czwartek, 19 lipca 2018

"Córka złodzieja" – Jeff Wheeler

[źródło]
Znacie niezapisaną zasadę ciągle piastującą w światowej literaturze, że druga część z serii zawsze jest gorsza od poprzedniej? W większości ta reguła się sprawdza, a my jako czytelnicy staramy się przebrnąć przez karty kolejnych perypetii bohaterów obsadzonych w następnych fragmentach ich historii, bo pierwsza książka tak bardzo nas zauroczyła, że mamy nadzieję, że jeszcze autorka odzyska swój blask i powróci z całym tym pakietem, w którym się zakochaliśmy. Najczęściej nigdy się to nie sprawdza i jesteśmy kompletnie i nieprzerwanie zawiedzeni, a autorce w przypływie złości chcemy coś zrobić. Klasyk. Ale na szczęście są wyjątki. I takim wyjątkiem w postaci lśniącego klejnotu jest "Córka złodzieja". O niebo lepsza od swojej poprzedniczki, czyli "Trucicielki królowej". 

Tym razem Owen Kiskaddon straszy o kilka lat, który już na dobre zdołał wpaść w łaski króla, musi zmierzyć się z kolejnym kłopotem, który nie tylko dotyczy Ceredigionu, ale też jego nastoletniego serca, które w ostatnim czasie mocniej bije na widok jego dziecięcej i obecnej przyjaciółki.

Mimo lat spędzonych na Północy pod opieką dziadka Evie, które pozwoliły mu nabrać siły, sprytu i opanowania trudnej sztuki strategii, a także doskonalenia swoich mocy, którymi obdarzyło do Źródło, nie jest przygotowany na moment, w którym król oznajmia, że ma wybrać się z Elysabeth Victorią Mortimer, a także z Etayne – trucicielką króla, która zajęła wieżę po Ankarette, tytułową córką złodzieja – na misję do sąsiedniego królestwa w celu zawarcia sojuszu z panującym tam królem poprzez małżeństwo. A szczęśliwą panną młodą ma być właśnie Evie. Dzieje się tak, dlatego że nieoczekiwanie na linii horyzontu pojawiła się upragniona luka w silnym, nie do zniszczenia królestwie Ceredigionu, a mianowicie pretendent do tronu, stanowiska, które obecnie piastuje król Severn. Pretendent, który w założeniu zginął, a jednak miał czelność przeżyć. W "Córce złodzieja" mamy poruszony nie tylko aspekt zagrożenia bijącego od pozostałych królestw, które w sprzyjających okolicznościach zawarły pakt o zniszczeniu Severna i zagarnięciu Ceredigionu, ale także wewnętrznego rozdarcia Owena, który wie, że król najbardziej ceni sobie w człowieku lojalność oraz  królestwa, które niechybnie upadnie, jeśli Owen nie stanie po stronie króla. Jak wiemy historia lubi się powtarzać, zataczać koło. Co więcej obecna sytuacja Owena bardzo przypomina tą sprzed lat dotyczącą jego ojca. Ta sama krew, podobna sytuacja. Jaki ojciec taki syn?
"(...) ten, kto wbrew własnej woli godzi się na zło, staje się niewolnikiem swojego postępku."
Naprawdę nie wiem od czego zacząć moje małe "śledztwo" dotyczące tej książki, a raczej jej zalet i wad. Zawsze już od początku czytania książki wiem, co mniej więcej mi się w niej nie podoba, a co jak najbardziej. A tutaj? Jestem tak bardzo poruszona tą historią, a szczególnie jej zakończeniem, że pod koniec czytania uroniłam kilka łez. W dodatku coraz częściej nawiedzają mnie myśli z nią związane, czy to z postaciami czy z sytuacjami, które do końca nie zostały wyjaśnione. A mam nadzieję, że w trzeciej części będą. 
W recenzji "Trucicielki królowej" wspominałam, że bohaterowie bardziej przypominają prawdziwych ludzi niż postacie wykreowane przez autora. W "Córce złodzieja" to wszystko wyszło poza skalę. Czułam ich; śmiałam się z nimi; płakałam, gdy była taka potrzeba; razem z nimi wnikliwie zastanawiałam się nad podstępami i zagadkami; moje serce krajało się zawsze podczas rozmów Evie z Owenem. Odnosiłam wrażenie jakbym znała ich całe swoje życie i była jedynym, brakującym elementem tworzącym trójkąt wspaniałej przyjaźni. Tak bardzo wczułam się w ich uczucia, a także w ich samych siebie. 
Zdecydowanie szybko się ją czyta, myślisz, że dopiero ją zacząłeś, a okazuje się, że jesteś na pięćdziesiątej stronie. I nie mam pojęcia czy to przez to, że ma bardziej wyrazistą akcję, fabułę czy może coś jeszcze innego. Ale wiem, że jest inaczej niż z poprzednią częścią. I można by było powiedzieć, że da się ją przeczytać w jeden dzień. Pewnie można, ale w moim przypadku było odwrotnie. Co kilkadziesiąt stron przerywałam lekturę, nie dlatego że byłam nią znudzona, ale dlatego że musiałam po prostu ochłonąć od tych emocji zawartych w książce, od tej dynamiki akcji, która szczerze mówiąc w drugiej części powala. Nawet teraz ogarnia mnie boskie uwielbienie, gdy o niej myślę. O całości. Bo zakończenie totalnie mi się nie podoba i uważam, że można było to inaczej rozegrać. Ale to zażalenie wynikające z pobudek osobistych, więc się nie liczy.
Relacja Owena i Evie jest wprost cudowna. To jak się mijają, jak są powściągliwi w swoich uczuciach, zważając na to czy wypada czy nie. A jednocześnie ciągle gdzieś z tylu głowy mając świadomość, że ich więź nigdy nie wyjdzie poza skalę przyjaźni. Bratnie dusze, które oprócz jednakowych pod wieloma względami jestestw, posiadają też spójność umysłów – myślą tak samo, są sobie równi w prawie wszystkich dziedzinach, potrafią przewidzieć niektóre sytuacje.
Ośmioletniej Evie nie lubiłam. Wydawała mi się głośna, za bardzo bezwstydna, a czasami wręcz po prosu nieznośna. W tamtym okresie podzielałam początkową opinię Owena na jej temat. Ale za to jako nastolatkę uwielbiam ją. Widać, że mimo upływu lat jej charakter nie został całkowicie wyeliminowany, nadal ma w sobie cząstkę buntowniczki, a tylko bardziej dorosła do swojej roli. Zresztą tak jak Owen, który teraz coraz bardziej świadomy jest podjętych przez siebie wcześniej decyzji. Co tylko świadczy o tym, jak wspaniałą robotę wykonał autor.
Zdecydowanie kocham, to co się dzieje w drugiej części o Królewskim Źródle. To jak się wszystko ze sobą łączy, przewija się, jedno wynika z drugiego, nagromadzenie mnóstwa zaskakujących wydarzeń i intryg jest po prostu czymś wspaniałym dla czytelnika i jego wybujałej wyobraźni.
"(...) każdy konflikt ma niejeden aspekt i na pewno więcej niż dwie strony."
Podsumowując, "Córka złodzieja" to książkowe "must have" i każdy, ale to naprawdę każdy wielbiciel fajnego fantasy musi się zagłębić w serię o Królewskim Źródle. Nie tylko nie będzie żałował poświęconego jej czasu, ale także będzie się zastanawiał, dlaczego zrobił to tak późno. I jeszcze jedno. Nigdy nie spodziewałam się, że to powiem, ale król Severn to tyran i uzurpator, i nie mogę się doczekać, kiedy zostanie mu odebrana korona.


Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję bardzo Wydawnictwu Jaguar.



Książkę możecie kupić tutaj: Ceneo

Klaudia Korytkowska

7 komentarzy:

  1. Zwróciłam uwagę na tę serię przez jej okładki, bo są bardzo klimatyczne, ale widzę, że i zawartość ich godna, więc się chyba skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro taka wysoka ocena książki to nie pozostaje mi nic innego jak po nią sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Choć jestem fanką fantasy to jeszcze nie słyszałam o tej serii. Czy nie jest przypadkiem zbyt młodzieżowa? Bo ostatnio trafiam na same książki fantasy , które są skierowane do młodszych czytelników. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jest ona podobna do "Gry o tron", jeśli chodzi o styl, budowanie napięcia, itd. Nie każdemu podoba się ww. książka i tak samo będzie z seria o Królewskim Źródle. Młodzieżowa jest na pewno, ale czy zbyt? Dla mnie nie, wszystko jest tam odpowiednio wyważone. Ale odczucia dotyczące książki u dwóch różnych osób nigdy nie są takie same ;)

      Usuń
  4. Nie byłam przekonana, ale ta recenzja i wysoka ocena mnie kupiły :) Zapisuję tytuł.
    Pozdrawiam, Justyna z http://livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń