sobota, 14 kwietnia 2018

"Tulipanowa gorączka" - Justin Chadwick



[źródło]

Jedna cebulka, która może zmienić życie biednego pokładowego majtka w barona z ogromnym majątkiem? Brzmi to niczym bajka o Jasiu i magicznej fasoli. Okazuję się, że tak w XVII-wiecznym Amsterdamie podczas tulipanowej gorączki, gdy ceny pojedynczych, szczególnie cennych cebulek, osiągały wartość równoważną z wartością domu, tak właśnie spełniały się marzenia. 

Sofia (Alicia Vikander) uboga sierota wychowywana przez siostry zakonne, zostaje wydana za mąż za majętnego, lecz znacznie starszego od niej kupca Cornelisa Snadvoorta (Christoph Waltz) . Kobieta, mimo że nie kocha męża, jest mu wdzięczna za okazaną dobroć i pragnie dać mu coś, czego ten pragnie najbardziej na świecie – dziedzica, który objąłby po jego śmierci majątek. Niestety, mimo wielokrotnych prób para nadal nie może począć potomka. 

Pewnego dnia Cornelis wynajmuje artystę Jana van Loos (Dane DeHaan) aby ten uwiecznił jego oraz jego piękną żonę na portrecie. Jan i Sofia zakochują się w sobie bez pamięci i planują wspólnie uciec, by gdzieś tam daleko od ludzkich spojrzeń, wieść spokojne, szczęśliwe życie. Czy kochankom uda się spełnić pragnienia, nim Cornelis dowie się o romansie? Odpowiedź znajdziecie, oglądając film Tulipanowa gorączka z Alicią Vikander i Denem DeHaan, w rolach głównych. 

Tulipanowa gorączka to kolejny film kostiumowy w reżyserii Justina Chadwicka, twórcy takich filmów jak Kochanice Króla czy Mandela: Droga do wolności. Jednocześnie większość krytyków zgodnie twierdzi, że jest to jeden z gorszych filmów w dorobku tego reżysera. I chociaż bardzo często, moja opinia jest zgoła inna od wszystkiego co twierdzą krytycy, w tym wypadku muszę się zgodzić. Tulipanowa gorączka miała ogromny potencjał, który niestety został stłamszony przez brak uczucia między bohaterami. 

[źródło]
Z pewnością obojgu aktorom grających główne role nie można odmówić talentu. W końcu jeden z nich jest laureatem Oscara, czyli najwyższego odznaczenia Akademii Filmowej. Niestety, w tym wypadku ich zdolności aktorskie nie zostały w pełni wykorzystane, ponieważ romans między głównymi bohaterami jest po prostu sztywny. Mamy tu wielką namiętność, dużo nagości i gorące deklaracje miłości, jednak w żaden sposób nie przekonuje to odbiorcy o szczerości tego uczucia. Ponadto, wszystko potoczyło się zdecydowanie za szybko. Nie minęła nawet połowa filmu, a kochankowie już zaliczyli kilka gorących spotkań. Brakowało mi podchodów, delikatnych muśnięć ręką, tego dreszczu ekscytacji i emocji towarzyszącym pierwszym chwilom zakochania.

Zdecydowanie bardziej wciągający okazał się wątek Marii, służącej Snadvoortów i Willema sprzedawcy ryb. Ich losy, w przeciwieństwie do losów głównych bohaterów, śledziłam z zapartym tchem, nie mogąc doczekać się rozwiązania tej historii. Aktorzy zagrali wspaniale, całkowicie przekonując mnie o prawdziwości łączącego ich uczucia. Oczywiście nie można zapomnieć również o kreacji Judi Dench i Christopha Waltza, którzy zagrali klasyczne dla siebie rolę, w których sprawdzają się zdecydowanie najlepiej. 

[źródło]
W takim razie czy w ogóle warto sięgać po Tulipanową gorączkę, skoro główny wątek wypada tak słabo? Zdecydowanie warto, ponieważ film mimo tych mankamentów ogląda się naprawdę przyjemnie. Duża zasługa w tym przepięknych kostiumów i niezwykle wiernie oddanej architektury XVII w. Amsterdamu. Twórcy naprawdę stanęli na wysokości zadania, dopracowując każdy szczegół ulic, domów czy pokoi, przenosząc widza w zupełnie inny, fascynujący świat tulipanowej gorączki. 

Tulipanowa gorączka w reżyserii Justina Chadwicka, nie jest najlepszym filmem kostiumowym, jaki oglądałam w ostatnich latach. Nie mniej, jest to zdecydowanie pozycja godna uwagi, szczególnie przez wzgląd na losy bohaterów drugoplanowych, intrygę,  przepiękne nadmorskie ujęcia i kostiumy z tamtej epoki. I chociaż Vikander i DeDaan nie przedstawili szczytu swoich możliwości, nie uważam czasu spędzonego z bohaterami za zmarnowany, a sam film oglądało mi się naprawdę przyjemnie. Serdecznie polecam tę pozycję zarówno miłośnikom filmów kostiumowych, jak i romansów czy komedii. 

Ocena 6,5/10

Za film serdecznie dziękuję Monolith Films!


 
Anna Pawłowska 

4 komentarze:

  1. Chętnie przyjrzę się bliżej temu filmowi. Od jakiegoś czasu lubię takie klimaty, więc sprawdzę czy mi się spodoba. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja słyszałam raczej mocno negatywne opinie na temat tego filmu i choć Vikander uwielbiam to raczej obejrzeć nie planuje.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń