poniedziałek, 28 maja 2018

‘’Tajemnica Marrowbone” – reż. Sergio G. Sanchez


Nawiedzony dom to częsty motyw występujący w przeróżnych horrorach lub produkcjach mających na celu nas przerazić czy wprowadzić w tajemniczy klimat. Muszę przyznać, że często spotykałam się z tym motywem i w pewnym momencie był dla mnie jak odgrzewany kotlet. Jednak widząc grafikę z filmu ,,Tajemnica Marrowbone”, pomyślałam, że być może powinnam dać szansę tej historii i przekonać się, czy twórcy nadal idą na łatwiznę i powielają dobrze już mi znane schematy.

Jack po śmierci matki za wszelką cenę stara się ukryć przed władzami ciężką sytuację swojej rodziny. Wraz z trojgiem małoletniego rodzeństwa stworzyli sobie bezpieczny azyl w rodzinnej posiadłości i nie wpuszczają do niego żadnych dorosłych. Ich dom jest spokojnym miejscem, ale w pewnym momencie, zaczynają dziać się w nim dziwne rzeczy. Domownicy nie mogą czuć się już bezpieczni i dochodzą do zaskakującego wniosku. Na poddaszu musi znajdować się istota, która już od dawna powinna nie żyć, ale w jakiś niewyjaśniony sposób, nadal czyha na nich i planuje zemstę. Czy rodzinie uda się przeżyć i odzyskać spokój?

Gdy dostałam do rąk książeczkę z płytą, już wiedziałam, że ten film ma sporą szansę wpisać się na listę tych, które zapadną mi w pamięci. Już okładka i informacje o tworzeniu tej produkcji wzbudziły moje zaciekawienie, a to przecież był dopiero początek.

Już od pierwszych minut urzekł mnie klimat filmu. Cała kolorystyka była odrobinę przydymiona, mało nasycona i przypominała mi trochę stare produkcje lub niektóre z horrorów. Jednak ten zabieg sprawił, że całość zyskała niezwykły klimat, było tajemniczo i chciało się to oglądać, rozwiązać zagadkę domu, przekonać się, kto umrze, a kto przeżyje.

Główni bohaterzy wyglądali niczym postacie wyciągnięte z najstraszniejszego horroru. Ich gra aktorska zasługuje na ogromny aplauz i ukłony, bo dzięki nim całość była jeszcze bardziej interesująca i tajemnicza. Każdy z nich był inny, miał odrębną tożsamość,  ale razem tworzyli jedność. Byli rodzeństwem z krwi i kości, wspierającym się i kochającym. W ich twarzach było widać miłość, troskę, ale także strach przed nieznanym niebezpieczeństwem. Jak dla mnie – najmocniejsza część tego filmu. Gdyby obsada była inna, a twórcy postawili na znane twarze, nie byłabym zapewne nawet w części tak bardzo zachwycona. Aktorzy, którzy pojawiają się w wielu produkcjach, przeważnie mają już w sobie manierę, są często kojarzeni z poprzednimi rolami i znam ich mimikę. Nie wszyscy potrafią w stu procentach wejść w inne ciało i od początku do końca zagrać kogoś całkowicie innego. Zawsze zostawią w sobie osobisty pierwiastek, a to często psuje cały efekt.

Źródło

Sama fabuła początkowo nie wydała mi się szczególnie urozmaicona. Właściwie to spodziewałam się, jak mogą potoczyć się wydarzenia, ale jednak nie czułam się znudzona. Całość była spójna, dość ciekawa i nawet odrobinę tajemnicza, bo gdzieś z tyłu głowy czułam, że twórcy przygotowali dla widzów jakąś niespodziankę. No i się nie pomyliłam, ale nie miałam zielonego pojęcia, że w pewnym momencie fabuła obierze taki kierunek. 

W pewnym momencie wszystko zaczyna się komplikować, na jaw wychodzą nowe fakty, a widz ma wrażenie, że to z nim jest coś nie tak. Przynajmniej ja w ten sposób to odczułam. Zaczęło się dziać wiele rzeczy na raz. Zapanował kontrolowany chaos, który mnie wprowadził w trans. Po prostu nie mogłam się oderwać, oglądałam, analizowałam i układałam sobie w głowie wszystkie najnowsze fakty, a było się nad czym zastanawiać.

Jeśli jeszcze nie znacie tego filmu, mogę wam go polecić z czystym sercem. Tajemniczość, ciekawa fabuła i wybitni aktorzy to niewątpliwie ogromne zalety tej produkcji i naprawdę cieszę się, że na nią trafiłam.





Ocena: 10/10
Za możliwość obejrzenia filmu dziękuję Monolith



Patrycja Bomba

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz