sobota, 16 czerwca 2018

"Wyczarowanie światła" - V. E. Schwab

Victoria Schwab zdobyła moją sympatię swoją najnowszą książką wydaną w Polsce – „Okrutną pieśnią”. Postanowiłam więc sięgnąć po coś jeszcze z jej twórczości i wówczas natknęłam się na serię „Odcienie magii”. I właśnie dziś chciałabym Wam opowiedzieć o trzecim i jednocześnie finalnym tomie tego cyklu pod tytułem „Wyczarowanie światła”.

Zdecydowanie nie zawiodłam się na kolejnej książce z twórczości Victorii Schwab. Pisarka po raz kolejny udowodniła, że ma głowę pełną pomysłów i spokojnie można jej zaufać, że znowu dzięki niej przeżyjemy wraz z bohaterami niezapomniane przygody. W książce bardzo dużo się dzieje, jest mnóstwo zwrotów akcji i ciekawych scen, przez co powieść nie dłuży się, ani nawet na chwilę nie przynudza. Pod względem fabularnym jest więc bardzo dobra.

 Kreacja bohaterów to kolejny plus powieści. Coraz więcej dowiadujemy się o postaciach, dzięki czemu ich charaktery stają się bardziej złożone, a osobowość rozbudowana. W przypadku niektórych bohaterów odkrywamy nawet ich ukryte twarzy i ich strony, które wcześniej ukazywały się tylko co jakiś czas, tutaj bardziej wychodzą na światło dzienne. Trzeba jednak zauważyć, że szczególnie udaną kreację widać wśród postaci pierwszoplanowych. Te drugo- i trzecioplanowe nie są już tak bardzo dopracowane i nie oczarowują czytelnika, jednak mimo wszystko nie są złe. Szkoda tylko, że tak mało autorka poświęciła i m uwagi.

– Raz kiedyś ktoś już przejął moje ciało – wyznał. – Odebrał mi wolę. Nigdy więcej! Nie jestem marionetką i do niczego nie możesz mnie zmusić.
„Mylisz się. – Oczy Osarona rozbłysły jak kocie w mroku. – Mogę kazać ci cierpieć.

 Kolejnym plusem powieści jest pogłębiony profil psychologiczny postaci. Kto czyta moje recenzje tutaj czy też na moim osobnym blogu wie, jak bardzo coś takiego lubię. W poprzednich dwóch tomach tego brakowało, tu jednak autorka zaczęła bardziej wszystko analizować i nawet jej to wyszło. Może nie do końca było perfekcyjnie, ale widać, że się starała i to przyniosło efekty. Mam nadzieję, że w kolejnych powieściach pisarka doszlifuje swój warsztat w tej kwestii. 

To jest nic – potwierdził, a jego słowa wypełniły powietrze i wślizgnęły się w jej głowę. – Moja wola jest magią. I magia jest moją wolą.

Bardzo podoba mi się także wydanie książki. „Wyczarowanie światła” ma dość spore gabaryty, bo liczy sobie aż sześćset dziewięćdziesiąt trzy strony, ale mimo pokaźnej objętości bardzo wygodnie się tę książkę czyta. Spojenie jest tak elastyczne, a okładka giętka, że spokojnie można ją szeroko otworzyć i komfortowo czytać, bez obawy, że złamiemy grzbiet powieści, czego osobiście nienawidzę. Obawiałam się trochę, że druk będzie mały, bo takie grube książki lubią być napisane maczkiem, ale jest w miarę duży. Mógłby być co prawda trochę większy, ale myślę, że mimo wszystko czytanie nie sprawia kłopotu.

Żywioły nie są wyłącznie całością – nauczał Aven Essen – lecz częściami, każdy stanowi węzeł na tej samej, stale się obracającej linie, jeden ustępuje miejsca drugiemi i następnemu. Istnieje naturalna przerwa, ale żadnego szwu.

Serdecznie polecam kolejny tom cyklu „Odcienie magii”, bo jest naprawdę udanym zwieńczeniem całej trylogii. Jednocześnie gorąco zachęcam do zapoznania się z całością tych wszystkich, którzy jeszcze po tę serię nie sięgnęli, a lubią fantastykę. Jestem pewna, że większości z Was się ona spodoba.

OCENA: 8/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka.

Sara Chrzanowska

1 komentarz:

  1. Okładki tej trylogii są świetne, takie intrygujące i niecodzienne :) Z zawartością też się chętnie zapoznam :D

    OdpowiedzUsuń