poniedziałek, 16 kwietnia 2018

"78-piętrowy domek na drzewie" - Terry Denton/Andy Griffiths


Dziś mam dla Was recenzję chyba najgrubszej książki dla dzieci, jaką kiedykolwiek widziałam! „78-pietrowy domek na drzewie” liczy sobie bowiem aż trzysta osiemdziesiąt stron! Nie przerażajcie się jednak tą objętością, bo w większości kartki przepełnione są dużymi rysunkami, a tekst pisany jest dość sporą czcionką. Z tych powodów można całość przeczytać w około godzinę.

Andy i Terry postanawiają nakręcić film o książce o domku na drzewie, w którym mieszkają. Ich posiadłość ma aż siedemdziesiąt osiem pięter, na których można znaleźć między innymi niewyklute megajajko, Andyladnię pełną klonów Andy’ego, oczko z rekinami, miksomat – dzięki niemu można łączyć dowolne zwierzęta w jedno – czy też pokój do gryzmolenia. Sami więc widzicie, że materiał na film zapowiada się obiecująco. Na dodatek wszystko ma reżyserować ważny hollywoodzki reżyser – Pan Ważny. Szybko jednak Andy zostaje pozbawiony swojej roli, a jego miejsce zajmuje Mel Gibon. Chłopak jest rozczarowany, a na dodatek nikt, nawet jego przyjaciele, nie widzi problemu w tym, że nie może grać we własnym filmie o nim. Andy próbuję więc zająć sobie jakoś czas i stara się nie przejmować decyzją reżysera. Wszystko jednak obraca się przeciwko niemu. A na dodatek nikt nie wierzy mu, iż podsłuchał rozmowę krów, planujących ukraść ich pomysł na prawdziwy kinowy hit i stworzyć na jego podstawie własny.

Biorąc do recenzji książkę dla dzieci zatytułowaną „78-piętrowy domek na drzewie”, nie miałam pojęcia, że to już szósty tom serii o przygodach Terry’ego i Andy’ego. Z jednej strony odrobinę szkoda mi tego, że nie poznałam poprzednich, jednak na dobrą sprawę zaczęcie od tej części wcale nie wiązało się z jakimiś utrudnieniami czy też ani trochę nie odbierało mi radość z lektury. Po prostu lepiej mogłabym poznać chłopców oraz ich domek, gdybym rozpoczęła swoją przygodę z nimi od „13-piętrowego domku na drzewie”.

Książka wydaje się idealna dla dzieci, które uwielbiają szybką, dynamiczną akcję i mnóstwo jej zwrotów. Ja niestety okazałam się na lekturę tej książki za stara, ale to zmienia faktu, że młodszym czytelnikom na pewno się spodoba. Nie ma tu bowiem czasu na nudę. Bohaterowie ciągle wpadają w jakieś kłopoty i to nie byle jakie. Nie można bowiem zbagatelizować międzyplanetarnej widowiskowej walki, latających talerzy, pojawienia się tysiąca Andych czy zagryzmolenia. Ponadto historia momentami bardzo śmieszy, gdyż jest mocno przerysowana – pewne wydarzenia naprawdę są dość absurdalne, ale niesamowicie kreatywne. Z tego względu być może starsi nie docenią uroku tej książki w pełni, ale maluchy powinny być zachwycone!

Książka uczy, jak ważna jest przyjaźń i jak bardzo może zaboleć odrzucenie, szczególnie jeśli odwraca się od nas najlepszy przyjaciel. Ponadto uświadamia, że sława wcale nie jest taka dobra, a szczególnie ta wyimaginowana. Jedyne co mogę zarzucić tej powieści to fakt, że ma niezliczoną ilość wątków i nie wszystkie mają ze sobą jakieś powiązanie. Czasami ma się wrażenie, że jest ona o niczym i o wszystkim, ale tak to odbiera osoba dorosła. Być może dziecko nawet tego nie zauważy i będzie po prostu zafascynowane historią.

Wasze dziecko uwielbia szybką akcję, która zaprze mu dech w piersi i zafascynuje? Kocha rozbudowaną fabułę i niesamowite miejsca? Myślę, więc że ta książka nada się dla niego doskonale i zapewni mu rozrywkę na dłuższy czas.

OCENA: 7/10


Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu NK.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz