niedziela, 20 maja 2018

"Milczący świadek", Alan Drew



Sięgając po thriller psychologiczny, spodziewam się trzech oczywistych faktów:
- mordercy
- śledczego o złożonej osobowości
- zaskakującego zakończenia.
Zapoznając się z zawartym na okładce opisem „Milczącego świadka” autorstwa Alana Drew (wydawnictwo Czarna Owca) śmiem twierdzić, że dzieło to zdaje się wpasowywać w dany schemat. Nie bez powodu używam tu jednak określenia „zdaje się”, bo czy aby na pewno?


Wybierając tę pozycję spośród innych tego gatunku, zastanowiła mnie mało „mroczna” okładka. Choć wiadomo nie od dziś, że nie ocenia się książki po okładce, dziwi brak krwi, odciętych kończyn, wykrzywionych twarzy. Co bowiem wspólnego z milczącym świadkiem może mieć okno przesłonięte delikatną firanką? Jak się jednak okazuje, może. W tekście spodziewałam się mrocznych opisów pełnych przemocy, analizy zachowań mordercy w co drugim rozdziale ( „Milczący świadek” ma ich aż dwadzieścia). O ile nie jest niespodzianką obecność mordercy, o tyle w książce tego gatunku zaskakuje sposób prezentacji jego działań: dokonywane przez niego morderstwa (niezbyt zresztą wyrafinowane, jeśli pozbawianie kogoś życia można rozpatrywać w tej kategorii…) opisane zostają krótko, rzeczowo, bez obnażania powodów jego postępowania, bez drastycznych opisów wymyślnych tortur, których w książce próżno szukać, co akurat uważam za atut- nie każdy thriller musi ociekać krwią, by wywołać dreszcz emocji. Czasem mniej znaczy więcej. W myśl tej zasady początkowo niewiele można o samym mordercy właściwie powiedzieć, jednak z upływem akcji wszystko zaczyna układać się w całość i czytelnik poznaje jego tragiczną historię, która wzbudza współczucie i pomaga zrozumieć destrukcyjne zachowania, ale z pewnością ich nie tłumaczy.

Odnoszę jednak wrażenie, że sprawa morderstw stanowi jedynie tło dla innej historii, a to za sprawą głównego bohatera- detektywa Bena Wade’a, który powraca w rodzinne strony, by zmierzyć się z seryjnym zabójcą, następnie z tajemniczą śmiercią nieletniego imigranta w polu truskawek, a jednocześnie ze swoimi demonami z przeszłości. I tu dochodzimy do drugiego elementu: śledczy o złożonej osobowości. Zwykle autorzy raczą nas detektywami po przejściach, rozwodnikami, którzy stracili rodziny przez swoją absorbującą pracę, którzy wciąż jednak żywią uczucia do byłych żon i nieudolnie starają się być dobrymi ojcami między jednym a drugim śledztwem. Podobnie zresztą jest w „Milczącym świadku”, gdzie Wade zostaje ukazany jako rozwodnik, dobry ojciec. Być może jestem zbyt wrażliwa, jednak wzruszają opisy chwil spędzonych z córką, nie da się też nie zauważyć ich głębokiej relacji i tego, jakim dobrym ojcem jest śledczy. Wade, jak się przekonujemy, jest wyjątkowy, w kolejnych rozdziałach zaskakuje jednak informacja o jego sukcesach pływackich z lat młodości, by następnie zaszokować informacją o tym, co się za tą karierą kryje. Sprawia to, że zaczynamy inaczej postrzegać jego osobę, jego zachowania nagle wydają się mieć sens. Wydaje się, że po traumatycznych przejściach bohater całkiem nieźle sobie poradził, zachował człowieczeństwo, jednak im bliżej końca powieści, tym bardziej zdajemy sobie sprawę, że ślady na psychice pozostają,  bowiem ciężko wyzwolić się ze szponów przeszłości.

Ostatni wspomniany element, czyli zaskakujące zakończenie, mnie nie zaskakuje. Ale może to i dobrze, bo nie ma się wrażenia przesady. Zło przegrywa, dobro zwycięża- po co więcej? Wade zyskuje miano bohatera, być może również długo oczekiwaną miłość. Nie jest to jednak do końca zwycięstwo pocieszające- przeraża fakt ignorancji ludzkiej w całej tej historii.


„Na świecie żyło całe mnóstwo złych ludzi o zdeformowanej psychice, których należało się bać. Niektórzy mieszkali po sąsiedzku, na tej samej ulicy. Sprawiali wrażenie takich samych jak inni, ale pod pozorem normalności skrywali ohydne sekrety”. 

Przerażające również jest to, że choć mamy do czynienia z fikcją literacką, nietrudno o podobne przypadki w prawdziwym życiu.

Powieść Alana Drew została nazwana połączeniem thrillera, powieści psychologicznej i obyczajowej. Osobiście nazwałabym ją powieścią psychologiczną z elementami dobrego – bądź co bądź- thrillera, bowiem to aspekt psychologii postaci i radzenia sobie z przeszłością zdaje się wieść prym w całej tej historii.  Co jednak nie zmienia faktu, że całość trzyma w napięciu, warto ją poznać i zastanowić się nad apelem autora:

„Nie powinniśmy milczeć w obliczu zła”.  
                                                                                
Ja bynajmniej nie zamierzam, dlatego „Milczącego świadka” polecam. Nie tylko miłośnikom thrillerów, ale każdemu, kto nie boi się poświęcić kilku wieczorów na niemal 400 stron dobrej literatury. 

ocena: 8/10

 Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca 


                                                                                                   Izabela Jurkiewicz

2 komentarze:

  1. Świetna recenzja. Już nabrałam ochoty na przeczytanie tej książki. Jeszcze dziś biegnę do księgarni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie okładka jest mało mroczna i świadczy bardziej o jakimś romansie niż thrillerze (zachód słońca, czy rozwiana firanka kojarzą się błogo i przyjemnie). Ale skoro to celowy zabieg to faktycznie tym bardziej zaskakuje. Dzięki za recenzje i polecenie. Trzeba przeczytać! :)

    OdpowiedzUsuń