środa, 11 lipca 2018

„Dom bez klamek” - Jędrzej Pasierski

Ponad 100 polskich kryminałów pojawia się, co roku na rynku czytelniczym. Coraz trudniej, zatem o dobre pomysły na bestseller. Wydawałoby się, więc że szpital psychiatryczny to niemal idealne miejsce na zdrowo pokręcony kryminał lub mrożący krew w żyłach thriller. Do tego świeży i niczym nieskrępowany potencjał debiutującego autora. Liczyłam, zatem na naprawdę wybuchową mieszankę dobrej zabawy i trzymający w napięciu wątek kryminalny. Moje oczekiwania studził jedynie odrobinę sam wydawca, czyli Czarne, które słynie raczej z reportaży niż literatury popularnej.  Niemniej jednak z ogromnym zapałem zasiadłam do lektury.

12 grudnia, piąta rano - dyżurująca pielęgniarka Barbara Traczyk znajduje w pokoju nr 2 martwego pacjenta. Korpus Piotra Setnika jest całkowicie zmasakrowany. Wieść o morderstwie rozchodzi się po oddziale w błyskawicznym tempie. Jak to bywa z chorymi psychicznie, jedni reagują bardziej a inni mniej żywiołowo na tak drastyczne wieści. Są i tacy, których wydaje się to zupełnie nie dotyczyć i zachowują skrajną obojętność. Nie brak też oczywiście plotek i licznych spekulacji. Nie jest to jednak koniec zbrodniczej działalności.
Wkrótce giną kolejne osoby a odział zostaje zamknięty i odcięty od świata.  Pytanie tylko czy mordercą jest jeden i ten sam człowiek? Czy jest nim inny pacjent, lekarz a może to jednak ktoś z zewnątrz? Przed prowadzącą sprawę Niną Wawiłow, młodą i ambitną podkomisarz piętrzą się pytania. Do tego w śledztwie coraz więcej poszlakowych teorii a coraz mniej faktów.  Szansą na rozwiązanie zagadki stają się historie z przeszłości zarówno ofiary jak i samych i podejrzanych. Ale czy to oby właściwa droga i czy warto grzebać się w brudach sprzed lat?

„Białorzeczny mógł coś widzieć, bo nie wziął leków na noc. Jego śmierć była konsekwencją przypadku i niewiedzy sprawcy. A Traczyk? Prawdopodobnie wiedziała, co się święci. Nie gra mi to”.


Powieść ponadto ma raczej spójny charakter a intryga kryminalna nie rozłazi się na boki, – co uznaje za jedną z mocniejszych stron tej powieści.  W tle poznajemy zaledwie niewielki fragment z życia podkomisarz Wawiłow.  Ten niewielki element społeczny powieści okazuje się zresztą mieć wiele wspólnego z samą sprawą. Duży też plus za zawartość „kryminału w kryminale”, bo jak wiecie lub nie, kryminałem dziś może stać się już niemal każda powieść, czy to romans, czy obyczaj, a tenże gatunek literacki, jak żaden inny szeroko się rozwarstwił. 

Mimo wszystko długo męczyłam się z powieścią zanim dostroiłam się do jej rytmu. Często gubiłam jej treść, odbiegałam myślami od tematu i błądziłam po omacku po historii sprzed lat. Nieustannie ganiłam się za brak uwagi, – ale co zrobić, kiedy powieść nie wciąga cię tak, jakbyś tego chciał, ani w swój wir postaci ani fabuły. Pojawiały się nawet momenty zwątpienia o sens dalszego z nią kontaktu, – ale wytrwałość bywa nagradzana. Warto czasem przetrwać te gorsze chwile by potem zasmakować się tak samo w historii jak i stylu pisarza. Bo chyba to było dla mnie największym wyzwaniem.   

Debiutujący Jędrzej Pasierski z wykształcenia prawnik i absolwent Uniwersytetu Warszawskiego wysoko postawił czytelnikowi poprzeczkę. Bo wbrew oczekiwaniom, jakie miałam z początkiem tej powieści język i styl autora nie należy wcale do łatwych. „Domu bez klamek” nie da się po prostu przeskoczyć łypiąc zaledwie okiem na co drugie zdanie, do czego zresztą przyzwyczaiło nas wielu współczesnych autorów. Pasierski wprowadzając całkiem sporą grupę bohaterów i zawiłe historie z przeszłości  zmusza czytelnika do większej uwagi i zaangażowania w powieść - i bardzo dobrze, bo tylko tak w pełni docenimy wszelkie walory tej książki i jej bohaterów lub też ich brak. Mimo wszystko jestem ciekawa kolejnej części.
Pamiętajcie jednak, że to tylko moja bardzo  subiektywna ocena.

Za możliwość przeczytania książki dziękuje Wydawnictwu Czarne

Ocena 6/10

 Wydawnictwo Czarne 
Edyta Sztylc

1 komentarz:

  1. Brzmi ciekawie, a że lubię takie wymagające kryminały, to chętnie przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń