"Agencja wynajmu rodziców" - David Baddiel


źródło
W „Agencji wynajmu rodziców” poznajemy rodzinę prawie dziesięcioletniego Barry’ego Bennett’a, który jest ogromnym fanem Jamesa Bonda i Lionela Messi’ego. Niestety chłopiec ma wielki żal do swych rodziców i  jest bardzo niezadowolony z tego, jak go traktują oraz z tego, jakimi ludźmi właściwie są. Czuje się niesprawiedliwie – i to nie bez powodu -  przez nich traktowany, szczególnie porównując do jego młodszych sióstr bliźniaczek, które nazwał Jednostką Siostrzaną (na wzór jednostki syjonistycznej) – JS. Barry stworzył nawet listę, w której zawarł wszystko, za co obwinia swych rodziców i niektóre punkty nie są wcale takie błahe, choć sam zainteresowany nad jednym z nich się wahał. Chłopiec ma również trójkę przyjaciół, jednak oni są lepiej sytuowani finansowo i ich rodzice pozwalają im na więcej rzeczy, niż jego, co również jest przyczyną frustracji bohatera. Po bardzo nieprzyjemnym starciu z rodzicami i JS przy obiedzie, Barry w końcu wybucha i ucieka do swojego pokoju, gdzie w złości wypowiada pewne życzenie. Nie spodziewał się jednak, że mogłoby się w jakikolwiek sposób spełnić.

Następnie wydarzenia toczą się lawinowo, nie braknie w całej książce prostego humoru, z którego można zaśmiewać się do łez, ale też i mnóstwa kwestii do przemyśleń. Barry poznaje różne rodziny, które mają odmienne style życia, czy też statusy społeczne, poznaje ich od tak zwanej poszewki, szuka w nich tego „idealnego czegoś”, czego mu tak brakuje w jego własnych rodzicach za pomocą swej listy. Przez cały czas mgliście widzi parę niewyraźnych ludzi, którzy zawsze są blisko i ciągle oferują swą gotowość do szczerej pomocy. I choć chłopiec nie bardzo jest w stanie się na nich skupić i nie może dojrzeć ich twarzy, czuje płynącą od nich szczerość i ciepło w sercu.


Schemat dosyć znany, nie wiem, czy oklepany już, czy nie, ale „uważaj czego sobie życzysz, bo może się spełnić” – od początku to dźwięczało mi w uszach (z tyłu okładki możemy w sumie przeczytać niemal identyczne ostrzeżenie). Barry za sprawą (być może) magii zostaje przeniesiony do Dzieciowa, gdzie, jak się okazuje, panują zupełnie inne zasady, znajome mu dzieci kompletnie go nie znają, nazywają się inaczej i przedstawiają mu inny obraz nowej rzeczywistości. Dorośli w tym świecie robią właściwie to samo, co w prawdziwym, jednakże nie mogą po prostu „mieć” dzieci. Tutaj to dzieci wybierają swoją rodzinę na podstawie własnych preferencji i podpisują umowę. Czasu Barry ma jednak coraz mniej, bo za pięć dni będą jego dziesiąte urodziny i jeśli do tego czasu nie dokona wyboru, to wtedy… Właśnie, co wtedy się stanie? Wydaje się, że jednak coś strasznego.

David Baddiel pisze lekko, porywająco od samego początku i doskonale ujmuje uczucia bohatera. Już od pierwszych stron sympatyzujemy z Barry’m, JS wyprowadzają nas z równowagi, a rodzice sprawiają zawód. Motyw do wymiany rodzica jest mi znany z dzieciństwa choćby z filmu familijnego pt. ”Jak kupić nowa mamę” z 1994 roku. Chyba to taki temat, który przewija się nieskończenie w każdym pokoleniu przez głowy wszelkich nieszczęśliwych, czy też zbuntowanych dzieci, które są złe na swoich rodziców i są przekonane, że inny byłby na pewno lepszy. Dostają więc szansę na kupno, zatrudnienie, czy wymianę na nowego i okazuje się, że jednak ich własny, był tym najlepszym i za nim tęsknią. 

Nie chodzi w tym naturalnie o to, że dzieci są głupie i dokonują złych wyborów. Książka zachęca, żeby po pierwsze: czasem spróbować z dystansu spojrzeć na swoją sytuację i zobaczyć, iż wcale nie musi być tak źle, a rodzice się o nas troszczą jak najlepiej potrafią. Po drugie: by dorośli zawczasu zauważyli, że czasem przekraczają pewne granice, albo też zaniedbują w jakiś sposób dzieci (ciągłe odmawianie przez zmęczenie, kto tego nie zna?), traktują niesprawiedliwie, a one wtedy czują się tak pokrzywdzone, że mogą zrobić coś niekoniecznie odpowiedzialnego W końcu to tylko dzieci. Zastanówmy się czasem, czy nie dajemy dzieciom powodów, takich dziecięcych może powodów do tego, aby chciały zgłosić się do AWR?

Książka jest przepięknie wydana, doskonale prezentuje się na półce, okładka, jak i grzbiet idealnie trafił w me gusta. W taki sposób powinny być wydawane książki, gdzie oprawa dorównuje świetnej treści. W ­­­środku znajdziemy również wspaniałe ilustracje artysty Jim’a Field’a, które bardzo dobrze oddają klimat całej powieści.

Szczerze polecam Wam „Agencję Wynajmu Rodziców” do przeczytania swoim dzieciom, ale też dla nich jako pozycję do samodzielnego czytania - umiarkowanie duża czcionka to ułatwia. Zaręczam, że będzie z czego się szczerze pośmiać, ale nie zabraknie również ogromnych wzruszeń i przenośni (moja ulubiona z wymiętą, nieczytelną już listą wylatującą przez okno). Nam, rodzicom, pozostaje jednak, tak jak autor, mieć nadzieję, że nasze dzieci w najbliższym czasie nie zgłoszą się do AWR

Ocena 10/10

Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Lemoniada


Ula Wasilewska
Udostępnij w Google Plus

About Ula Wasilewska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz