poniedziałek, 18 czerwca 2018

„Smok z czekoladowym sercem” - Stephanie Burgis [PRZEDPREMIEROWO]

źródło
„Smok z czekoladowym sercem” skradł mą uwagę już samym tytułem. Jako pozycja dla dzieci rozbudziła już na wstępie moją wyobraźnię, a po przeczytaniu krótkiego opisu wiedziałam, że bardzo chętnie wezmę się za czytanie tej bajki.

Główną bohaterką jest młodziutka smoczyca, która nie chce podporządkowywać się odgórnie narzuconym zasadom i pragnie wyruszyć na przygodę. Nie potrafi odnaleźć swego miejsca we wnętrzu góry, gdzie mieszka ze swą rodziną. Nie pasjonuje ją żadne zajęcie, a już w szczególności nauka. Złości się niepomiernie na książki, że są pisane tak drobnym maczkiem, że nie w sposób je przeczytać normalnie, przez co, o zgrozo! Spala je w napadach frustracji. Mama Aventurine przypomina córce, gdzie jest jej miejsce, że jest za mała, za słaba, a jej łuski są tak mięciutkie, iż nie chronią jej nawet przed ugryzieniem. Co dopiero, gdyby spotkała na swej drodze smacznego człowieka władającego bronią palną, albo jakiegoś maga?


Bohaterka jednak nic sobie z tego nie robi i nie ma najmniejszego zamiaru czekać aż 30 lat na swoje pierwsze polowanie, nie chce być jak jej uczone rodzeństwo, które zbiera liczne pochwały w rodzinie, a siostra nawet na świecie. Przez te porównywanie zapewne czuje się jeszcze gorsza i niesprawiedliwie traktowana, więc postanawia uciec i udowodnić wszystkim, że potrafi przeżyć na własną rękę, a nawet upolować człowieka!

Wszystko komplikuje się jednak przez cudowny, nieziemski zapach… czekolady! Aventurine jest nim tak oczarowana, że nagle poczuła, iż to jest jej pasja – czekolada! (Kto ma tak samo, łapka w górę! ;)). Na jej nieszczęście, jak to często  bywa w przypadku osób mających o sobie zbyt wielkie mniemanie, a zerowe doświadczenie, zetknęła się z wyjątkowym magiem, który zaczarował kociołek z gorącą czekoladą. Bohaterka może by i domyśliła się podstępu, gdyby chciała uważnie posłuchać, co mruczy nad kociołkiem mężczyzna, jednak jej wybujałe ego i przekonanie o niższości ludzi nie chciało wcale słuchać. Liczyła się tylko czekolada, która okazała się jej zgubą. Aventurine zamieniła się w małą, nieporadną, na oko 12-letnią dziewczynkę, która od tej pory musi zacząć sobie radzić w ludzkim ciele i w ludzkim świecie, w dodatku na ich własnych, bardzo nielogicznych dla smoków zasadach. Pierwsze, co powinna zrobić, to spotkać się z jeszcze do niedawna własnym pożywieniem i zacząć dla nich pracować na własne utrzymanie.

Ogromnie podoba mi się wykreowana postać Aventurine. Jest niesamowicie silna, pewna siebie, ma swoje zdanie, które jasno, dobitnie i głośno artykułuje, nie boi się podejmować własnych decyzji i dąży prosto ku obranemu przez siebie celu, nie dając się nikomu zawrócić. Wierzy w siebie i swoje możliwości, ciągle dodaje sobie otuchy, nie zapomina kim jest wewnątrz, ceni coś więcej niżli pieniądze. Ciągle myśli, nie daje się w nic naiwnie wrobić i nie zraża się porażkami, traktując je raczej jako lekcje, by następnym razem dać z siebie jeszcze więcej i zrobić coś lepiej. Pruje do przodu jak torpeda i poświęca się swej pasji całkowicie, co owocuje dla niej i jej otoczenia.
Początkowo trudna i szokująca sytuacja wycisnęła z niej kilka łez, pozwoliła więc sobie na trochę nowych uczuć, jednakże nie pogrążyła się w smutku i żalu, tylko zmobilizowała maksymalnie do działania. Nie porzuciła tego, kim była, lecz postanowiła żyć nowym życiem. Czasem tylko tęsknota dawała o sobie znać, starała się więc ją zagłuszać ciężką pracą

„Może i nie miałam już łusek, ale przecież nadal jestem smoczycą. Z całą pewnością nie będę siedzieć bezczynnie, patrząc, jak ktoś atakuje mój skarb.”

Podsumowując, jest to niezwykła książka ukazująca nam niepokornego ducha siedzącego w większości młodych ludzi, którzy niesamowicie wręcz rwą się do przeżywania przygód, często bez niezbędnego przygotowania, co sprawia, że mylą odwagę z brawurą. Nam, dorosłym daje pogląd, że taką duszę należy nasycić kontrolowaną przygodą, dać jej się wyszumieć pod naszym czujnym okiem i pozwolić jej zrozumieć więcej na własnych doświadczeniach. Pozwólmy im popełniać błędy i wzbijać się w górę dzięki ich własnym porażkom, nie trzymając ciągle w klatce. Dzieciom zaś ukazuje się lekcja, że jednak dorośli robili coś z troski, a nie ze złośliwości, a przy okazji nadchodzi zrozumienie, że jak wpakowało się w kabałę, to trzeba zacisnąć zęby i wziąć się do roboty. Każdy z nas może zdziałać bardzo dużo, wystarczy tylko chcieć i się przemóc. Poza tym na końcu dochodzimy do wniosków, że pozostawanie w troskliwych ramionach rodziny nie jest czymś złym i nieprzyjemnym. Często w książce podkreślane jest, że dla smoków rodzina, to prawdziwy skarb, a o skarb będą walczyć do ostatniego tchu, nigdy nie kapitulując – czy u ludzi jest tak samo? Na pewno! Ważnych tematów jest poruszonych znacznie więcej, jak np. przyjaźń, pasja, uprzedzenie, pięknie jest pokazane, jak te niesłuszne oskarżenia odlatują w siną dal. Człowiek staje się przy bliższym poznaniu bardziej smoczy, a smok bardziej ludzki. Przestajemy nagle widzieć różnicę, gdy nie patrzymy już przez pryzmat cielesnej powłoki, odrzucając uprzedzenia widzimy, że oni też czują, myślą podobnie, jak i my.

„[…] czasami człowiek, który poniósł już porażkę, nie potrafi o niej zapomnieć. […] Ale to nie oznacza – dodała groźnie, że można się poddać!”

Ogromnie polecam, z początku myślałam, że będzie to bajeczka na jeden raz i przekażę ją dalej, jednakże już wiem, że ze mną zostanie. Przeczytam niedługo synowi, a później córce, gdy podrośnie. Życzę każdemu, aby mógł być taki odważny, dzielny, silny i ambitny, jak mała Aventurine. Jest to cudowna, inspirująca postać dziewczęca, godna naśladowania, tak bardzo ludzka, tak bardzo smocza, jak tylko się da. Pełna pasji i ognia, który sprawia, że chcemy jej wartości przełożyć na nasze życie.

„Byłam smoczycą i dziewczyną jednocześnie. Kimś lepszym niż kiedykolwiek wcześniej. Sobą.”

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia



Ula Wasilewska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz