środa, 2 maja 2018

"Wieża świtu" - Sarah J. Maas



Sarah J. Maas ogłosiła, że ma zamiar wypuścić w tym roku nowelkę o Chaolu. Niestety, albo stety, coś nie poszło po jej myśli i oto fani „Szklanego tronu” otrzymali przeszło ośmiusetstronicową książkę o tytule „Wieża świtu”. Pani Maas chyba nie umie się po prostu ograniczać i niech nawet nie próbuje!

Do pięknego i malowniczego miasta - Antici wyrusza Chaol Westfall wraz z  Nesryn Faliq. Mężczyna, będący byłym kapitanem Gwardii Królewskiej, liczy, że u celu swoje podróży znajdzie którąś ze słynnych uzdrowicielek, będącą w stanie przywrócić mu utraconą władzę w nogach. Jednak to tylko jeden z powodów, dla których mężczyzna wraz z Nesryn udali się do Antici. Oto bowiem na tronie zasiada wszechpotężny kagan, którego Chaol ma za zadanie nakłonić do wzięcia udziału w wojnie. Jednak misja tych dwojga wcale nie jest taka prosta, jak mogłoby się wydawać. To co ich czeka, przekracza bowiem ich najśmielsze oczekiwania, a kluczem do powodzenia może okazać się niepozorna uzdrowicielka – Yrene. Pomocne prawdopodobnie okażą się pewne informację, zdobyte przez bohaterów w pałacu.

Wydarzenia z „Wieży świtu” dzieją się równolegle z tymi, które mają miejsce w „Imperium burz”. Nie jest to jednak nieistotny dodatek do serii, ale jej kontynuacja, wymagana, by zrozumieć całą historię oraz następny tom. Trudno też zacząć ją czytać, gdy nie poznało się poprzednich części cyklu. Wszystkie te książki są bowiem ze sobą powiązane i to bardzo ściśle.

Chaol nie jest typem bohatera, w którym można by było się zakochać. To taki misio albo raczej tak zwana „ciepła klucha”. Z tego względu wiele czytelników było zawiedzionych, że to właśnie jego Maas postanowiła umieścić w „Wieży świtu” jako głównego bohatera. Nie jest to jednak tak do końca zła postać, bo wykreowano ją bardzo dobrze. W najnowszej powieści Maas możemy go lepiej poznać i zrozumieć. Dostrzegamy, w jaki sposób jego przeszłość odbiła się na nim i jego sposobie myślenia. Jesteśmy świadkami podejmowanych przez niego decyzji, wyborów, przez co jeszcze bardziej zagłębiamy się w jego psychikę i motywy, które nim kierują. Może więc sam bohater nie należy do ulubieńców fanów, ale zdecydowanie został wykreowany bardzo dobrze.

Maas trzeba jedno przyznać. Potrafi zabrać czytelnika w świat zupełnie inny niż ten rzeczywisty i pozwala mu poczuć się w nim jak w domu. Jej opisy są niesamowicie plastyczne, a wyobraźnia autorki kreuje przepiękne miejsca, które momentami żal opuszczać choćby na chwilę. Książka staje się więc dla nas czymś, co przeniesie nas zupełnie gdzie indziej i będziemy żałować, że to miejsce nie istnieje naprawdę.

Co do akcji, to można by się przyczepić tego, że w pierwszej połowie w sumie mało się dzieje. Trochę wszystko jest tu rozwleczone. Na szczęście później wszystko nabiera tempa i staje się bardziej dynamiczne, rekompensując tym samym wcześniejsze momenty wiejące nudą.

Zdecydowanie polecam Wam najnowszą książkę Maas, jeśli znacie już poprzednie części „Szklanego tronu”. Jednak w przypadku, gdy nie zapoznaliście się z tymi tomami, namawiam Was do sięgnięcia po nie w pierwszej kolejności. Jestem pewna, że nie pożałujecie tego i będziecie mile wspominać czas spędzony z tą historią oraz bohaterami powołanymi do życia przez Sarah J. Maas.

OCENA 10/10 
 
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Uroboros.



3 komentarze:

  1. Jestem bardzo ciekawa tej części tym bardziej, że nie ma w niej Celaeny, która ciągle mnie irytuje :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Podziwiam autorkę, że ma nerwy zmagać się z tak obszerną historię ;) Ilekroć sama nie próbowałam napisać czegoś na poważnie, szybko odkrywałam, że nawet zwykłe 300 stron sprawia mi problem. Swoją drogą, piękna okładka <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też niestety należę do ludzi, co się rozpisują :D Moja książka też pewnie będzie dość gruba ;)

      Usuń