środa, 16 maja 2018

"Zabicie świętego jelenia" - Yorgos Lanthimos

Kiedy zobaczyłam zwiastun filmu, wiedziałam, że muszę go obejrzeć. Już sam nietuzinkowy tytuł bardzo mnie zaintrygował i byłam ciekawa co się za nim skrywa, i co reżyser postanowił wymyślić.

Od samego początku produkcja zapowiada coś nowego, czego nie było. Z pozoru wydaje się być nudną historią, która jest nieco monotonna, ale jak się okazuje, ekranizacja jest nietypowa i jej głównym celem jest odnalezienie drugiego dna, które w zasadzie dla każdego może być inne i wcale nie jest tak prosto je zrozumieć.

Wydarzenia przedstawione w filmie nieco mnie irytowały. Wątki były na siłę przeciągane, aż stawały się nieco nudne. W produkcji brakuje zdecydowanie mocnego akcentu, który wbiłby w fotel. Moje oczekiwania wobec "Zabicie świętego jelenia" były chyba zbyt wygórowane i szczerze muszę przyznać, że trochę się zawiodłam, a zakończenie jest dla mnie słabe. Zdecydowanie brakuje mi wyjaśnienia motywu "klątwy", który występuje w filmie.


Chociaż sama produkcja jest nieco monotonna, to jednak ukryte w niej dno ma sens. Osobiście uważam, iż głównym zamiarem reżysera jest ukazanie kilku ważnych elementów życia.
Pierwszym z nich jest motyw "karmy" i pokazanie, że to co zrobimy, wraca do nas ze zdwojoną siłą.
Drugim ważnym elementem jest ukazanie, iż jeden mały błąd w życiu może zrujnować nam je bardzo, a podniesienie się po upadku jest bardzo trudne.

Trzecim motywem jest pokazanie, że ludzie w życiu bardzo często muszą podejmować trudne decyzje, od których zależy ich przyszłość i czasami należy coś poświęcić, aby życie wróciło do normy, chociaż blizny przeszłości pozostaną na zawsze.
Czwartym i ostatnim motywem jest ukazanie ludzkiego oblicza, które bywa mylne. Pod postacią niewinnego chłopca ukrywał się psychol, który chciał zniszczyć życie innych. Reżyser pokazał, że nie powinno się zbyt szybko ufać innym i nigdy nie robić tego na 100%, ponieważ pierwsze wrażenie może być bardzo mylne, a ludzie bardzo często ukrywają swoje prawdziwe "ja".

Produkcja chociaż nieco monotonna, to jednak potrafi dać do myślenia. Na ogromne uznanie zasługuje ścieżka dźwiękowa, która w połączeniu ze scenami napięcia, robiła kawał dobrej roboty i potrafiła wywołać dreszcze oraz ratowała całą produkcję i wpłynęła na moją końcową ocenę. Myślę, że aby przetrawić ten film, trzeba lubić takie "cięższe" klimaty. Dla mnie ekranizacja mocno średnia.

Ocena: 5/10

Za możliwość obejrzenia dziękuję bardzo Monolith Films.

Natalia Zaczkiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz