sobota, 2 czerwca 2018

"Fandom" - Anna Day

[źródło]

   Trzy nastolatki: Violet, Alice i Katie oraz młodszy brat pierwszej z nich, Nate, udają się na Comic Con, na którym mieli się spotkać z odtwórcami ról filmowej adaptacji popularnej książki „Tańca na szubienicy”. „Taniec na szubienicy” to antyutopijny romans, którego historia jest głupiutka, ale niezbędna do przedstawienia zarysu fabuły recenzowanego utworu. Świat przedstawiony w „Tańcu” dzieli się na uprzywilejowanych, genetycznie zmodyfikowanych, oraz tych gorszych, biednych i zmuszanych do niewolniczej pracy. Jednym z narzędzi opresji są cotygodniowe egzekucje, stające się pożywką dla głodnych wrażeń grup uprzywilejowanych. Główną bohaterką tej historii jest Rose – członek rebelii, która ma pomóc zwykłym ludziom odzyskać ich prawa. Zadaniem Rose było uwiedzenie młodego, bogatego chłopaka, który miał posiadać tajne informacje. Jednak dziewczyna niewiele się dowiaduje, gdyż zakochuje się z wzajemnościa we wspomnianym młodzieńcu. Historia w dużym skrócie kończy się śmiercią Rose w publicznej egzekucji poprzedzonym wyznaniem miłosnym ukochanego. Los kochanków poruszył świadków tego incydentu i zapoczątkował rewoltę na rzecz równouprawnienia. I tu wracamy do Violet, Alice, Katie i Nate'a, czyli bohaterów „Fandomu”. W nieznanych okolicznościach dzieciaki przenoszą się do historii opowiedzianej w „Tańcu na szubienicy”. Zamiast jednak być biernymi obserwatorami, Katie nieumyślnie przyczynia się do śmierci Rose. Jednak jak śpiewał Freddie Mercury „The show must go on” więc Violet podejmuje się kontynuować misję Rose. Dziewczyna zna treść „Tańca” na pamięć, dlatego wszystko powinno pójść zgodnie z treścią opowiedzianej wyżej historii. Czy aby na pewno?


   Czytając „Fandom” należy mieć na uwadze, że jest to powieść skierowana do starszej młodzieży, więc poruszone w niej wątki są typowe dla tej grupy: nieporozumienia wśród przyjaciół, relacje z młodszym rodzeństwem, fascynacja idolem, kompleksy, kult ciała oraz „miłość” oparta tylko na powierzchownym wrażeniu. Niestety, podobnie jak inne utwory tego typu również i ten cechuje naiwność, patetyzm oraz mało logiczna fabuła. Wszystkie te wady łączą się tworząc mało strawną papkę. Przykład? Misja zdobycia jakichś tajnych danych od osiemnastolatka. Absurdalnym jest założenie, że nastolatek może posiadać wartościowe informacje, które mogą obalić rząd, skoro nawet nie wiadomo, aby wspomniany młodzieniec był zaangażowany w jakąś działalność. I jakie to miałyby być wiadomości? Jeśli tylko te, które uzyskano w oryginalnej historii, to bardzo źle świadczy o rebeliantach. Następny przykład: łzawa scenka, która zmienia mentalność ludzi. To po prostu tak naiwne, że aż głupie, a okoliczność, że może jeszcze doprowadzić do rewolucji jest... żałośnie patetyczne. Dwoje nastolatków wyznających sobie miłość po kilku spotkaniach – to czasem się zdarza, choć powiedzmy sobie szczerze, jest równie naiwne. Lansowanie zaś poglądu, że ci co wyglądają przeciętnie mają moralną przewagę nad bardziej urodziwymi jest po prostu hipokryzją w sytuacji, gdy wszyscy bohaterowie (ci rzekomo brzydsi również) są bardzo atrakcyjni fizycznie.

   Autorka bardzo się starała, aby jej książka zaskakiwała i nie stanowiła powielenia opowieści z „Tańca na szubienicy”. Jednak fabuła powieści i tak jest mocno przewidywalna. Odnosiłam wrażenie, że utwór jest momentami niedopracowany, a szkoda, ponieważ dotyczyły one wątków według mnie dość interesujących. Jeden z nich mogę zdradzić: kwestia przeniesienia się z Comic Con do alternatywnej rzeczywistości oraz kontakt pomiędzy tymi światami została wyjaśniona zbyt ogólnikowo i zbyt wiele pozostawiono sferze domysłów. Liczyłam na jakieś smaczki techniczne, a tu niespodzianka – koniec książki i nadal niewiele wiadomo.

   Ponarzekałam, to teraz może jakieś zalety. Książkę czyta się szybko, ponieważ jest to tzw. „przygodówka”. Bohaterowie nie denerwują, o ile tylko weźmiemy pod uwagę to, że jest to głupiutka historyjka i postacie osadzone w tej konwencji muszą być płaskie i naiwne. Sam pomysł na wprowadzenie fanów danego utworu w akcję ich ulubionej powieści jest intrygujący, choć motyw odwiedzania różnych rzeczywistości jest mało oryginalny (już w mitologii greckiej Orfeusz czy Herakles odwiedzali zaświaty; dalej mamy „Boską komedię” Dantego, „Narnię” czy bliżej fabularnie film „Galaxy quest”/”Kosmiczna załoga”). Podobały mi się niektóre wątki: agencji towarzyskiej oraz ten związany z inżynierią genetyczną (nic bliższego tu i teraz nie mogę powiedzieć). Uważam, że oba te motywy, są bardzo inspirujące i w rozwiniętej formie mogłyby być bardzo ciekawe.

   Kończąc ten festiwal roztkliwiania się nad niesmakiem, jaki mi pozostał po lekturze powieści „Fandom” powinnam tylko dodać, że naprawdę żałuję zmarnowanego potencjału tego utworu. Niewątpliwie taki był. Może trzeba było poprowadzić książkę w innej konwencji (komedii) albo według zaproponowanych przeze mnie wątków do rozwinięcia? Myślę, że ci, którzy tę powieść przeczytają, mogą mieć równie wiele pomysłów na jej ulepszenie.

Ocena
3/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Jaguar.

Anna Mackiewicz

1 komentarz:

  1. Nie no, ja podziękuję, za stara jestem na takie historyjki. :)

    OdpowiedzUsuń