poniedziałek, 18 czerwca 2018

Mgły Toskanii - Natasza Socha - [PRZEDPREMIEROWO]


"Każdy z nas ma swój własny kolor, trzeba go tylko odkryć."
"Człowiek ma dziwną tendencję do chowania się przed sobą samym. Przed tym, co mogłoby go spotkać, gdyby tylko bardziej się odważył."

20 czerwca premierę ma nowa książka Nataszy Sochy "Mgły Toskanii" o której sama autorka mówi że jest kompilacją jej toskańskich wakacyjnych impresji.

Muszę zacząć od tego że czytałam już książki Pani Nataszy Sochy ( Rosół z kury domowej, Maminsynek)  i byłam nimi absolutnie zachwycona. Były prawdziwe, takie życiowe i dowcipne. Opisywały życie, życiowe problemy ale dzięki humorowi czytało się je lekko mimo iż co chwila musiałam zatrzymać się by przemyśleć refleksje.
W „Mgłach Toskanii” próżno czekałam na humor, na dowcip, w dialogu, w opisie, w sytuacji. Owszem jest Gerhard, i to by było na tyle.
Przyznam tez że od początku byłam uprzedzona co do tej historii. Brak humoru oraz to że jakby tego pięknie nie opisać główna bohaterka dopuszcza się zdrady, a to mnie zawsze nastawia pejoratywnie. W filmie, książce, w życiu.
Główna bohaterka, Helena Magdalena, nie mogłam odgonić myśli o tym że irytuje mnie. Bardzo się starałam ale jakoś tak … jest irytująco infantylna.

Ciągle musiałam też przekonywać samą siebie czy tak rzeczywiście w życiu jest że ona myśli o nim nieustannie i zasypia z myślą o nim po jednej rozmowie telefonicznej i jednym nieprzyjemnym spotkaniu. Nie mogłam się przez pół książki ustosunkować do opisywanych zdarzeń, czy mam je traktować jedynie jak fikcję literacką czy tak jak w poprzednich książkach jak realny scenariusz  który życie może jak najbardziej napisać.

Książka jest takim trochę fabularyzowanym przewodnikiem po Sienie i Toskanii. Kipi wręcz od kolorów, smaków, zapachów. Czytasz i ślinka ci cieknie, bo zdaje ci się że czujesz w ustach ten smak, że czujesz zapach a przecież nie mieszkasz w Toskanii ani nawet w pobliżu włoskiej knajpki. Czytasz i zaczynasz mieć ochotę na wino, zamykasz oczy i widzisz te winnice, wzgórza i kolor sjeny palonej. To zdecydowany atut  „Mgieł Toskanii”. Te widoki jak żywe stają mi przed oczami a serce aż rwie się by tam być i pozostać.



Tak myślę sobie , że to nie jest prawda objawiona że na wakacjach zakochać się łatwiej, niż gdy tkwimy w prozie szarej codzienności, choćby ta codzienność tak jak w przypadku Leny miała całą paletę barw. Ona ma trzydziestkę na karku i nie wpadła na to że gdyby tak zamienić panów miejscami to w pięknej Toskanii Igora kochałaby jeszcze bardziej, a Ian w naszej Polsce nie byłby już dziwnie pociągającym artystą o siwych włosach, a zwyczajnym starszym panem. Chyba że to jedynie moje odczucie. Może ja jakaś staroświecka jestem, ale zdrady mnie mierżą. Rozumiem wypalenie uczucia, albo nagłe uświadomienie sobie że jednak ten związek to nie to ( chociaż opisany był jako idealne dopasowanie) ale zawsze można rozwiązać to w cywilizowany sposób. Kłamstwa, obłuda, oszustwa to zaklęty krąg.
Może jestem zbyt surowa, może… Fakt że książka wywołuje we mnie takie emocje przechyla szalę na plus J brak emocji oznaczałby płaską historię niewartą czytania do końca.

W takich życiowo-uczuciowych trójkątach, zawsze staję po stronie tej ofiary zdradzanej, tej niczego nieświadomej, tej lojalnej, tej która będzie cierpieć. Trudno współczuć jest tej osobie która ból zadaje świadomie.

Tak bardzo staram się chłodnym okiem ocenić tę książkę, zachować obiektywizm. Ale żadna recenzja nie jest przecież obiektywna. Czekam na finał tej historii. Czy można być szczęśliwym kosztem cudzego szczęścia? Czy Lena wybierze nauczyciela zamiast partnera? Bo Ian tak się właśnie zachowuje, jak nauczyciel, stateczny i uczący ją smakować życia powoli, ale nie pozostawiający wyboru. Masz to robić tak i tak, masz pić wino powoli, to wino nie jest dobre, taka pizza jest fajna, a w Wenecji będziemy oglądać tylko to, nie za dużo bodźców. On dwa razy starszy od niej może już sobie pozwolić na powolne przezywanie każdego dnia, ona nie wie ile jej jeszcze zostało dni powinna je przeżywać w takim tempie jak chce. Faktycznie opowieść ta jest zamglona, Lena jak dziecko we mgle miota się coraz bardziej. Sama jestem ciekawa jakiego dokona wyboru i na każdej stronie utwierdzam się w tym bym tego wyboru nie oceniała.


Nastąpił moment przełomowy, Lena zaczęła myśleć, rozmyślać, zastanawiać się. Do tej pory jedynie kłamała lub wolała przemilczeć, oszukiwała Pana Jeden i Pana Dwa i samą siebie. Właśnie przyznała że jest nieuczciwa. Jestem ogromnie ciekawa jak to wszystko się potoczy i czy ta bohaterka przestanie mnie irytować.

Czuję się jakoś dziwnie stara bo czułam i wiedziałam że takie zamieszanie emocjonalne dobrze się skończyć nie może, na pewnie nie dobrze dla wszystkich, to chyba jestem już doświadczona życiowo :D

Książka wzbudzała we mnie emocje, irytowała, zmuszała do przemyśleń, do postawienia się na miejscu bohaterów. Kim jestem by oceniać? Przecież nie wiem jak sama zachowałabym się w takiej sytuacji.

Zwracam honor Pani Nataszy! Uwielbiam Panią, pisze Pani cudowne historie, opisuje pani prozę życia która pod Pani piórem staje się kolorową poezją. Zakończenie uratowało moje zdanie, bo właśnie uświadomiłam sobie że Autorka to autorka i pisze pięknie, a bohaterka książki to zupełnie odrębna postać J żyjąca własnym życiem i podejmująca swoje wybory.

Ocena : 6,5 / 10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Edipresse .

Magdalena Sz L


PS ogromnie zachęcam do czytania książek Pani Nataszy bo to jest mądra kobieta i czerpać należy z jej mądrości którą dzieli się w książkach. Ja właśnie zabieram się za jej książkę o przygodach Zuli J

PPS Wydawnictwu Edipresse ogromnie dziękuję również za pięknie opakowaną przesyłkę, ciepło się robi na sercu gdy dostaje się taki prezent. Lawendowy kolor który uwielbiam i bilet do Toskanii. Chce więcej :) !

2 komentarze:

  1. Ja teraz zaczytuję się w historii z Sardynii ("Strażcznika miodu i pszczół", polecam!), to może następny przystanek Toskania ;)

    OdpowiedzUsuń