środa, 30 maja 2018

"Zawsze mieszkałyśmy w zamku" - Shirley Jackson


[źródło]
Chociaż od zawsze uwielbiałam czytać powieści grozy, do tej pory nie miałam okazji zapoznać się z pozycjami obowiązkowymi dla miłośników tego gatunku, a mianowicie z powieściami Shirley Jackson. Ta amerykańska pisarka zyskała sławę i na zawsze zapisała się w historii literatury takimi powieściami jak Loteria, Nawiedzony dom na wzgórzu oraz Zawsze mieszkałyśmy w zamku. I to właśnie tę ostatnią pozycję mam przyjemność dziś dla Was recenzować we współpracy z wydawnictwem Replika.

Marricat Blackwood wraz z siostrą Constance i schorowanym wujem Julianem zamieszkują rodzinną posiadłość. Oddalona od wścibskich spojrzeń mieszkańców posiadłość wydaje się swoistym azylem, gdzie cała trójka wiedzie spokojne życie, po tragedii która dotknęła rodzinę. Mimo całkowitego odizolowania się od pozostałych mieszkańców miasteczka kobiety wydają się być szczęśliwe. Niestety, wszystko kończy się wraz z przybyciem czarującego kuzyna Charles. Mężczyzna w jednej chwili, zjednuje sobie sympatię Constance, która zgadza się z nim w najmniejszej kwestii dotyczącej prowadzenia domu. Jakie intencje kierują mężczyzną? I do jakiej tragedii może to doprowadzić?

Od powieści grozy oczekuje się, że będzie ona straszyć, a nocą czytelnik nie będzie mógł zasnąć w obawie przed potworami z ostatniej książki. W moim przypadku, ulubionymi powieściami grozy są takie gdzie główną rolę odgrywają duchy, demony czy jak ostatnio stwory z mitologii słowiańskiej. W przypadku Zawsze mieszkałyśmy w zamku nie mamy do czynienia z żadnym z powyższych potworów, a mimo to autorce udała się wywołać u mnie lekką gęsią skórkę i niepokój który towarzyszył mi przez całą lekturę. 

"Był to nasz ostatni piękny, wiosenny dzień, aczkolwiek, jak by podkreślił stryj Julian, nawet się tego nie domyślaliśmy. Zjadłyśmy z Constance lunch, chichocząc i nie mając pojęcia, że gdy napawałyśmy się szczęściem, on już dobierał się do zamkniętej bramy, zerkał w głąb ścieżki i krążył po lasku, powstrzymywany chwilowo przez ogrodzenie naszego ojca."

To czego nie można odmówić autorce to zdecydowanie zdolność do tworzenia wyjątkowej aury tajemniczości i grozy. Już od samego początku czytelnik zastanawia się, co właściwie się stało w posiadłości Blackwoodów i dlaczego okoliczni mieszkańcy są tak wrogo nastawieni do dziewcząt. Ponadto, zachowanie Marricat i jej tendencja do nadawania szczególnej roli pewnym przedmiotom, przywodzi na myśl stare dobre powieści o wiedźmach, mistyce i okultyzmie. Z każdym kolejnym słowem, atmosfera się zagęszcza na tyle na tyle, że wręcz czujemy w kościach nadchodzący kataklizm. Duża zasługa w tym również zastosowanego sposobu narracji, ponieważ cała historię poznajemy z perspektywy Marricat, która miejscami jest uroczą, słodką nastolatką, by za chwilę życzyć śmierci w męczarniach, wszystkim okolicznym mieszkańcom. 

Shirley Jackson
Jednak najbardziej straszą w tej powieści ludzie. Słodka Marricat, bezgranicznie oddana starszej siostrze, próbująca chronić ją na każdym kroku, a jednocześnie wzbudzająca w czytelniku niepokój i pewnego rodzaju grozę. Constance, trwająca w marazmie i otępieniu, wykonywająca swoje zadania niczym robot pozbawiony świadomości. Kuzyn Charles, który od razu wzbudza w czytelniku niechęć, której w trakcie trwania powieści nie sposób się pozbyć i mieszkańcy miasteczka, opętani przez szał oraz chęć zniszczenia i mordu. Właściwie mimo kilku dni od zakończenia powieści, nadal nie potrafię jednoznacznie stwierdzić, kto w tej powieści tym naprawdę złym i chyba to jest właśnie w tej pozycji najlepsze. Że nawet po zakończeniu historii i poznaniu wszystkich tajemnic Blackwoodów, autorka nadal trzyma Nas w swoistej niepewności. 

"Nie mogę się powstrzymać, kiedy ludzie się boją. Zawsze mam ochotę wystraszyć ich jeszcze bardziej."

 Zawsze mieszkałyśmy w zamku Shriley Jackson to jedna z tych książek, które się kocha lub którą się nienawidzi. Jedni będą widzieli w niej nudną, przydługą historię w której właściwie się nic nie dzieje, a dla innych będzie to naprawdę wciągająca złowieszcza lektura, z ciężką, lepką atmosferą zbrodni. Osobiście zdecydowanie wpisuje się w tę drugą grupę i jeszcze nie raz z chęcią wrócę do tej powieści, by na nowo odkrywać tajemnice posiadłości Blackwoodów. 



Ocena 10/10


Za powieść ogromnie dziękuję wydawnictwu Replika



Anna Pawłowska 





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz