czwartek, 3 maja 2018

"Złe mamuśki 2. Jak przetrwać święta" Jon Lucas, Scott Moore


[źródło]

Na co dzień często nie zdajemy sobie sprawy, jak ciężko być mamą. Organizacja życia całej rodziny to nie lada wyzwanie, nie mówiąc już o wszystkich obowiązkach domowych typu sprzątanie, pranie, gotowanie itp. Co roku, kulminacyjnym momentem gdzie matki, muszą wznieść się na wyżyny swojej cierpliwości i pracować za dziesięciu robotników są święta. Święta, które w idei miały być spokojnym czasem, podczas których mieliśmy cieszyć się rodziną, dla matek to prawdziwa udręka. Znalezienie dla każdego członka rodziny idealnego prezentu, gotowanie świątecznych potraw, sprzątanie całego mieszkania, a czasami również organizacja czasu przyjezdnych gości z tym wszystkim matki, muszą zmierzyć się w te kilka świątecznych dni, często samotnie. Właśnie o takich przepracowanych matkach, które wypowiedziały wojnę świątecznym oczekiwaniom opowiada komedia Złe mamuśki 2. Jak przetrwać święta , w reżyserii Jona Lucasa i Scotta Moore, z Milą Kunis, Kristen Bell i Kathryn Hahn  w rolach głównych. 

Zbliżają się święta, czyli dla każdej mamy czas wytężonej pracy. Amy (Mila Kunis), Kiki (Kristen Bell) i Carla (Kathryn Hahn) trzy zmęczone i przepracowane matki, postanawiają wypowiedzieć wojnę świątecznym oczekiwaniom i raz w życiu zupełnie sobie wszystko odpuścić. Nie będzie dekorowania i sprzątania domu, zamiast wykwintnej wigilijnej kolacji – chińszczyzna,  a przede wszystkim spokój i możliwość spędzenia całego zaoszczędzonego czasu z rodziną. Na drodze do upragnionego szczęścia stają im … ich własne matki – apodyktyczna, wiecznie krytykująca swoją córkę Ruth (Christine Baranski), mająca problem z pojęciem przestrzeni osobistej, słodka Sandy (Cheryl Hines) i wyzwolona hazardzistka, odzywająca się do córki raz na rok z prośbą o gotówkę Isis (Susan Sarandon). Trzy córki i trzy matki, czy uporają się z wzajemnymi oczekiwaniami nim na niebie zaświeci pierwsza gwiazda? To będą naprawdę wyjątkowe święta!

[Kard z filmu]
Amy, Kiki i Carla to bohaterki, które mieliśmy okazję poznać już w pierwszym filmie o Złych Mamuśkach. Kobiety, które miały dość bycia idealnymi matkami, postanawiają przeciwstawić się apodyktycznej przewodniczącej komisji rodzicielskiej Gwendolyn (w tej roli Christina Applegate). Pierwszy film o wyzwolonych mamuśkach ogromnie przypadł mi do gustu. Była to zabawna, odrobinkę przerysowana (ale o to właśnie chodzi) komedia, bazująca na doskonale znanym schemacie, jednak mimo to jej oglądanie sprawiło mi dużą przyjemność. Jak było w przypadku drugiej części? 

Okazuje się, że bardzo podobnie. Zazwyczaj druga część jest słabsza od poprzedniej, jednak w tym wypadku mogę stwierdzić, że obie komedie trzymają równy poziom. Co więcej, wydaje mi się, że to właśnie druga cześć sprawiła mi więcej przyjemności i bardziej przypadła mi do gustu. Duża zasługa w tym diabolicznych matek, które skutecznie uprzykrzają życie swoim pociechom. 

[Kadr z filmu]
Bardzo podoba mi się, że film mimo zabawnego wydźwięku ma jednak skłaniać do refleksji i zmusić odbiorcę do przemyślenia pewnych spraw. Tutaj mamy odwieczny konflikt między oczekiwaniami matek i córkami, które nie zawsze chcą podążać skazaną przez nie ścieżką. Jest również syndrom nieodciętej pępowiny, gdzie mama nie może pogodzić się z tym, że córka jest już dorosła i ma też swoją rodzinę oraz prawdziwa zła mamuśka, która w ogóle nie interesuje się życiem swojej córki i wnuka. Uniwersalne problemy, których rozwiązania możemy domyśleć się nawet bez oglądania filmu. Nie mniej polecam zapoznać się z tytułem, ponieważ to naprawdę dobra komedia, przy której nie raz wybuchałam śmiechem. 

Złe mamuśki 2 to świetna kontynuacja poruszająca uniwersalne problemy w relacji matki i córki, ubrana w ramy naprawdę zabawnej komedii. Dobra gra aktorska i komiczne dialogi, a do tego niezwykle seksowny Święty Mikołaj umilą nie jeden nadchodzący wieczór. Serdecznie polecam Wam zapoznać się z tą historią, a ja po cichu liczę na kolejny film z serii Złych Mamusiek. 

Ocena 9/10

Za film serdecznie dziękuję Monolith Films!






Anna Pawłowska 

1 komentarz:

  1. Fajny przekaz, daje do zrozumienia nie tyle to, że prawdziwą komedią są peryferie świąteczne ale to, że wszystko naprawdę zawsze spada na głowę kobiety, nie ważne ile by się w społeczeństwie mówiło o wspólnym prowadzeniu życia z rodziną.

    OdpowiedzUsuń