wtorek, 29 maja 2018

„#Czytelnia. My Little Pony. Poza granicami Equestrii Pinkie Pie wkracza do akcji” – G. M. Berrow

[źródło]

Kocham moje dziecko, a ona ma fazę na kucyki, więc do naszego domu trafiło takie oto dzieło: „#Czytelnia. My Little Pony. Poza granicami Equestrii Pinkie Pie wkracza do akcji” i jakie były moje wrażenia sami zaraz się przekonacie. Zwracam uwagę - napisałam "moje", nie "nasze", co jest symptomatyczne. 

Pinkie Pie to różowy, słodki kucyk, trochę naiwny i nadpobudliwy, ale na pewno bardzo uczynny. Udaje się na Manehattan (tu nie ma literówki), gdzie ma pomóc w organizacji przyjęcia. Na imprezę przychodzi również znana piosenkarka, która angażuje Pinkie do opracowania choreografii na galę z okazji rozdania nagród Glammy (nazwa nie przypadkowa). Kucyk nie ma pojęcie, iż wplątał się w aferę, która rozwinie się w nieoczekiwanym kierunku.


„Pinkie Pie wkracza do akcji” to ponad stuczterdziestostronicowa opowieść, przeznaczona według wydawnictwa dla dzieci w wieku od 8 do 10 lat. Przyznam, że wątpię, aby jakaś dziesięciolatka interesowała się kucykami, ale z drugiej strony sama treść bardziej pasuje nawet do nastolatki.

Szczerze mówiąc jestem mocno zawiedziona tą książką i raczej wolałabym, aby moja córka czytała w przyszłości inne pozycje. Kucyki z moich dziecięcych wspomnień były urocze, miłe i przyjaźnie nastawione do całego świata. Tymczasem tutaj straciły na swej niewinności: oszukują, wyśmiewają i plotkują. Rozumiem, że takie zachowania związane są z tym, że Pinkie Pie znalazła się wśród kucyków ze światowego topu muzycznego, gdzie popularność i bogactwo potrafią zmącić umysły i wydobyć z nich to co najpodlejsze, jednakże w tej powieści takie zachowania nie były w żaden sposób napiętnowane. Z kolei zachowania dobre, jak przykładowo pomoc przyjacielowi, wplątują główną bohaterkę jedynie w kłopoty.

Bardzo brakowało mi w tej pozycji ilustracji. Wiem, że to książeczka dedykowana starszym dzieciom, ale historie bazujące na kreskówkach aż się proszą o odpowiednio bogatą szatę graficzną. Tymczasem, poza okładką i podobizną Pinkie Pie na stronie tytułowej, książka składa się z samego tekstu. Naprawdę szkoda, gdyż moja córka chociażby w taki sposób skorzystała z tego utworu. A tak – klops.

Co mi się podobało w fabule to nazewnictwo niektórych miejsc, postaci czy nagród podobne do tych, które występują w rzeczywistości. Myślę, że już zauważyłeś/łaś nawiązanie do nagród Grammy czy też Manhattanu, ale mnie najbardziej ujął wizerunek i nazwy dwóch kucyków. Jeden z nich to Vinny – dobrze zbudowany jednorożec – strażnik z długą grzywą, spiętą w koński ogon, zaś jego kolega to Whinnyfiled, z krórką fryzurą z ciemnych, kręconych włosów. Czy już domyślasz się kto stanowił inspirację? Tak, to Vincet Vega i Jules Winnfield z „Pulp Fiction”! Aż szkoda, że ich postaci nie zostały bardziej rozwinięte, a wizerunki przedstawione w formie graficznej, choć nie wiem czy wówczas książka byłaby dostępna dla dzieci.

   Czy utwór będzie się podobał naszym milusińskim? Mam pewne wątpliwości i niestety mogę bazować tylko na swoich odczuciach, bez wsparcia mojej córki. Z jednej strony same My Little Pony interesują dzieci w wieku przedszkolnym, może wczesnoszkolnym. Z drugiej zaś treść książki ewidentnie wskazuje na wyższy przedział wiekowy, o czym już wspomniałam. Jednak nawiązania do „Pulp Fiction” raczej nawet dziesięciolatka nie spostrzeże (a jeśli tak to bardzo poważnie rozważałabym założenie blokady rodzicielskiej w komputerze i telewizorze), co sugeruje, że książkę może czytać i rodzic. Koniec końców sama nie wiem dla kogo jest ten utwór. Z uwagi na brak ilustracji oraz treść sugerowałabym się wiekiem podanym przez wydawnictwo. Co do atrakcyjności fabuły to osobiście nie czuję klimatu, a jedyną wartością, jaką odnajduję w tej książce, to to, że można by z dzieckiem porozmawiać o plastikowym świecie celebrytów. Czy jednak na to nie za wcześnie?

Ocena 3/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Egmont.


Anna Mackiewicz

1 komentarz:

  1. My Little Pony ma na świecie mnóstwo fanów w różnym wieku i obojga płci. Ja mam lat 30, moja siostra jest dekadę młodsza i obie szalejemy za kucykami. W USA kucyki uwielbia mnóstwo młodych mężczyzn, zwłaszcza pochodzących z konserwatywnych rodzin, bo to właśnie ten serial pokazuje im jak rozmawiać o uczuciach i je okazywać. Te nawiązania do Pulp Fiction, czy do Doctora Who (w serialu), są własnie skierowane do starszego odbiorcy. Dziecko ich nie zauważy, a dorosły będzie się cieszył. MLP dawno przestały być bajką dla dzieci, a stały się też popkulturowym fenomenem pełnym fanserwisu skierowanego w stronę dorosłych fanów.

    OdpowiedzUsuń