poniedziałek, 30 kwietnia 2018

„Pomorzanie” – Agnieszka Gładzik


Szczecin – to moje miasto i mój dom. Pomorzanie – to moja rodzina  i przyjaciele, – więc do tej powieści zasiadła z nieco większym namaszczeniem niż zazwyczaj.
Moje pierwsze spotkanie z książką Agnieszki Gładzik miało miejsce już jakiś czas temu, a było to podczas premiery jej najnowszej powieści „Pomorzanie”.  Jest to, bowiem w ostatnim czasie, kolejna już pozycja literacka opiewająca o ludziach i ziemiach Pomorza Zachodniego.  Stąd i moje zainteresowanie.  Nie miałam jednak okazji by ją od razu przeczytać. Śledziłam, więc dostępne w Internecie recenzje i opinie innych czytelników, których zresztą było niewiele i czekałam cierpliwie na jej miejsce w moim literackim życiu. Los chciał, że wkrótce nie tylko książka wpadła w moje ręce, ale i nadarzyła się okazja na spotkanie z samą autorką. To było idealne zestawienie, a kilka dni później miałam już swój własny obraz powieści i jej bohaterów.

Powieść jest współczesną paralelą – czyli połączeniem dwóch pozornie odrębnych wątków i dwóch tożsamości jednego miasta/regionu. W powieści możemy, więc dopatrzeć się swoistej symboliki: niemieckiego upadającego miasta oraz narodzin nowego polskiego Pomorza. Przypuszczam ze autorka poprzez połączenie tych zagadnięć chciała pokazać nam drogę, jaką Szczecin przebył w dziejach, jego mieszkańców  a tym samym historię naszych przodków, którzy ukształtowali to miasto takim, jakim widzimy je dziś. 

Genezą natomiast do powstania powieści stały się jak mniemam, nurtujące Agnieszka Gładzik pytania, jakie zadawała sobie dorastając i żyjąc w Szczecinie, widząc jego zagubionych mieszkańców i brak symbiozy pomiędzy nimi i regionem oraz przygnębiającą stagnację, która je dopadła.  A przecież Szczecin i Pomorze to wyjątkowo piękny i bogaty region, pełen różnorodnych kultur i historii, o której jak się okazuje często zapominamy lub nie chcemy pamiętać. 

„Tożsamość Pomorzanina jest odbiciem morza, którego jest sąsiadem – zmienna, burzliwa i nieujarzmiona.” 

Tak samo jak i powieść młodej autorki. Powieść, która stawia czytelnikowi wyzwanie i zmusza by stanąć  oko w oko z historią własną i całego Pomorza.


Łatwo i szybko może przekonać się,  że książka, po którą sięgnęliśmy nie jest z tych tradycyjnych  i szablonowych dzieł literackich, które najczęściej pojawiają się na naszym rynku. Rzadko zdarza się, bowiem by konstrukcja powieści przybierała taka formę, jaką Agnieszka Gładzik zaserwowała swojemu czytelnikowi.  Zatem za oryginalność – daję plus, niestety za fragmentaryczność i nieustające przeskoki w czasie – zdecydowanie nie.   Mówić bardziej szczegółowo. Autorka przenosi nas w czasie kilkadziesiąt razy na przełomie prawie 70 lat. Nie zachowuje przy tym żadnej zrozumiałej dla czytelnika chronologii. Łatwo, więc się  zgubić w poszczególnych wątkach, zaplątać się w czasie i stracić orientację w przestrzeni opowiadanych historii.

Czytając powieść balansujemy też na dwóch płaszczyznach. Teraźniejszość i przeszłość. Poznajemy losy ludzi związanych ze sobą dość trudną i osobliwą przyjaźnią.  Jednym z nich jest motyw przyjaźni małej Niemki Heike i Polski, które spotykają się w powojennym Szczecinie, gdzie w poczuciu osamotnienia i zagubienia nawiązują ze sobą dość specyficzny rodzaj przyjaźni. Dziecinny, szczery, prawdziwy ale obarczony bólem i tęsknotą.  Drugi, współczesny już wątek powieści to z kolei losy kilkorga przyjaciół, szukających własnej tożsamości i miejsca na Ziemi.Nie obce im są rodzinne tajemnice, dylematy dorastania, niespełnione marzenia i rozczarowania.

Wszystkie postacie, jakie spotykamy w powieści „Pomorzanie” są bardzo rzeczywiste, powiedziałabym wręcz, że do „bólu prawdziwe”.  Trudo tym samym też nie zauważyć, że nie do końca spełnieni, szczęśliwi, pogodzeni z losem – tacy niepełni. Nie wiem czy jest to skutek silnych cech, jakie Agnieszka Gładzik im nadała, zbliżonych do osobowości nas samych czy też towarzyszących im dylematów, historii i wielu pytań bez odpowiedzi.  Być może to też wynik zaledwie niewielu epizodów z życia bohaterów, jakie dane nam było poznać – ich migawkowość.  Podobnie obrazuje się też przestrzeń historyczna, na której autorka bazuje. Dla wytrawnego historyka, łatwo będzie połączyć poszczególne odłamki w całość i zapewne doszuka się w nich, poszarpanej, aczkolwiek jednolitej historii. Dla wielu może to jednak stanowić dość duży problem, co z pewnością zniechęci mniej wytrwałego czytelnika.
Czuję w tym miejscu też pewien niedosyt, bo każda z sylwetek wydaje się być na tyle intrygująca osobowością, że można by było stworzyć dla niej niezależną powieść. Wielki plus, zatem za konstrukcję osobowości bohaterów, które jak mi wiadomo miały odwzorowanie w realnych postaciach, znanych autorce.

Cóż, zatem mogę powiedzieć na koniec? Może to ze powieść ma dla mnie tyle samo wad, co zalet. Jednocześnie odpycha i przyciąga, złości i wzrusza, nudzi i intryguje. Wydaje się być jednym chaosem, który dopiero z czasem nabiera sensu. Polecam tym, którzy lubią literackie wyzwania.

Ocena 6/10

 Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Videograf SA 

 Wydawnictwa Videograf SA

Edyta Sztylc

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz