piątek, 27 kwietnia 2018

"Baronówna" - Michał Wójcik


                Zawsze kiedy ktoś zapyta mnie o to, co właściwie jest takiego w literaturze historycznej, że zapałałam do niej tak dużą sympatią, odpowiedź mam jedną i tą samą: historia, niezależnie od epoki, bogata jest w osobowości, o których życiorysie mogliśmy nie mieć pojęcia, a który okazuje się nieoczekiwanie wciągający i pełen tajemnic. Współcześni autorzy prozy historycznej dodatkowo odnajdują się w opisywaniu fascynujących kobiet, bo przecież zwykle największe w historii nazwiska należą do mężczyzn. A przysłowie, że mężczyzna jest głową, a kobieta szyją, która nią kręci nie wzięło się z przypadku. 

                Michał Wójcik podjął się karkołomnego wręcz zadania. Przygoda rozpoczęła się niewinnie, lecz zawładnęła dziennikarzem na kilka długich lat. Tajemnicza kobieta, która w historii wywiadu z okresu II wojny światowej zapisała się wielkimi literami. 1 sierpnia 1944 roku na ulicach Warszawy pojawiła się w obcisłych bryczesach i... pejczem w dłoni. Od momentu poznania tej historii Michał Wójcik podjął decyzję, że nie spocznie, dopóki nie zidentyfikuje młodej dziewczyny i nie rozwiąże jej zagadki. Kim była? Co właściwie robiła w czasie wojny? Kobieta, która występowała w czasie okupacji pod wieloma nazwiskami... Wanda Kronenberg. Przysłowiowa agentka o stu twarzach. 


                Śledztwo Michała Wójcika, choć opierało się na życiu Wandy Kronenberg, obejmowało również wiele aspektów życia, z którymi miała do czynienia, dzięki czemu autor wprowadza czytelnika również w środowisko przedstawicieli Gestapo czy Abwehry, a także Podziemia w Polsce, w którym królowało AK. Główna bohaterka całego zamieszania okazuje się doborowym graczem, stając... po każdej ze stron konfliktu. Lojalna wobec AK, współpracuje ściśle z przedstawicielami niemieckich władz, krąży nawet podejrzenie, że wcześniej miała coś wspólnego także z NKWD. Pytanie więc brzmi: po czyjej właściwie była stronie? I dlaczego? Jedno jest jednak pewne: takie stanowisko przysporzyło młodej dziewczynie wielu wrogów, a czarne chmury właściwie bez przerwy krążyły nad jej głową. A próba odnalezienia odpowiedzi na te wszystkie pytania kosztowała autora "Baronówny" sporo cierpliwości, pracy i przede wszystkim otwartego umysłu. 

"Zdrajczyni, która wydaje swoich. Groźna, nieobliczalna, perwersyjna. Wredna i zakłamana. Śmiercionośna."


                Książka pełna jest raportów Wandy Kronenberg lub "Lidy", które dostarczała do swoich przełożonych w AK. Znajdziemy tutaj również wyobrażenia autora na temat pewnych scen, które wydarzyły się w tamtym czasie, a które opierał on na dokumentach, w które godzinami się wczytywał. Dlatego "Baronówna" posiada klimat zarówno dobrej powieści historycznej, jak i relacji, której wysłuchuje się od dobrego przyjaciela przy drinku. Od pierwszej strony widać wielką fascynację autora tą niebezpieczną agentką, a upór i ciekawość nakazywały mu doprowadzić sprawę do końca. 

"Informacje stają się towarem, na którym można zarobić. A więc niektóre raporty powstają tylko i wyłącznie z myślą o zysku. Z wiarygodnością nie mają wiele wspólnego."

                I doprowadził. Z klasą, wieloma domysłami i kilkoma pytaniami, na które ciężko jest sobie odpowiedzieć. Jednakże uważam, że autor wykonał kawał świetnej roboty, przedstawiając czytelnikom fascynującą postać, o której stosunkowo niewiele informacji można wyciągnąć z oficjalnych źródeł. To książka dla tych, których fascynują dziennikarskie śledztwa historyczne. Zdecydowanie, książka wciąga na kilkanaście godzin porządnej lektury. 

 Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.


~Monika Majorke

2 komentarze:

  1. no nie dziwię się, że autora zaciekawiła ta postać :) po przeczytaniu twojej recenzji mnie też ona zaintrygowała :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń