czwartek, 14 czerwca 2018

Spadkobierca - Agnieszka Pruska


Najtrudniejsze śledztwo Uszkiera. Najlepsza książka Pruskiej
                                                                          Robert Małecki

Jak tu nie zapałać sympatią do komisarza który nazywa się Barnaba Uszkier? Mnie zdobył tym od razu i swoją nieskazitelnością. Tylko później było 600 strony akcji i czasu na weryfikacje poglądów. 

On naprawdę jest taki idealny, zbyt idealny… czekam na książkę w której jakaś skaza powstanie na tym wizerunku. Nie żebym się czepiała, bo bohater naprawdę jest sympatyczny ale tez naprawdę nierealnie idealny. Mąż który spojrzeć nie chce nawet na wdzięcząca się młodą piękną podwładną, trenuje sztuki walki i treningu nie opuści a senseia pyta jak ma poukładać swoje plany, policjant z zasadami który przestrzega bezwzględnie procedur nawet kiedy zagrożona jest jego rodzina. Jedynym przejawem człowieczeństwa to chyba to że jednak nie zaufał instynktowi i zlekceważył zagrożenie…pomimo podwójnego ostrzeżenia.
Moje czytanie tak jak akcja „Spadkobiercy” miało swoje wzloty i upadki. Rozkręcało się wszystko powoli, fakt że książka ma 600 stron więc nie dziwota że po stu dopiero „coś” zaczęło się dziać.
Bardzo ciekawe śledztwo ponieważ ja , która przeczytałam tony całe kryminałów i niejedno już czytałam, nie miałam pojęcia do samego końca, kto, co, po co i dlaczego. Mimo pewnych podejrzeń nie udało się całej układanki rozwiązać ponieważ książka opowiada o śledztwie wielowątkowym w którym motyw bardzo długo jest nieodgadniony ani dla śledczych ani dla czytelnika.

Grupa śledcza prowadząca dochodzenie w sprawie śmierci młodego człowieka i poważnego pobicia jego dziewczyny powoli łączy ze swoją sprawą kolejne napady sprzed lat. Sami nie dowierzają że seria przestępstw mogłaby ramami czasowymi sięgać 1945 roku. Powiązania między napadami oddalonymi od siebie po dwadzieścia nawet lat trudno szukać kiedy dotyczą różnych ludzi nie związanych ze sobą. Jedynie obrażenia kolan są delikatną nitką którą początkowo zupełnie nie wydaje się być jednak tropem wiążącym.


Żmudne śledztwo, ogrom ludzi których należy przesłuchać, ludzi którzy nie czują się świadkami a mogą posiadać przydatne do rozwiązania sprawy informacje; całe kartony starych dokumentów które należy przejrzeć, przeczytać, porównać.
A w międzyczasie należy uporać się z krnąbrnymi członkami ekipy, anonimowym zagrożeniem które niestety staje się realne, przygotowaniami do egzaminu, nielubianym kolegą z pracy i bardzo nielubianym napastnikiem, ufff Uszkier naprawdę ma pełne ręce roboty. Utrudnieniem jest fakt że śledztwo może prowadzić jedynie z budynku komendy, we własnym domu również jest pod aresztem, a główny podejrzany którego ujęcie było ryzykowną interwencją okazuje się nie być sprawcą, bo gdy siedzi w areszcie, przypadkiem zostaje odkryte kolejne ciało, a właściwie to co z niego zostało…

Ta ciekawość właśnie i wiele wątków sprawiały że czytałam chętnie, a gonitwa myśli napędzana była coraz to nowymi szczegółami, ale tak jak rozpędzone śledztwo w pewnym momencie jakby zwolniło tak mój zapał również osłabł. Może jednak trochę za długa ta książka, to jest wydaje mi się główna trudność przy długich powieściach, by wciąż utrzymywać napięcie, by zapał czytelniczy nie gasł. W tej książce zabrakło mi chyba właśnie tego rozpędu w środkowej części. Ja wiem że śledztwa i to obejmujące tak długi okres czasu i tyle zdarzeń są raczej długie, żmudne, męczące ale śledztwo śledztwem a książka książką J Początek niezły, koniec w reszcie w odpowiednim tempie ale to rozwinięcie w środkowej części… niby tam co chwila coś się działo, ale w mojej opinii dramatyczne wydarzenia nie były opisane w sposób który wywoływałby odpowiednie emocje. Może za dużo czytam kryminałów i ząbki mi się wyostrzyły J



Z jednej strony nieodgadniony motyw i oczywiście nieodgadniony prawie do końca sprawca z drugiej strony utarty schemat akcji, pewne wydarzenia których się spodziewałam i zdziwiona byłam że długo nie następowały, straciłam już nawet nadzieję J ale jednak nie zawiodłam się na własnej intuicji, wydarzyło się to co nieuniknione, tylko niestety o tym nieuniknionym czytam już w kolejnej książce i to naprawdę nie jest oryginalne rozwiązanie.

Ale ale nie chciałabym zniechęcić przyszłych czytelników bo „Spadkobierca" to naprawdę dobrze napisana książka , a czytanie jej było przyjemnością. Są minusy-malutkie- sporo plusów, bilans ostateczny również na plus( patrz ocena :) ) bo nie ma książek doskonałych ( może z wyjątkiem tych autorstwa królowej – if you know what I mean ;)

Ocena : 6,5 / 10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu Oficynka .


Magdalena Sz L




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz