środa, 20 czerwca 2018

"Tylko umarli wiedzą" - Ryszard Ćwirlej

Pióro Ryszarda Ćwirleja poznałam stosunkowo niedawno, choć już od dłuższego czasu przez wielu uznawany jest on za mistrza powieści kryminalnej. Na co dzień nie zaczytuję się raczej w kryminałach, czy thrillerach, choć uważam, że są one nieraz miłą odmianą wśród pozostałych gatunków literackich. Niejednokrotnie słyszałam o książkach Pana Ćwirleja i wiedziałam, że w końcu sięgnę, po którąś z Jego powieści, więc kiedy tylko nadarzyła mi się okazja, przeczytałam najnowszą książkę psiarza "Masz to jak w banku". Na własnej skórze przekonałam się wtedy, jak dobrze, lekko i z humorem potrafi pisać Ćwirlej, recenzję wspomnianej przeze mnie wyżej książki, znajdziecie na naszym blogu. Tymczasem chcę Was zaprosić do zapoznania się z moją opinią, wydanej już spory kawał czasu temu, powieści "Tylko umarli wiedzą"


Tym razem autor napisał historię, której akcja toczy się w dwudziestoleciu międzywojennym. Ryszard Ćwirlej wykorzystał wizytę Hitlera w Pile w 1932 roku, łącząc ją z literacką fikcją.
Piła żyje dwoma wydarzeniami, oczekiwaną wizytą Adolfa Hitlera i niepokojącymi morderstwami. Cała historia zaczyna się w momencie, kiedy zostaje zamordowany bezrobotny, były pracownik kolejowy Max Wargatsch. Początkowo jego śmierć nikogo nie dziwi, mówią nawet, że w końcu się doigrał, jednak sprawa nie jest tak prosta, jak się wydaję. Okazuje się bowiem, że mordowani są działacze partii komunistycznej. Śledztwo nadzoruje Hauptmann Carl Aschmutat, przyjaciel komisarza Antoniego Fischera, którego znacie już zapewne z "Tam ci będzie lepiej" poprzedniej części serii. Jak się domyślacie, ja jej nie czytałam, ale w niczym mi to nie przeszkadzało.
Fischer wkrótce jednak przyjeżdża do miasta, do wykonania ma ważną misję, od której zależą dalsze losy polskiej polityki zagranicznej. W tym samym czasie pozostali działacze komunistyczni zajęci są planowaniem działania, które liczą, że wpłynie na zmianę układu sił politycznych w Europie.
Tak naprawdę nieprzypadkowe morderstwa na komunistach są dopiero początkiem intrygi, a rozwiązanie zagadki, którą zaplanował dla czytelnika autor, jest niemałym zaskoczeniem.

"- Twoje zdrowie! - Aschmutat uniósł kieliszek i stuknął nim w drugi.
Gruen uśmiechnął się zadowolony.
- Raczej powinniśmy wypić jego zdrowie.
- Kogo masz na myśli?
- Jak to kogo? Tego, który wkrótce do nas przyjedzie, Adolfa Hitlera.
Powiadam ci, Carl, że teraz, gdy NSDAP wygra wybory, wszystko w tym kraju sie zmieni.
Nastaną nowe czasy. To będzie naprawdę dobra zmiana.
Niemcy wreszcie wstaną z kolan."


Autor wprowadził naprawdę dużo postaci i muszę przyznać, że momentami się gubiłam, jednakże zdecydowanie spora dawka humoru, w stylu Ćwirleja skutecznie mi to wynagrodziła. Uwielbiam to, że w swoich kryminałach pisarz używa wielokrotnie poznańskiej gwary. Bardzo mi się to podoba, sprawia, że powieść jest mi znacznie bliższa, ale nie jestem pewna, jak odbierają to czytelnicy, spoza Wielkopolski. Może im to przeszkadza? Tak czy inaczej, tutaj gwara jest, ale w zdecydowanie mniejszej ilości, niż w najnowszej powieści Ćwirleja - "Masz to jak w banku". Dla mnie stanowi duży plus. Język, jakim napisana jest książka, jest przyjemny, choć przez ogrom niemieckich zwrotów, jednocześnie odrobinę wymagający. Niemniej jednak czytało się sprawnie i z ochotą.

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję Wydawnictwu Czwarta Strona

Julia Komorska



1 komentarz: