‘’Zawiedzione nadzieje” – Mari Jungstedt

Kolejny raz trafiam na książkę, w której to dziennikarka włącza się w śledztwo policji. Przeważnie nie przepadam za czytaniem powieści o prawie takiej samej tematyce, ale tym razem uznałam, że będzie to świetna okazja do porównania obu książek i spojrzenia na dwa różne punkty widzenia. W końcu z pozoru podobna fabuła, a raczej zamysł, nie oznacza tego, że całość będzie identyczna. To udowodniło mi też, że nie warto skreślać książki, ponieważ przypomina inną, którą czytaliśmy. Każdy autor jest inny, więc jego pomysły czy wizja, również mogą okazać się całkowicie inne. 

Linda i jej mąż Bengd spędzają noc w pubie. Wchodzą z niego kompletnie pijani i dochodzi między nimi do ostrej wymiany zdań. W efekcie oboje wracają osobno do domu. Dzień później okazuje się, że Linda została zamordowana, a pierwsze podejrzenia padają na jej męża, ale mocne alibi odsuwa od niego podejrzenia. Jakiś czas później zostaje zamordowany właściciel pubu, z którym żona Bengda miała romans, a to ponownie kieruje podejrzenia w jego stronę. Jednak wszystko komplikuje seria ataków terrorystycznych na terenie Gran Canarii. Sara, która jest dziennikarką, postanawia na własną rękę rozwiązać sprawę, a pomaga jej w tym były policjant – Kristian. 

,,Sięgam po broń, ważę ją w ręku. Jest ciężka, ale dobrze się ją trzyma. Trzonek ma drewniany, natomiast cała reszta zrobiona jest z kamienia. Przesuwam palcami po wygładzonym drewnie i widzę w myślach, jak macham tą maczugą z całej siły. Jak unoszę ją nad głową.”

Cóż, jak oceniam ,,Zawiedzione nadzieje”? Długo biłam się z myślami, bo oczekiwałam od niej czegoś całkiem innego, a już na pewno bardziej… spersonalizowanego? Jednak z drugiej strony, były zagadki, emocje i zaskoczenia. Więc co poszło nie tak? O tym zaraz, bo najpierw trochę o zaletach.

Już od samego początku zostałam zaciekawiona. Książka zaczyna się z grubej rury, czyli od morderstwa. Wszystko jest tajemnicze, zagmatwane i wzbudza w czytelniku niepewność, ale także intryguje, bo w końcu każdy chce wiedzieć, kto jest mordercą i najlepiej odgadnąć jego tożsamość wcześniej niż autor ją wyjawi.


Sama fabuła naprawdę mnie zaintrygowała, bo uwielbiam zagadki kryminalne. Ta była naprawdę złożona, bo później pojawiła się kolejna ofiara, a na dodatek ktoś aranżował ataki terrorystyczne. Te wszystkie sprawy miały wspólny mianownik, ale służby (czytelnik również) nie do końca potrafiły poradzić sobie z ustaleniem jego wartości.

Autorka wielokrotnie wprowadza w błąd czytelnika i kilka razy czułam zawód, bo myślałam, że tak szybko postanowiła wyjawić nam tożsamość mordercy. Jednak okazało się, że podstawiała nam pod nos mylne tropy i odciągała od prawdziwego rozwiązania zagadki. Takie zabiegi na pewno były interesujące i z pewnością można było czuć większe emocje.

,,Z zewnątrz dobiega mnie krzyk mew. Machają skrzydłami, wznoszą się i opadają, ale jakoś nigdy się ze sobą nie zderzają. Czasami czuję się jak jeden z tych dzikich ptaków, które szybują po niebie. Na zawsze pozostawiona sama sobie. Moje przetrwanie zależy od mojej zręczności, mojej odwagi, mojej wytrzymałości.”

,,Zawiedzione nadzieje” to drugi tom z serii ,,Gran Canaria” i ponownie możemy zobaczyć Sarę i Kristiana w akcji. Niestety nie czytałam pierwszej części, ale nie odczułam tego jakoś szczególnie. Kilka razy pojawiły się nawiązania i nie do końca rozumiałam, o co chodzi, ale były to dość krótkie fragmenty i nie utrudniały mi lektury.

Zakończenie także mnie usatysfakcjonowało i na pewno zaskoczyło. Kompletnie nie spodziewałam się, że retrospekcje odegrają w tej sytuacji aż tak istotną kwestię. Może i spodziewałam się, że mogą być kluczem do rozwiązania zagadki, ale nie potrafiłam połączyć faktów. Spodobało mi się również to, że autorka przemyciła trochę informacji na temat Gran Canarii, bo bardzo ciekawie się to czytało.

Więc co mi się nie podobało? W ogóle nie odczuwałam tego, że to Sara i Kristian są głównymi bohaterami. Nie grali pierwszych skrzypiec i inne wydarzenia oraz nagromadzenie postaci, po prostu przytłoczyły ich rolę. Cóż, dla mnie to była dość duża wada. Jednak któreś z nich powinno być naprawdę wyrazistą postacią, która prowadzi sprawę do rozwiązania. Tu mi tego brakowało.

Ostatecznie muszę przyznać, że całość jest bez wątpienia zaskakująca, wciągająca, ale brakuje w tym wszystkim wyrazistości i jednego mocnego ogniwa. Jednak sama historia, którą serwuje nam autorka, jest świetnie wymyślona. Naprawdę cieszę się, że trawiłam na tę powieść i mimo kilku niedociągnięć, podobała mi się.






Ocena: 8/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Bellona








Patrycja Bomba 

Udostępnij w Google Plus

About Psiapsi

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz