niedziela, 15 kwietnia 2018

"Karmaka" - gra karciana




Znacie powiedzenie, że karma wraca? Każdy uczynek – dobry czy zły – ma swoje konsekwencje w przyszłości i należy się z tym liczyć. Właśnie na tej zasadzie opiera się gra „Karmaka”, którą dzięki uprzejmości Foxgames mogłam dla Was wypróbować i zrecenzować!

Pierwsze, co pomyślałam o tej grze, widząc opis z tyłu i wygląd planszy, to że jest ona bardzo prosta i przeznaczona dla młodszych dzieci. Zdziwiłam się więc, kiedy zobaczyłam na opakowaniu, iż najlepiej bawić się z nią od czternastego roku życia. Zaskoczenie tym faktem szybko jednak minęło, gdy wyciągnęłam instrukcje i zaczęłam ją czytać. Wówczas zrozumiałam, czemu nie nadaje się ona dla dzieci. Powodem tego jest to, że wbrew pozorom wcale nie jest taka banalna, jak mogłaby na to wskazywać plansza. Trzeba naprawdę wczytać się w zasady gry, by dobrze je zrozumieć, a wytłumaczenie ich komuś w kilku słowach stanowi nie lada wyzwanie. Na szczęście instrukcja jest bardzo czytelna, dokładna i przepełniona obrazkami ilustrującymi pewne kroki, przez co dość szybko można załapać, o co w tym wszystkim chodzi. Trzeba ją jednak przewertować w całości, nie wystarczy pooglądać sobie obrazki!

Gra zaczyna się na najniższym poziomie Drabiny Karmicznej, gdzie każdy z graczy jest żukiem gnojarzem. Podczas gry wiele razy umiera, by wcielić się w kolejne postacie i coraz bardziej wspinać się na szczyt. Jednak nie jest to takie proste! Na wszystko trzeba sobie zasłużyć, więc dużą role odgrywają we wszystkim uczynki gracza, które mogą dodać mu lub też nie punktów. Dopiero jak uzbiera  ich wystarczającą ilość może dokonać kolejnego wcielenia. Wygrywa ten, który jako pierwszy dotrze na ostatnie piętro i doświadczy Transcendencji.

Tematyka gry jest bardzo oryginalna i w sumie to właśnie za jej sprawą postanowiłam sięgnąć po tę planszówkę. Pokazuje ona bowiem, jak ważne jest, by najpierw zastanowić się nad konsekwencją swojego czynu, a dopiero wcielić go w życie, jeżeli to się w ogóle opłaca. Podczas gry można zatem albo spełniać dobre uczynki, albo wykorzystywać swoje karty, by krzywdzić innych – na przykład zabierać im ich uczynki. Niektóre – szczególnie czerwone – karty nie dają natychmiastowego efektu i trzeba na niego poczekać. Inne mówią o dobrych rzeczach, które pomagają wzbić się na wyższy poziom. Jednak los leży w rękach gracza. Nawet jeśli ma „złą” kartę, to od niego zależy czy ją wykorzysta. Trzeba więc naprawdę dobrze zastanowić się nad swoim ruchem.

Jeżeli lubicie gry, gdzie trzeba pomyśleć, to myślę, że jest to bardzo ciekawa propozycja dla Was. W „Karmakę” może zagrać od dwóch do czterech osób, a średni czas rozgrywki to czterdzieści pięć minut. Ponadto można tworzyć drużyny i to w różny sposób. Na przykład dwóch na dwóch, albo dwóch na jednego. Jeżeli więc lubicie zabawy zespołowe, to możecie śmiało pograć w tę grę z kumplem u boku.

„Karmaka” wymaga od gracza przyszłościowego myślenia, a także sprytu i otwartego umysłu oraz dobrej strategii. Na pewno nie jest to coś, w co można się zabawić po całym dniu ciężkiej pracy. Nie nadaje się też na tak zwane „odmóżdzenie”. Jest wymagająca, trzeba się przy niej skupić, a początki bywają trudne. Jak już wcześniej wspomniałam, najtrudniej jest zrozumieć zasady i wczuć się w grę. Jednak z partii na partię wszystko staje się coraz bardziej zrozumiałe, a my czerpiemy ogromną satysfakcję, gdy uda się nam wejść na kolejny stopień reinkarnacji.

OCENA: 9/10 

Za grę dziękuję Foxgames.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz