środa, 6 czerwca 2018

‘’Górskie wyprawy fotograficzne” – Karol Nienartowicz


Zainteresowała mnie ta pozycja z kilku powodów. Po pierwsze – mieszkam w pobliżu gór. Może nie w miejscowości, która jest otoczona różnymi pasmami, ale jednak mam dość blisko do przeróżnych atrakcji i szczytów. Po drugie – uwielbiam oglądać zdjęcia. Jeszcze jakiś czas temu potrafiłam spędzić naprawdę długie godziny przed laptopem i przeglądać strony z fotografiami znanych albo nieznanych artystów. Przynosiło mi to dużo przyjemność i myślę, że ponownie muszę do tego wrócić. Po trzecie – lubię robić zdjęcia. Moje pstrykanie nie ma związku z profesjonalną fotografią, ale to dla mnie świetny sposób na spędzenie wolnego czasu.

Fotografia górska, ślubna czy ogólnie okolicznościowa – to dla mnie bez znaczenia. Sięgnęłabym po książkę z każdej tematyki, bo każda może mnie nauczyć czegoś nowego, a może nawet popchnąć w stronę któregoś konkretnego kierunku. Oczywiście, już wiem, że chodzenie po górach, zwłaszcza tych wysokich i trudniejszych, nie jest dla mnie. A wyjście na lodowiec? Kompletna abstrakcja! Nigdy bym się nie odważyła. Jednak muszę przyznać, że zdjęcia w tych miejscach wychodzą po prostu niesamowicie, co możecie zobaczyć w tej książce.

Jeśli miałabym coś napisać o bardziej technicznej stronie tej książki, z pewnością doceniłabym jej kwadratowy format, który sprawił, że bardzo dobrze czytało mi się całość. Cieszę się, że wykorzystany papier jest wysokiej jakości, ponieważ zdjęcia dobrze na nim wyglądają, a to na pewno kluczowa kwestia w tego typu książkach. Podobało mi się również, że pod każdą fotografią znajduje się taka jakby metryczka i możemy tam przeczytać, gdzie zostało wykonane zdjęcie, w jakich okolicznościach, jakiego sprzętu użył autor czy jakie parametry ustawił, aby całość wyszła w ten sposób. Dzięki tym fotografiom, poznajemy zakątki świata, których prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy, ale też możemy zastanowić się nad ustawieniami użytymi podczas wykonywania zdjęć. Dla mnie to była świetna okazja do nauczenia się kilku rzeczy, ale także sporo sobie przypomniałam, bo kilka lat temu dużo eksperymentowałam z parametrami.

,,Zorganizowanie wyjazdu fotograficznego w góry to temat szeroki i wielowątkowy. Mówiąc bardzo ogólnie – samo przygotowanie do pleneru nie różni się aż tak bardzo od tego, o co trzeba zadbać, jadąc na zwykły trekking. Różnica polega przede wszystkim na zabraniu większej liczby rzeczy oraz zaplanowaniu wyjazdu nie pod kątem osiągnięć sportowych, a fotografowania. Fotograf specjalizujący się w fotografii górskiej spędza w górach mnóstwo czasu.”


Sam autor na początku pisze, że jego książka to nie jest typowy podręcznik i zgadzam się z tym. Jednak forma, którą nam zaproponował, z pewnością jest dużo ciekawsza. Dlaczego? Bo na swoim przykładzie opowiada o różnych aspektach fotografii górskiej, zwraca uwagę na przeróżne problemy i daje wiele rad.

Rozdziały są tematyczne, a podrozdziały uszczegóławiają te treści. Autor każdej sprawie poświęca naprawdę wiele uwagi i daje dużo rad, ale też opowiada o swoich doświadczeniach, które z pewnością mogą nas dużo nauczyć. Jego opinie są czysto subiektywne i nie musimy każdej sprawy brać do siebie, bo w końcu to my sami powinniśmy znaleźć swój własny styl i zdecydować, co jest dla nas najlepsze. Jednak jego doświadczenie na pewno wiele może nas nauczyć i pomóc w przygotowaniu samodzielnych wypraw czy plenerów, nawet na bardziej płaskich terenach.

 Książka ta pokazała mi również jak trudne jest fotografowanie w górach, jak pracochłonne jest przygotowywanie się do wyjazdów, jak wiele czyha na człowieka niespodzianek i niebezpieczeństw i ile trzeba mieć w sobie miłości do gór, żeby zdecydować się na takie wyprawy. To sprawia, że jeszcze bardziej zaczęłam doceniać każde zdjęcie, które widziałam. Autor wielokrotnie opisywał w jakich okolicznościach były one wykonywana i większość z nich powstała w dość ciężkich warunkach, a momentami, nawet niebezpiecznych. Nie wiem czy byłabym w stanie spać w namiocie na kompletnym odludziu i to jeszcze mając wkoło tylko śnieg albo wstawać bladym świtem i czekać na wschód słońca.

W środku znajdziemy także wiele rad odnośnie sprzętu i różnego typu akcesoriów, które mogą się nam przydać podczas plenerów. Autor wszystko bardzo jasno wyjaśnia i myślę, że większość osób, nawet tych, którzy dopiero zaczynają przygodę z fotografią, zrozumieją przekaz i dużo z niego wyniosą. Na samym końcu też znajdziemy rady, jak znaleźć sponsorów dla naszych wypraw czy jak ogólnie pozyskać fundusze. Między rozległym tekstem pojawia się wiele fotografii, które z pewnością podnoszą atrakcyjność tej książki, ale dzięki nim lepiej się ją czyta.

,,Górskie wyprawy fotograficzne” to świetna książka, która obrazuje czytelnikowi, jak wygląda robienie zdjęć w górach czy na lodowcach. Autor opisuje swoje doświadczenia, daje dużo rad i wszystko wyjaśnia w sposób jasny i przystępny, więc każdy amator zrozumie jego słowa i jednocześnie wyciągnie z nich wnioski oraz naukę. Całość również jest urozmaicona w wiele pięknych zdjęć, od których ledwo można oderwać wzrok. Polecam!




Ocena: 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Editio





Patrycja Bomba 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz