środa, 23 maja 2018

"Kocie oko" - Margaret Atwood

[źródło]

           Moje ostatnie spotkanie z prozą Margaret Atwood, choć zapowiadało się wybitnie dobrze... skończyło się z umiarkowanym entuzjazmem. "Opowieść Podręcznej" była powieścią skonstruowaną w sposób praktycznie mistrzowski, lecz ogólny klimat niekoniecznie mi leżał. Jednakże autorka ta udowodniła mi przy okazji "Kociego oka", że najlepsze historie pisze... życie.

                Elaine wraca do miasta, w którym wszystko się zaczęło. Przy okazji własnej wystawy malarskiej, bo właśnie malarką od zawsze się tytułowała (nie artystką, absolutnie!) wraca do okolic, z którą wiążą się najważniejsze i decydujące momenty jej życia. Te, które ukształtowały jej osobowość, a co najważniejsze, nie zawsze wiązały się z pozytywnymi emocjami. Od małego nie było jej łatwo, jej rodzina miała ewidentny problem z zapuszczeniem korzeni w jednym miejscu. Nieobcym jej było spanie w namiocie, nędzne posiłki i minimalne warunki sanitarne, a mimo to starała się czerpać z życia pełnymi garściami. Dlatego w momencie, kiedy trafiła w końcu "do normalnego otoczenia", musiała uczyć się wszystkiego na nowo. Jak wygląda świat dziewczynek, skoro jedyny jaki zna to ten chłopców, czego nauczyła się od starszego brata? Jak to jest mieć... przyjaciółki? W "Kocim oku" autorka przedstawia nam także najważniejsze osoby w życiu Elaine, takie jak jej pierwszy mąż. Ale, co najważniejsze, była w jej życiu także Cordelia. Przyjaciółka? Bratnia dusza? A może największe przekleństwo? 


Są dni, kiedy z trudem wstaję z łóżka. Mówię z wysiłkiem. Odmierzam kroki - pierwszy, drugi, dziesiąty - aż do łazienki. Każdy krok to wybitne osiągnięcie. 

                Wiele można powiedzieć o Margaret Atwood, przede wszystkim nie bez powodu posiada taką renomę w świecie literackim. Autorka ta ma wyjątkowy talent do kreowania postaci, które są tak przejmująco ludzie, posiadają problemy spotykające wielu ludzi na świecie, a jednocześnie ich historie są zaskakujące. W "Kocim oku" czytelnik poznaje życie głównej bohaterki z jej własnego punktu widzenia. To rzeczywistość, którą ona w pewnych momentach uznawała za zwyczajną, by po pewnym czasie odkryć to, że większość jej rówieśników żyła w sposób zupełnie inny. Potem nadeszło dorosłe życie, a w nim dorosłe problemy, z którymi Elaine radziła sobie w sposób charakterystyczny dla samej siebie. Odkrywamy, co właściwie doprowadziło ją do tego miejsca, w którym znajduje się obecnie.

Nie muszę nikomu dotrzymywać kroku, biegać równie prędko, celować równie dokładnie, naśladować huku eksplozji, rozszyfrowywać wiadomości, umierać na rozkaz. Nie muszę się martwić, czy wszystko zrobiłam dobrze, tak dobrze jak chłopak. 

[źródło]
                 Fabuła w "Kocim oku" płynie powoli - to także przez styl autorki, który mimo pozoru przejrzystości, kryje w sobie wyjątkowy rytm, przez co "Kocie oko" nie jest lekturą na jeden raz. Wymaga skupienia się na fabule i gdy czytelnik poświęci jej tyle uwagi, na jaką zasługuje wyjątkowy kunszt literacki Margaret Atwood, w pełni doceni jej talent. Jednocześnie nie jest to książka dla wszystkich. Dużo tutaj życiowych przemyśleń, głębi, przez co czytelnik przyzwyczajony do akcji może wyłapać znaczące i odrobinę męczące dłużyzny. Mimo to, "Kocie oko" to powieść wyjątkowa, która odpowiada na pytania: jak być kobietą i jak być artystką, czyli wszystko to, co z każdą stroną odkrywa Elaine. Jak połączyć te dwie sfery życia? 

Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuję wydawnictwu Wielka Litera.

http://www.wielkalitera.pl/

~Monika Majorke

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz