czwartek, 28 czerwca 2018

„Best Seler i zagadka znikających warzyw” - Mikołaj Marcela

[źródło]
     Antropomorfizacja jest procesem, który przechodzi większość zwierzęcych bohaterów książek dla dzieci. Pisarze nadają im cechy ludzkie nie tylko poprzez zmiany wizualne (dodanie ubrań czy sposób poruszania się), ale wyposażają w umiejętności właściwe tylko ludziom. Wskutek tego żółwie jeżdżą na rowerach, koty na zjeżdżalni, a koale pilotują samoloty. Dotychczas takim procesom były poddawane głównie zwierzęta i zabawki, ale rośliny? Owszem, na zasadzie epizodu, choćby w „Małym Księciu” de Saint-Exupery'ego, mamy różę, z którą główny bohater rozmawia i pielęgnuje. Jednak jej wygląd niewiele odbiega od normalnego kwiatu, a sama róża jest zupełnie statyczna. Z kolei w „Dwóch wieżach” Tolkiena jest Drzewiec, ent, istota będąca zapewne rośliną, która przypomina drzewo, ale potrafiąca się poruszać i mówić w ludzkim języku. Ponownie jednak Drzewiec to tylko postać drugoplanowa. Natomiast Mikołaj Marcela poszedł dalej. Jesteście ciekawi w jakim kierunku?


   „Best Seler i zagadka znikających warzyw” to kryminał dla dzieci, którego bohaterami są warzywa. Warzywa, które potrafią wszystko to co ludzie, ale nie tylko. Postaci występujące w opowiadaniu to humanoidalne istoty przypominające warzywa. Jest to bardzo nietypowe, a zarazem interesujące. Co więcej, praktycznie wszyscy bohaterowie występujący w książce to warzywa, co również stanowi nowość.

   Głównym protagonistą powieści jest Best Seler, nieco zadufany w sobie seler naciowy, pełniący funkcję szeryfa, który musi się zmierzyć z pierwszym poważnym wyzwaniem w swojej karierze. W małej, odseparowanej od reszty świata miejscowości Jarzynowo zaginęła jedna z córek pani Kapusty – Anielka Brukselka. Anielka udała się na wieczorną imprezę dla nastolatków i nie wróciła na noc do domu. Początkowo Best jest przeświadczony, że w zaginięcie dziewczyny może być zamieszany jej były chłopak Roch Groch. Roch ma pewną tajemnicę. Czy jednak dotyczy ona zaginionej? Drugi wątek stanowi swoiste śledztwo prowadzone przez siostry Brukselki. Każda z dziewczyn jest inna, lecz wszystkie łączy jedna cecha – nadpobudliwość. Mówi się, że piekło jest wybrukowane dobrymi chęciami, więc jakie skutki przyniosą działania Brukselek? O tym dowiecie się po lekturze „Best Selera”.

   Zacznę od tego, co uważam za zaletę ww. utworu. Przede wszystkim oryginalni bohaterowie. Ich sylwetki i temperament są dopasowane do tego z czym w powszechnym odczuciu się kojarzą (np. Roch Groch jest pyszałkowaty; „nadyma się”). Poza tym podobały mi się wszelkie detale opisujące życie warzyw takie jak: odżywianie się solami mineralnymi, wygrzewanie się na słońcu po śniadaniu czy nazwy gier planszowych. Przypadło mi również do gustu to, że w ten kryminał zostały wplecione zasady dobrego odżywiania; negatywne postaci to te, które stanowią uosobienie produktów mających zerowe lub niewielkie wartości odżywcze.
    Książkę czyta się szybko, niestety chwilami aż zbyt szybko. Czasami brakowało mi opisu tła, okolicy i pomieszczeń. Przy okazji można byłoby wpleść wspomniane przeze mnie „smaczki”, które były interesujące, ale było ich za mało, zwłaszcza w kontekście tego, że autor zamierza napisać kontynuację losów mieszkańców Jarzynowa, a więc powinien zaoferować czytelnikowi coś więcej niż tylko warzywnych bohaterów i akcję za akcją. Myślę, że fenomen niektórych powieści np. Harrego Pottera nie tkwi tylko w potencjale samej historii, ale w bogactwie świata przedstawionego. Chciałabym, abyśmy w drugiej części „Best Selera” dowiedzieli się jak wyglądały np. domy (może jakieś wariacje na temat oszklonych dachów, aby zapewnić rozrost warzyw zimą), jak warzywa jadły sole (może potrawy z soli mineralnych) i skąd je brały. Mam wiele innych pomysłów, które co prawda zwolniłyby tempo rozwoju fabuły, ale pozwoliłyby bardziej wczuć się w historię. Według mnie wykreowany przez autora świat ma potencjał, który można znacznie szerzej rozwinąć.

     Nie podobał mi się prolog i epilog książki. Nie wiem po co autor w ogóle je napisał. Może to się wyjaśni w drugiej części? Na chwilę obecną są one zbędne.
   Na koniec dowiadujemy się co się stało z Anielką, ale opowiadanie pozostawia za sobą trochę niewiadomych. Może to się wyjaśni w kontynuacji „Best Selera”? Dodatkowo mam wrażenie, że bohaterowie książki zupełnie bezrefleksyjnie podeszli do tego, jaki los mógł spotkać Anielkę, a nie padły pytania, jakie paść powinny.
   Czy podobała mi się historia Best Selera? Ogólnie tak. Myślę, że Jarzynowo ma potencjał, który mam nadzieję zostanie wykorzystany w następnej książce Mikołaja Marcela.

Ocena 8/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Literackiemu.


                                                                         Wojciech Mackiewicz


1 komentarz:

  1. Tytuł przyciąga oryginalnością. Widać, że warto sięgnąć po tę książkę. Twoja rzeczowa recenzja dokładnie przybliża całość.
    Pozdrawiam.
    czytanestrony.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń