piątek, 27 kwietnia 2018

"Wszechświat Cię wspiera" – Gabrielle Bernstein

[źródło]

              To jest jedna z tych recenzji, którą celowo długo nie pisałam, bo…. Bardzo nie chciałam. Ponieważ nie mam nic zachwycającego do powiedzenia po zapoznaniu się z tą książką. Ale że taka jest umowa:  „jest książka – ma być recenzja” (proste, no nie?) to muszę napisać parę zdań, co naprawdę myślę o tej książce.
           Gabrielle Bernstein to miła pani, która ciepło uśmiecha się do nas z szarawo-niebieskiej okładki. Da się lubić już po pierwszym spojrzeniu. Wikipedia podpowiada, że to mówca motywacyjny, coach i autorka. Na tyle okładki czytam, że to bestsellerowa autorka według New York Timesa. Kobieta, która walczy o ludzi, aby byli szczęśliwi i nauczyli się żyć pomimo trudności losu. Bo tak jak w popularnym memie:



              I trzeba przyznać, że autorka jest w swoim dziele konsekwentna. Nawołuje do praktyk oczyszczania się poprzez medytację, uwierzenie w Dobro (niezależnie od tego, czy nadasz temu imię Boga, wewnętrznego ja czy jeszcze czegoś innego), zaakceptowanie swojej przeszłości i bycia wdzięcznym za wszystko, co nas spotkało – nawet jeśli to choroby, przykrości i trudności w naszym życiu.
             O ile zgadzam się w pełni z przesłaniem autorki, bo to naprawdę ważne, by nauczyć się żyć w pełnym tego słowa zakresie, to jednak… całość ujęta w tej książce jest aż tak przerysowana jak dla mnie, że po prostu nie mogłam dalej tego czytać. Kobieta, która wpadła w nałogi, nawet po narkotyki, którą wyciągnęła medytacja, sprawiła, że poczuła moc i zmieniła swoje życie. To jest historia autorki i nie neguję, że tak nie było. Nie mniej – nie przekonuje mnie ona. Czytanie tej książki balansowało na granicy skrajności problemów i rozentuzjonowanej popularyzatorki dobra. Taka dziewczyna, która na okrągło, wręcz histerycznie biega i krzyczy, że Bóg Cię kocha, a Wszechświat Cię wspiera. I o ile rozumiem przesłanie tego i być może czyjąś potrzebę do takiego właśnie nawracania ludzi w dobrą stronę, jakkolwiek się ona nazywa, to jednak forma tego  po  prostu mnie przytłacza.

           Powtarzam – jak najbardziej popieram przesłanie autorki. Wyciąga problemy ludzi, z którymi możemy się utożsamić, np.:

„Moja była klientka Sara przez wiele lat umawiała się z określonym typem mężczyzn, bo myślała, że właśnie z takim mężczyzną „powinna” się związać. (…) Gdy Sara zgłosiła się do mnie na coaching osobisty była czterdziestoletnią załamaną singielką. (…) Jej potrzeba znalezienia „właściwego” mężczyzny bardzo ją ograniczała. (…) Podzieliłam się z nią tymi spostrzeżeniami. Na początku nie chciała się ze mną zgodzić, ale po chwili się rozpłakała.
- Masz rację, Gabby. Przez całe życie starałam się przyciągać mężczyznę, jakiego chciała dla mnie moja matka – wyznała. (…) Mam obsesję na punkcie znalezienia mężczyzny marzeń mojej matki.”

           W tym fragmencie autorka podkreśla, że jeśli sami zamykamy się na Wszechświat mając twarde, częste nierealne żądania do innych i siebie – sami unieszczęśliwiamy się. Nasze podejście do życia wielką ma moc. Jak większość kobiet dociera z punktu: On ma być taki i taki (tutaj wyraz marzeń – rycerz na biały koniu/łobuz na motocyklu/wpisz sama, co chcesz/, do punktu: Wyższy ode mnie i niech się do mnie uśmiecha. Z wiekiem odrzucamy wyimaginowane obrazy, które narzuciliśmy sobie i to z różnych powodów i owszem, autorka ma rację – nie zamykaj się na dobro poprzez narzucanie sobie i innych wymagań.

[źródło]

          Ta książka ma do powiedzenia wiele dobrych przesłań. Mimo to, jednak dla mnie wydała się ona ciężka do czytania przez chyba nadmierny optymizm tejże pani. I nie wiem, czy ta forma po prostu mi się nie podoba, czy może dlatego, że w życiu doszła do pewnych etapów, które tu opisane wydają mi się banalne. Ale co dla jednego jest proste, może być ogromnym wyzwaniem dla kogoś innego. Dlatego zachęcam do zapoznania się z tą pozycją po to, aby samej wypracować swoje zdanie na ten temat. W końcu może ludziom potrzebne jest, aby powtarzać to, co oczywiste, bo w dzisiejszym zabieganym świecie zapominamy o podstawowych wartościach, jak miłość, braterstwo, dobro.

„Aby uzyskać wewnętrzną pewność musisz pragnąć wyzwolić się z lęku.”

          I … chyba jednak nie wyszło to wszystko tak bardzo negatywnie, jak myślałam, że będzie, gdy zaczynałam pisać tę recenzję J

Moja ocena  5/10

Dziękuję Wydawnictwu Kobiece za możliwość zapoznania się z egzemplarzem.

Emilia Pieńko

1 komentarz:

  1. chyba jednak nie dla mnie. nie dziwię się, że miałaś problem z jej recenzją :P
    pozdrawiam
    cherryladyredas.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń