sobota, 9 czerwca 2018

„Zwierzokracja” - Ola Woldańska – Płocińska

[źródło]

   Gdyby kogokolwiek, kto miał „Zwierzokrację” w dłoniach, zapytać co sądzi o tej książce, stwierdziłby zapewne, że to wyjątkowa pozycja dla dzieci. Osobiście nie znam żadnego utworu skierowanego do najmłodszych czytelników, który poruszałby tak wiele tematów związanych z prawami zwierząt jak książka, którą właśnie mam przed sobą. Jeśli nie wiesz, o czym jest, następny akapit jest skierowany właśnie do Ciebie.

   „Zwierzokracja” to zbiór krótkich, nie zajmujących więcej niż kilkadziesiąt zdań tekstów, opatrzonych dużymi ilustracjami i poświęconych naszym relacjom ze zwierzętami. Związki ludzi i „braci mniejszych” zostały ukazane w różnych aspektach. Szczególną atencją autorka obdarzyła kwestie, które miały uwrażliwić czytelnika na ich krzywdę takie jakie: ukazanie warunków, w jakich żyją zwierzęta hodowlane, podduszanie wigilijnego karpia w foliowej reklamówce, hałasowanie i straszenie psów fajerwerkami, porzucanie swoich pupili, testowanie kosmetyków na gryzoniach, czy tresura zwierząt cyrkowych. Pisarka poruszyła również tematy budzące mniejsze emocje, przykładowo: jak poprzez wieki nasi przodkowie traktowali zwierzęta, „króliczą inwazję” w Australii, ośmiornicę – jasnowidza (potrafiącą przewidzieć wyniki meczów piłkarskich) oraz podobieństwa wyglądu psów i ich właścicieli.


   Autorka sugeruje, ale nie narzuca swoich poglądów dotyczących weganizmu czy wegetarianizmu. Wyraża przy tym stanowczy sprzeciw przeciwko traktowaniu zwierząt jak rzecz oraz odmawianiu im praw do godnego życia i śmierci. Jednocześnie z uwagi na to, iż jest to książka dla dzieci, nie zamęcza młodego czytelnikami statystykami oraz opisami drastycznych w stosunku do nich zachowań ludzi. Myślę, że pod względem edukacyjnym książka prezentuje bardzo wysoki poziom, ujmując wspomnianą wyżej problematykę w sposób kompleksowy. Nie jestem przekonana, czy jest to utwór, do którego czytelnik będzie wracał, ale jestem pewna, że chociaż raz każdy powinien zgłębić jego treść.


   Mam tylko małą uwagę: uważam, że użyta czcionka (czy ta „normalna”, czy też napisana kursywą) powinna być nieco większa, tak aby młody czytelnik mógł skorzystać z książki przy nauce czytania. A starszy, by nie męczyć wzroku podczas jej lektury. Przy takim formacie utworu naprawdę można było sobie na to pozwolić.


   Od strony graficznej warto zwrócić uwagę na pewne niebanalne pomysły. Monstrualnie wielka kura, króliki zakrywające człowieka od stóp do głów, twarz dziecka przyciśnięta do szyby akwarium widziana z perspektywy myszy, czy wiewiórka strzelająca z procy do myśliwego – to tylko niektóre z nich. Same rysunki pod względem wykonania może i nie powalają, ale są niezwykle zabawne, a przy tym przemyślane i kolorystycznie neutralne.


   Czy jednak książka może okazać się przydatna do nauki szacunku do zwierzęcia dla przykładowego dwulatka zamęczającego swojego pupila? Niestety nie. Moja trzyletnia córka zupełnie zlekceważyła tę publikację, z czego wnoszę, że tematyka w niej zawarta jest dla niej jeszcze po prostu zbyt abstrakcyjna. Grupą docelową książki wydają się starsze dzieci – te powyżej sześciu lat. Myślę, że to odpowiedni wiek, choć nie wykluczam, że i ciut młodsze będą również zainteresowane lekturą.

   Podsumowując, „Zwierzokracja” to książka poruszająca niezwykle ważną tematykę, istotną dla wychowania naszych dzieci. Szkoda tylko że zawiodła pod względem graficznym.

Ocena
9/10

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Papilon.


Anna Mackiewicz

1 komentarz:

  1. Coś idealnego dla moich córek, powoli wyrastają z klasycznych bajek (Kopciusze, Śnieżka, Czerwony Kapturek itp.), więc szukam dla nich czegoś nowego, ten tytuł na pewno sprawdzimy

    OdpowiedzUsuń