wtorek, 17 lipca 2018

"Alarm w przedszkolu Zuzi" - Liane Schneider, Annette Steinhauser

[źródło]

   „Alarm w przedszkolu” to kolejna publikacja o znanej i lubianej dziewczynce o imieniu Zuzia. Tym razem mała bohaterka styka się z pewną nieprzyjemnością, która może przydarzyć się każdemu, nie tylko przedszkolakowi. Jeśli jesteście ciekawi co spotkało Waszą ulubienicę to zapraszam do lektury niniejszej recenzji.

   Sam tytuł może być zwodniczy, więc uprzedzam, że nie jest to książka o procedurach przeciwpożarowych. Pewnego dnia Zuzia i jej koledzy z przedszkola zaczynają się intensywnie drapać po głowie. Opiekunka sprawdza im głowy i odkrywa smutną prawdę: we włosach dzieci pojawili się lokatorzy. Nauczycielka ogłasza „alarm wszawy”. Książeczka szczegółowo opisuje proces walki z pasożytami, a także w uroczy sposób przedstawia skąd się biorą młode weszki.

   Atutem tego utworu jest to, iż fakt posiadania wszy nie stygmatyzuje osoby, która stała się mimowolnie ich żywicielem. Autorki z całą stanowczością podkreślają, że taka sytuacja może przydarzyć się każdemu, również takiej osobie, która podchodzi do kwestii higieny bardzo skrupulatnie. „Alarm wszawy” to element życia przedszkolaka, który budzi lęk w rodzicach. Bohaterka książeczki uczestniczy w procedurach, które mają doprowadzić do eksmisji dzikich lokatorów – myje włosy specjalnym płynem, mama wyczesuje jej włosy, a zabawki, pościel i ubrania Zuzi zostają wyprane w wysokiej temperaturze. Nawet zabawka zostaje włożony na jakiś czas do zamrażalnika, aby zlikwidować problem. Następnie mama i dziewczynka sprzątają dokładnie mieszkanie. Myślę, że jest to bardzo ważne, że pisarka tak skrupulatnie opisała te wszystkie czynności, gdyż gdyby taka sytuacja zaistniała u naszego dziecka, pod wpływem lektury mogłoby ono podnieść je na duchu, gdyż wiedziałoby co je czeka i że te działania są skuteczne.

   Jedynie czego mi zabrakło w tym utworze to wątku dotyczącego profilaktyki wszawicy, Nie od dziś wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć, lecz pisarka pominęła ten wątek. Możliwe, że temat ten byłby zbyt szeroki i odstawałby od fabuły, dlatego też nie zdecydowano się na poszerzenie treści.

   W książce przedstawiono również historyjkę skąd się biorą jaja wszy, na przykładzie weszki o imieniu Zygmunt. Opowiadanie zostało opatrzone ilustracjami, które przedstawiają fizjonomię pasożyta w bardzo ujmujący sposób. Nie są to rysunki pełne detali i nie odzwierciedlają ich rzeczywistego wyglądu, ale odpowiada mi to, że te obrazki nie będą potęgowały lęku przed pasożytami u dziecka. Nie sądzę również, aby młodsi czytelnicy poczuli sympatię do tych stworzonek, gdyż historia Zygmunta została skomentowana przez Zuzie z wyraźną odrazą.

   Co ciekawe, w tej publikacji wydawnictwo Media Rodzina nie umieściło wkładki reklamowej przedstawiającej serię Mądra Mysz i ograniczyło się do przedstawienia jej na tylnej okładce. Myślę, że to dobra decyzja, gdyż czytelnik skupi się wyłącznie na fabule książki, a funkcja marketingowa zostanie spełniona, gdyż wiem po mojej córce, że dzieci bardzo uważnie śledzą te propozycje wydawnicze na końcu.

   Dla kogo polecam Zuzie? Przede wszystkim dla przedszkolaków, które prędzej czy później zetkną się z „alarmem wszawym” w swojej placówce. Książeczka na pewno przyda się też dzieciom, które właśnie doświadczają lub doświadczyły tematu na samych sobie i potrzebują jakoś sobie poukładać w głowię tą sytuację.
Ocena 10/10
Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Media Rodzina.

Książkę możecie kupić tutaj: Ceneo

Anna Mackiewicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz