"Chcemy nasze czapki!" - Eva Lindström

Mam w domu małą miłośniczkę książek, ogromnie cieszy mnie widok mojego dziecka z bajeczką w ręku. Moja córka ma kilku ulubionych książkowych bohaterów, ale zawsze z radością poznaje nowe opowiadanka, kiedy zobaczyłam nową wydaną przez Zakamarki książeczkę, zaciekawił mnie jej
tytuł. Pomyślałam sobie wtedy, spróbujmy! Z niecierpliwością oczekiwałam na paczkę, która zawierała bajeczkę, kiedy w końcu dostałam ją w swoje ręce, postanowiłam, iż to będzie lektura dla mojego dziecka, na wieczorne czytanie przed spaniem tamtejszego dnia.

W ciągu dnia nie miałam wiele czasu, żeby dokładnie przyjrzeć się książce, sama okładka dość mocno mnie rozczarowała, kolory niezbyt ciekawe i sama grafika również, ale mimo to nie skreślałam jej. Tak jak postanowiłam, gdy nadszedł czas na bajkę przed snem, jak zawsze razem z małą położyłam się do łóżka i otworzyłam książkę. Jeszcze zanim skończyłam czytać pierwszą stronę, moje dziecko wstało i poszło po jedną z bajek, ze swojej ulubionej serii. Tym sposobem ja skończyłam czytać "Chcemy nasze czapki!" a obok moja pierworodna "czytała" swoją książkę.


Niestety okładka zapowiadała dokładnie to, co znalazłam w środku. Bardzo, naprawdę bardzo kiepskie ilustracje. Cała oprawa graficzna woła o pomstę do nieba, kolory mdłe, brzydkie, absolutnie nieprzyciągające uwagi dziecka, nic więc dziwnego, że moje dziecko wybrało inną dobrze znaną i lubianą bajkę. Pomijając już kolory, bohaterowie tej książki wyglądają, jak człekokształtne ziemniaki, jestem pewna na milion procent, że uczniowie pierwszych klas szkoły podstawowej, stworzyliby o niebo lepsze ilustracje. Oglądając te obrazki, miałam ochotę zapytać, co autor miał na myśli? Bo na przykład garby u dzieci, najpewniej miały być kapturami ich bluz...
A może problem tkwi, w mojej niewystarczająco rozwiniętej wyobraźni? Tak czy siak, moje dziecko również nie miało ochoty patrzeć na te ilustracje.


Grafika to 50% tej książki, a jak się ma drugie 50? Równie słabo, niestety...
Bohaterowie tej bajki, Siri, Tom, Maja i Marko schodzą po schodach w ich bloku, na głowach mają nowe czapki. Dzieciaki wybierają się na urodziny Adama, jego tata pokazuje dzieciom magiczne sztuczki, zafascynowani sztuczkami przyjaciele, chcą, zobaczyć, czy ojciec Adama potrafi sprawić, że coś znika. Postanawiają, że dadzą mu swoje czapki, czapki zniknęły. Dzieciaki bawią się, aż w końcu nadchodzi czas, by wracać do domu, okazuje się, że czapek nigdzie nie ma, tata Adama szuka ich wszędzie, ale nie przynosi to skutku. W końcu zrezygnowani przyjaciele wracają do domu, radzą nam jeszcze w międzyczasie, żeby nie jeździć w ich bloku windą, gdyż często się psuje i wtedy pan mechanik musi ją naprawiać. Dzieciaki pokazują nam nawet, jak wygląda u mechanika w domu... Następnego dnia po urodzinach, okazuje się, że ktoś utknął w windzie, oczywiście pan mechanik przez kilka godzin ciężko pracuje, by wydostać biedaka. Kiedy wszystko już działa, z windy wychodzi, nikt inny, jak tata Adama! Z czapkami dzieciaków naturalnie! Hurra!


Całość jest niespójna, poszczególne fragmenty nie współgrają ze sobą. Najpierw dzieciaki
"opowiadają" o zamkniętych w windzie sąsiadach i pokazują mechanika, który windę naprawia, a później polecają zobaczyć, jak wygląda u mechanika w domu i zaznaczają, że to człowiek, jak każdy inny. Polemizowałabym, mówiąc szczerze bowiem w domu mechanika, panuje wszechobecny bałagan, porozrzucane są narzędzia i popsute zabawki, a podłogę zdobi ogromna plama (?) lepiej może, nie zastanawiać się, jakiego pochodzenia ta plama jest... Nie sądzę, by dobrym pomysłem było, wmawianie dzieciom, iż panujący u mechanika rozgardiasz, jest czymś normalnym. Od najmłodszych lat wpajamy dzieciom, jak dobrym nawykiem jest, sprzątanie po sobie i sprzątanie miejsca, w którym żyjemy, a tu nagle książka, która mówi, że bałagan jest w porządku. 

Cała historia skupia się na dziecięcych czapkach, które giną, podczas magicznej sztuczki taty Adama, następnego dnia, tata chłopca po prostu przynosi dzieciom ich czapki, ot cała historia w jednym zdaniu. Co się stało z czapkami? Czy mężczyzna je sprytnie ukrył, czy naprawdę, jest tak dobrym magikiem, że zaginęły? Skoro następnego dnia, ojciec Adama po prostu zwrócił je dzieciom to, gdzie się podziewały? Skąd je nagle wziął? Wyczarował? Czy może zabrał nakrycia głowy dzieciakom dla zabawy, tak sobie, żeby się przeziębiły, wracając zimą do domu bez czapek? Gdzie tu jakikolwiek morał, czy puenta? Czym mają, zainteresować się dzieci, skoro największa niewiadoma bajki, pozostaje niewyjaśniona? 

W książeczce dla dzieci nie zawsze oczekuję mądrego przesłania lub morału, nie mówię, że zawsze dziecięca bajeczka musi uczyć dobrych nawyków, ale naprawdę niech nie uczy tych złych!
Tutaj nic nie przyciąga uwagi dziecka ani grafika, ani tekst, przykro mi, że tak bardzo się zawiodłam.  


Za możliwość przeczytania bajki, dziękuję Wydawnictwu Zakamarki


Książkę możecie kupić tutaj: Ceneo


Julia Komorska


Udostępnij w Google Plus

About Julia Komorska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz