wtorek, 26 czerwca 2018

Winne Wzgórze. Wiara - Dorota Schrammek

Polski rynek książki mocno jest już dziś nasycony literaturą dla kobiet. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej księgarni, zerknąć na półki z literaturą obyczajową i widzimy naprawdę spory wybór książek w których zaczytują się Polki. Wybierać możemy zarówno z pośród polskich autorek (których przybywa jak grzybów po deszczu) jak i innych zagranicznych pisarek, których tłumaczeń na ojczysty język też coraz więcej. Zdarza się więc że w tak wielkiej kompozycji różnych historii pojawiają się wątki już banalne, schematyczne i takie, którymi czytelniczki już się znudziły. Coraz trudniej więc zaskoczyć amatora czytelnictwa, przykuć jego uwagę  i utrzymać jego zainteresowanie do końca  powieści. Wyzwaniem są zwłaszcza czytelnicy, którzy pasjonują się  powieścią obyczajową i rzadko sięgają po inny gatunek literatury. A monotonia jest chyba najgorszym stanem jaki może dopaść odbiorcę książek. Jak zatem poradzić sobie na tak wymagającym gruncie i sprawić by czytelnikowi nie tylko zainteresowanie książką wzrosło do miana euforii ale też  i stworzyć historię, która skradnie jego serce i nie odpuści kolejnej z danego cyklu pozycji? Chyba nie skłamię, jak określę w tej dziedzinie  mistrzynią -  Dorotę Schrammek.
Z autorką miałam przyjemność spotkać się już wielokrotnie, i zawsze jej twórczość dawała mi odczucie pewnego spełnienia i satysfakcjonującej rozrywki. To były zawsze powieści w których akcja wiodła przewodni prym. Nie było w nich miejsca na nudne i rozwlekające powieść opisy. Zwiewny i przyjemny styl pisarki pozwalał na czytanie w każdym czasie i miejscu. Zresztą były chwile, w których trudno było oderwać się od lektury. Życie bohaterów toczyło się niemal w ekspresowym tempie – podobnie jak i samo czytanie książki, które nierzadko kończyło się w tym samym podejściu co i jej rozpoczęcie – nawet kosztem obiadu czy przypalonych garnków. Dorota Schrammek nigdy nie szczędziła czytelnikowi wrażeń i potrafiła skupić jego uwagę nad treścią ze zdwojoną siłą. Zresztą co tu się dziwić, doświadczenie pisarskie ma nie małe, a sama o sobie mówi tak:

Zaczęłam pisać, gdy córka miała 2 miesiące Teraz ma niemal 14 lat. Przez ponad 11 lat pisałam opowiadania i prawdziwe historie do prasy kobiecej. To stało się doskonałym warsztatem i przygotowaniem do pisania książek. Powieść to nic innego, jak zbiór kilku epizodów, ubranych w jedna, logiczna całość”.

„Winne wzgórze. Wiara” jest jedną z tych logicznych całości,  jej najnowszym dzieckiem, które już ma zapowiedź kolejnych części. Nie może zresztą być inaczej, o czym przekonacie się sami, jak tylko sięgnięcie po tę powieść. Wydaje mi się że jest ona nieco inna stylem i formą od pozostałych, w niczym jednak jej to nie ujmuje. Wręcz przeciwnie, autorka prowadzi z czytelnikiem tak niecną grę że po jej zakończeniu ( pierwszej części) ma się ją ochotę udusić (oczywiście autorkę). Emocje buzują z tak wielką siłą że trudno nie rzucić książką o ścianę i nie krzyczeć. Naprawdę nie wiem co by było gdyby wówczas Dorota Schrammek była w zasięgu moich rąk. Ale to tylko taka moja dygresja – nie bierzcie tego na poważnie. Ona musi żyć i napisać kolejną część z tej serii.
Wracając jednak do samej powieści, która otwiera cykl „Winnego wzgórza”, to nie jest bajka dla dorosłych, a już zupełnie nie pasuje do niej miano jakiegokolwiek romansu czy sielankowej powieści z pól i lasów. Ja określiłabym ją powieścią życia, drogą do ludzkich serc i powrotem człowieka do natury.
Poznajemy tu kilku niezwykłych bohaterów, którzy w obliczu nowych wyzwań, przyrody i życiowych zawieruch odkrywają swoje prawdziwe ja. Stając na rozdrożach własnego życia zmieniają się w zależności od dokonywanych wyborów, a przemiana jaka w nich następuję, zbliża ich do pierwotnej roli człowieka w świecie natury, z którą przecież jesteśmy nierozważnie związani, o czym niestety zbyt często zapominamy.
Dorota, Lilianna i Tadeusz, trójka ludzi z wielkiego miasta i korporacji, których los sprowadza do małej lecz malowniczej wioski położonej na Pojezierzu Drawskim. Jedni z wyboru, inni z obowiązku lądują obok siebie, choć zbyt daleko by zwrócić uwagę na nowy świat i życie , które tętni wokół nich. Z pomocą przychodzi im jednak miejscowa ludność, skrajnie inna od znajomych z Warszawy czy Szczecina.

Tadeusz – to starszy pan, pracoholik, choleryk i despota, jak mawiali o nim współpracownicy i podwładni. Stary kawaler, choć za młodu nie szczędził sobie związków i przygód z kobietami. Z czasem związany, choć nieformalnie z Moniką. Po jej śmierci i przymusowym odejściu na emeryturę przenosi się na wieś do domu, który jego partnerka ukochała. Skazany na samotność i brak zajęcia uprzykrza życie mieszkańcom Winnego Wzgórza.
Lilianna – to z kolei młoda i pełna zapału do działania i pracy bizneswoman. W obliczu choroby babci zmuszona zostaje jednak do wzięcia wielomiesięcznego urlopu i przeprowadzki na wieś. Opieka nad staruszką nie jest jej wymarzonym zajęciem, zwłaszcza że na skutek jej nieobecności w pracy zostaje wkrótce zwolniona a jej dotychczasowe życie wywraca się do góry nogami.
Dorota - matka, żona i kochanka - chciałoby się powiedzieć, niestety prócz obowiązków rodzicielki dwóch chłopców i gospodyni domowej, rola żony nie jest już taka oczywista - choć wcale nie z jej winy.  W obliczu rodzinnych porażek i tragedii, Dorota wraz z rodziną przenosi się na wieś, a los zmusza ją do przewartościowania własnego życia.. Wszystkie oszczędności inwestują z mężem w restauracje, której Arek poświęca coraz więcej czasu i zaangażowania. Dorota z kolei podejmuje pracę bibliotekarki i poznaje lokalne środowisko. Niestety w jej związku z Arturem coraz więcej cichych dni i niepewności, które rodzą się w umyśle kobiety.

Jak zatem nowi mieszkańcy Winnego Wzgórza poradzą sobie w nowym środowisku? Czy te zmiany okażą  się ich porażką czy ratunkiem od samounicestwienia? Czy odnajdą tam szczęście? A może miłość? Co zrobią z faktami i ludźmi, którzy nieproszeni stanęli na ich drodze?  Czy odmienią swój los na lepsze? W powieści pełnej tajemnic - nie jest niczym dziwnym, że tyle rodzi się pytań.
Jestem skłonna uznać ze autorka nie tylko opowiada w ten sposób historię swoich bohaterów, ale pragnie zwrócić naturze człowieka a samego człowieka uzdrowić z jego nienaturalnych dążeń.
Być może dzięki tej powieści poczujecie też naprawdę hygge - czyli komfortowo nie tylko z książką, ale i  sami ze sobą,  oraz z innymi ludźmi.

„Szukacie szczęścia, stając się niewolnikami pieniędzy. A przecież w życiu powinna być równowaga. Jest czas na pracę, i na odpoczynek, na swoje pasje oraz na siedzenie na trawie i obserwowanie zachodu słońca”. 



Za przeczytanie książki dziękuję Wydawnictwu  Szara Godzina.

 Ocena 8/10

 

 Edyta Sztylc

2 komentarze:

  1. Brzmi bardzo ciekawie i naprawdę czuję się zachęcona do przeczytania. Jednak teraz tyle książek do nadrobienia, że nie wiem kiedy się za to zabiorę:(

    Buziaczki!
    http://sleepwithbook.blogspot.com/2018/06/cofnijmy-sie-w-czasie-les-miserables.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że muszę nadrobić zaległości i poznać twórczość autorki. Zacznę pewnie od tej książki, bo wydaje mi się, że może wzbudzić we mnie sporo emocji. :)

    OdpowiedzUsuń