziesięciu stronach zaczyna dziać się coś, co ewidentnie jest w stanie wystraszyć, jednakże nie jest to coś, co pozwoliłoby mi zakwalifikować tę powieść jako literaturę grozy. Na psucie klimatu mają tutaj bardzo duży wpływ, z postaciami żeńskimi na czele. Właściwie tylko doktor Montague i Luke, przyszły spadkobierca posiadłości, wykazują tutaj jakąkolwiek inteligencję. Theodora i Eleonor natomiast są irytującymi lekkoduchami, a ich przemyślenia w wielu momentach są absurdalne i nie do końca adekwatne do zaistniałej sytuacji. 

[źródło]
"Przetrwali razem ciemność jednej nocy, a teraz wspólnie witali poranek w Domu na Wzgórzu. Czuli się już jak rodzina."

                Czego jednakże nie można autorce odjąć, to styl. Nie siliła się ona na ciężkie słownictwo, jest to książka zdecydowanie uniwersalna w odbiorze. Zaletą jest również to, jak autorka obmyśliła całą ponurą historię Domu na Wzgórzu. Rzeczywiście, składa się to ona w dość przygnębiające i ponure wrażenie. 

                Drodzy fani literatury grozy, do którego grona samozwańczo się zaliczam, znajdziecie dużo lepsze książki z tego gatunku, mimo że pozornie to klasyka. Serio.

Ocena: 5/10
Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwo Replika.  
http://www.replika.eu/
 ~Monika Majorke

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz