niedziela, 29 kwietnia 2018

„Pucio i ćwiczenia z mówienia, czyli nowe słowa i zdania” – Marta Galewska-Kustra, Joanna Kłos

[źródło]
   W końcu i do nas dotarła kolejna część „Pucia”. Nie wiem, kto się bardziej ucieszył? Ja, czy moje dziecko? Po początkowym entuzjazmie związanym z otwarciem paczki, przeszłyśmy do pierwszego czytania, potem drugiego, trzeciego... i kolejnego. Jakie były nasze wspólne spostrzeżenia – opiszę poniżej.
   „Pucio i ćwiczenia z mówienia, czyli nowe słowa i zdania” to trzecia odsłona historii tytułowego bohatera i jego rodzinki. Tym razem chłopczyk i bliscy wybierają się na ferie zimowe do swoich krewnych, którzy mieszkają w górach. Pucio jest bardzo podekscytowany wizją zabawy na śniegu, lecz niestety po przybyciu spotyka go spore rozczarowanie – góry są, ale białego puchu brak. Jednak nie zamierza się poddawać. Co zrobią nasi ulubieńcy? A może jednak śnieg spadnie?

    Pierwsza refleksja, jaka chyba każdemu się nasuwa przy lekturze tej książki, jest zapewne taka: Pucio urósł i znacznie rozwinął się pod kątem zdolności artykułowania swoich myśli. Tekstu jest więcej niż w poprzedniej części, a zdania są bardziej rozbudowane, choć nadal utrzymane w podobnym stylu. Moja trzyletnia córka nadążała za tokiem rozwoju fabuły, a sądzę, że nawet ciut młodsze dziecko nie powinno mieć z tym problemu. Co do możliwości skupienia uwagi jest to kwestia mocno indywidualna, lecz myślę, że mały czytelnik jest w stanie podołać temu wyzwaniu. Pod względem słownictwa wydaje mi się, że większy nacisk na jego wzbogacenie był we wcześniejszej części. W tej książce autorka skupiła się natomiast na gramatyce, a konkretnie na liczebnikach, dopełniaczach i miejscownikach. Rozmowa o figurach gramatycznych w kontekście malutkich dzieci wydawać się może nieco dziwna, lecz tak naprawdę chodzi o takie drobnostki, na które my – osoby dorosłe, nie zwracamy uwagi, a które są istotne przy poprawnym formułowaniu wypowiedzi i nie tak oczywiste dla maluchów. Wykonując ćwiczenia zaproponowane przez autorkę moja córka nie miała z nimi problemu. Jednak wtrakcie pisania niniejszej recenzji popełniła taki lapsus gramatyczny, że uświadomiło to mi, że położenie akcentu na te kwestie wcale nie jest jakimś sztucznie wymyślonym problemem.
   Fabuła to spokojna, rodzinna opowieść z nutką dramatu, gdyż (tu niestety spoiler) tata Pucia ulega nieszczęśliwemu wypadkowi. Jest to ulubiony wątek mojej latorośli, dlatego o nim wspominam. Mnie osobiście podobały się wieczory spędzane u wujostwa. Dzieci lubiące zwierzęta będą zachwycone. Jest tu zwierzyniec i to całkiem inny niż do tej pory. W książce pojawiają się także dalsi krewni Pucia. Mojej córce szczególnie do gustu przypadła Maja, kuzynka głównego bohatera.

   Pod względem graficznym książka nie odbiega stylem od wcześniejszych pozycji. Mnie osobiście podobają się te obrazki, a zwłaszcza stonowana kolorystyka. Najbardziej ilustracja przedstawiająca wspólny wieczór w gronie rodziny – tchnie ona przytulną atmosferą. Z kolei córce najbardziej spodobała się ilustracja z jej ulubionego wątku, czyli pobytu taty Pucia na izbie przyjęć. Nie zdziwiłabym się, gdyby generalnie większość dzieci była zaintrygowana tą ilustracją.
   Standardowo na wstępie książki autorka umieściła kilka porad z zakresu logopedii, wskazując co ewentualnie mogłoby pomóc naszej pociesze rozwijać swój warsztat językowy i co może zaniepokoić rodziców.


   Czy najnowszy „Pucio” trzyma poziom poprzednich części? Według mnie nie – on go podnosi i jest coraz lepszy. Dla mnie jest to najlepsza część z całego cyklu.

Ocena 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Nasza Księgarnia.

Anna Mackiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz