piątek, 13 kwietnia 2018

„Topienie Marzanny” – Magdalena Kubasiewicz

[źródło]
   W mitologii Słowian Marzanna była boginią symbolizującą zimę i śmierć. Niektórzy współcześni badacze uważają ją za demona. Topienie jej kukły podczas Jarych Godów miało przywołać wiosnę, a tradycja ta kultywowana jako jedna z niewielu stanowi ślad po religijnej spuściźnie naszych przodków. Imię Marzanna jest wyjątkowo rzadkie. Sama poznałam w swoim życiu tylko jedną Marzannę (którą, jeśli czyta ten artykuł, serdecznie pozdrawiam). W recenzowanej komedii kryminalnej poznajemy historię rodziny, której postacie o tym imieniu pojawiają się nader często. Główną bohaterką, a zarazem narratorką powieści, jest Marzanna Młodsza, zwana Marą. Mara jest zwyczajną studentką, która wybiera się na zjazd rodzinny do swojej wyjątkowo wrednej ciotki Marzanny Starszej, tak zwanej Starszej, która mieszka w dużym domu, gdzieś na prowincji i jest bardzo zamożna. Może z racji wieku, a może wysokości majątku (lub z połączenia jednego i drugiego, zważywszy na wizję pokaźnego spadku) co roku udaje się jej zebrać rodzinę na przyjęcie z okazji swych urodzin. Sam zjazd zapowiada się zupełnie zwyczajnie i nie budzi większego entuzjazmu wśród jego uczestników, do czasu aż jubilatka zostaje znaleziona martwa w swoim pokoju. Kto z członków rodziny mógł zabić Starszą? Biorąc pod uwagę jej charakterek, motyw mógł mieć każdy...

   Bohaterowie powieści są różnorodni i przeważnie budzą sympatię. Gdy czytałam anegdotki z życia studenckiego Mary zrobiło mi się ciepło na sercu i przypomniało to i owo z moich własnych doświadczeń z tych pięknych czasów. Podobało mi się to, że dziewczyna nie ma aspiracji do odgrywania roli amatorskiego detektywa, a sam archetyp takiej postaci został komicznie przedstawiony w osobie jednego z krewnych, Christophera.
Skupiając się na odczuciach towarzyszących mi przy lekturze, to powieść ta jest bardziej komedią, niż kryminałem. Mara nie ma zacięcia detektywistycznego i rozwój akcji obserwujemy raczej z perspektywy świadka niż osoby zaangażowanej w wykrycie sprawcy. Oczywiście, personalia mordercy budzą jej liczne domysły i dziewczyna ma wkład w przebiegu śledztwa, jednakże nie ma tu przesady.

   Przyznam, że czytając zarys fabuły z okładki książki przypuszczałam, że powieść może klimatem nawiązywać do starych, cudownych kryminałów Agathy Christie. Jednakże w związku z brakiem mocno zaangażowanego śledczego pokroju choćby panny Marple, czytelnik powinien nastawić się na rozrywkę, niż wytężanie szarych komórek (co zresztą wcale nie jest przytykiem!). Lekki klimat, ironiczne i inteligentne poczucie humoru – myślę, że na nadchodzące słoneczne miesiące będzie to bardzo ciekawa propozycja do czytania. Wiem po sobie, że taki oddech od ciężkich, krwawych kryminałów jest bardzo ożywczy.

   Wady powieści? Małe niedociągnięcia fabularne. Pierwsze przesłuchanie Mary, w którym policja dopiero w trakcie rozmowy ustala, że denatka i świadek mają te same imiona i nazwisko. Jest to niemożliwe, gdyż dane świadka są znane policji już na wstępie, przy przystąpieniu do pierwszej czynności. Drugie co mnie zaskoczyło to fakt, że główna bohaterka podejmuje się prowadzenia rozmowy telefonicznej z nieznaną sobie osobą, która telefonuje z pewnością nie do niej, a sama konwersacja nie budzi w niej głębszej refleksji. Rozumiem za pierwszym razem senność dziewczyny, lecz cała ta sytuacja powinna pobudzić w Marze wolę wyjaśnienia tej kwestii i dowiedzenia się, kto i dlaczego dzwonił do Starszej. Fakt, że tego nie było, wydaje się dość dziwny. Nie przypadła mi do gustu również okładka (która lekko trąci myszką).

   Zalety: żywe dialogi, czarny humor, komiczne postaci, brak motywu głównego bohatera – amatorskiego detektywa oraz zaskakujący finał i to wszystko czyta się jednym tchem! Polecam.

Ocena 9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Lucky.


Anna Mackiewicz

1 komentarz:

  1. Tak ze swojej strony powiem, że podczas przesłuchania nie znali danych Średniej, która dopiero później miała być przesłuchiwana, nie Mary, ale możliwe, że było to napisane niedostatecznie jasno z mojej strony i faktycznie wprowadzało w błąd :). Dziękuję za bardzo miłą recenzję.

    OdpowiedzUsuń