piątek, 15 czerwca 2018

Szkarłatna głębia - Krzysztof Bochus



„W każdym siedzi bestia. Tylko tyle, że jedni maskują się lepiej, inni gorzej”
„I dorwę każdego przestępcę, choćby w jedwabnej szlafmycy”
„Złe wzorce szerzą się jak zaraza. Dobro ma zawsze pod górkę”
„Agnes Oxelrode musiała sama zmierzyć się z rozpaczą, która niczym ektoplazma wypełniała tę  izbę. W cierpieniu nie ma wspólników. Każdy jest sam”

Jeśli zapisuję cytaty z książki to znaczy że warto było ją przeczytać choćby dla jednego zdania które zapadnie w pamięć, wyryje się w sercu.

- Christian Grey to  szary a nawet blady ochłap przy pełnokrwistym narowistym Abellu z językiem tnącym ripostą ostrą jak brzytwa… Dla tych co, jak ja, dopiero go poznają opisem najlepszym będą użyte przez jego stwórcę Autora słowa. wypowiedziane przez przeciwnika największego w „Szkarłatnej głębi”, takiego jego własnego Moriarty’ego, który tak o nim powiedział –

„Szczerze mówiąc, wyrasta pan ponad tych frajerów z Kripo w tanich wyświeconych garniturach śmierdzących potem. Większość z nich sądzi, że Szopenhauer to marka odkurzacza, a pan go czyta. Ale nosi pan w sobie gen samozniszczenia, Abell. Tak naprawdę jest pan skryty i dziki, nikt nie wie, do czego jest pan faktycznie zdolny. Nawet pan sam. Raz na jakiś czas pana ponosi. Potrafi pan być brutalny,  okrutny i nieobliczalny umie pan przewidzieć trzy ruchy do przodu i zaplanować zemstę. Założę się, że jest pan niezłym szachistą.”

Skojarzenie z serialem Belle epoque nasuwa się samo (mimo że nie widziałam ani jednego odcinka J); mężczyzna w prochowcu i kapeluszu na okładce bardzo subiektywny obraz , sprawiający że od samej już okładki wczuwamy się w klimat książki. Od początku wchodzi się niemal z butami albo jest się wciągniętym, w klimat tamtych mrocznych lat. Za sprawą języka, sposobu pisania, nazw, opisów mentalności.

Jak na moje za mało dialogów, chociaż główny bohater to samotny jeździec więc skąd dialogi, ale zawsze łatwiej się czyta, płynniej i mniej nużące jest czytanie dialogu niż długich monologów, wewnętrznych przemyśleń i opisów.



Trudny język, możliwe że dla czytelnika dla którego to już trzecia książka o przygodach Abella język i dziwne przestarzałe wyrazy, niemieckie nazwy to nie nowość, mi trochę przeszkadzały . Początkowo. Z tego względu że cały czas pamiętałam że to Polak pisał a nie niemieckojęzyczny autor, ale taka również była specyfika tamtych czasów i terenów na których dzieje się akcja, chociaż te niemieckie nazwy do końca mi trochę zgrzytały w zębach mimo że w miarę upływu stron po prostu przeszłam nad nimi do porządku dziennego.

Niestety pojawia się jedno ale…
Akcja jest schematyczna… schemat dokładnie taki sam jak w wielu poprzednich książkach, możliwe że w perspektywie trzeciego tomu przygód Abella jest to spójne z całością, utarty schemat jest elementem nowym akurat w przebiegu całej historii, ale dla mnie wydarzenia są zbyt przewidywalne. Nie było elementu zaskoczenia, czekałam jedynie kiedy się to wydarzy. Muszę jednak przyznać że Christian Abell nie jest dobrze mi znanym policjantem więc z zaciekawieniem czekałam na rozwój zdarzeń pod względem tego jak zachowa się akurat ten targany emocjami mężczyzna. Przewidywalność, schematyczność jakkolwiek nie są pożądanymi cechami kryminału nie zniechęciły mnie do czytania, ale jako odpowiedzialny recenzent musze o takim fakcie zameldować J

No i muszę uszy po sobie położyć bo schemat schematem był tylko na początku a później to już nerwy, emocje, ściśnięty żołądek i siedziałam w tym szarym policyjnym adlerze czymkolwiek on tam jest, ciasno w nim było ale za to w samym centrum tkwiłam razem z bohaterami. Panie Autorze brawo Ty! Mocny koniec to to co czytelnicy lubią najbardziej :)
Musze też przyznać że pomimo pewnych wydarzeń typowych dla schematu , wypłynęły informacje zupełnie zaskakujące, nikt nie mógłby się ich domyślać ponieważ żadnych półsłówek, wzmianek, choćby przelotnych insynuacji nie było.
Nic absolutnie nie zmieni faktu że „Szkarłatną głębię” warto przeczytać. Ci którzy czytali poprzednie części na pewno przyznają mi rację. A ci którzy tak jak ja zaczynają od tej książki, jestem niemal przekonana że tak jak ja z chęcią sięgnęliby po poprzednie tomy przygód Abella.


Czytanie zakończenia opisującego rozwiązanie całej zagadki i to rozwiązanie niezwykle pomysłowe i jak to bywa w dobrych kryminałach takie którego czytelnik nie spodziewał się ( choćby nawet niektóre elementy odgadł bez pudła) sprawiło mi taką samą satysfakcję jak czytanie całej książki.
Okazało się że w tym przypadku nie tylko samo „gonienie króliczka” było przednią zabawą ale też jego złapanie.
Wspomnę jeszcze o tym że zaciekawiło mnie dlaczego autor wybrał do swojej powieści akurat wspólnotę menonitów, temat bardzo oryginalny i skłaniający do poszerzenia swojej wiedzy historycznej.

Takie książki lubię czytać najbardziej, gdzie już się domyślam zakończenia, gdy emocje słabną bo wydaje mi się że rozszyfrowałam wszystko , że już wiem jaki motyw, modus operandi i w ogóle a tu guzik z pętelką, wszystko inaczej. I oczy mi się otwierają ze zdumienia i gęba się otwiera a zaraz potem wypływa na nią błogi uśmiech radości że trafiła w moje ręce i przeczytana przeze mnie być mogła.

PS własnie przeczytałam na fanpage'u Autora że Abell powróci, mam nadzieję że do tego czasu uda mi się przeczytać dwie poprzednie części, koniecznie muszę to zrobić :)

Ocena : 7,5 / 10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuje Wydawnictwu MUZA .


Magdalena Sz L


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz