środa, 4 lipca 2018

"Gliny z innej gliny" - Marcin Wroński


„ - Coś ty, kobieto, najlepszego zrobiła – jęknął i wypadł z celi, jakby go ścigali Niemcy z Sowietami razem wzięci.

Ja to zawsze muszę zacząć nie od tej strony co trzeba, a najśmieszniejsze jest to, że takie mam czytelnicze skrzywienie – lubię czytać serie książek po kolei, od pierwszej do ostatniej, żeby mieć pełny obraz, żeby różne niedomówienia, aluzje do minionych wydarzeń nie denerwowały mnie i nie wprowadzały zamieszania. Lubię czytać po kolei żeby poznawać bohatera, przeżywać z nim jego życie. A tu co? Maciejewskiego poznaję w książce kończącej przygodę Wrońskiego z tym bohaterem, kończącej jego karierę, znaczy karierę Maciejewskiego nie autora mam nadzieję :)
„Gliny z innej gliny” to zbiór opowiadań o najsłynniejszym bodaj komisarzu z Lublina. Przepraszam, ale nie umiem powiedzieć czy treść opowiadań nawiązuje do wydarzeń z poszczególnych książek z serii (bo ich po prostu nie czytałam), pewnym jest, że to zamknięte fabularnie teksty i śmiało można je czytać nie znając poprzednich.

Przyznam że czytało się tę antologię bardzo dobrze, ale już recenzja nastręcza pewnych trudności. Bo nie znam żadnej poprzedniej książki z serii! Stąd też mój nerw na początku. Ale, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Dla kogoś kto tą publikacją kończy przygody z Zygą, będzie to taka wisienka na torcie, opowiadania które przeczyta z przyjemnością. Dla kogoś kto tak jak ja zaczyna serię czytając od końca, będzie to również przyjemność, bo po pierwsze napisane świetnie, po drugie naprawdę wciąga i sprawia, że ma się nieodpartą chęć czy może nawet potrzebę przeczytania kolejnych. Z której strony by nie zaczął - bardzo fajna lektura. Dla miłośników komisarza Maciejewskiego, dla pasjonatów retrokryminałów (to ja, to ja!), dla sympatyków Lublina przedwojennego, powojennego, współczesnego, dla fanów Wrońskiego (a także tych odważnych fanów Pilipiuka, Ćwirleja, Ostaszewskiego, którzy dla jednego ich tekstu rzucą się na całą książkę - ja polecam, zębów nie połamiecie).

Czytam tę kompilację opowiadań o Zydze Maciejewskim i czuję przez skórę, że chciałabym przeczytać całą serię, wszystkie książki z tym bohaterem. To chyba kolejny policjant który dołączy do grona moich ulubionych. Mam już ich cały komisariat… nie mówiąc o detektywach z bożej łaski: psychologach, dziennikarzach, starszych paniach i innych podglądaczach :). Czytam i poznaję tego stróża prawa na przestrzeni wielu lat, od lat 20. do 80. zeszłego wieku, ale opowiadania oddzielone są ogromnymi lukami czasowymi, i te luki, po przeczytaniu, no cóż… mam nieodpartą ochotę by wypełnić je czytając te dziewięć poprzednich książek (ratunku kiedy ja to zrobię :). Coraz bardziej pałam sympatią do polskich przedstawicieli policji tudzież milicji. Komisarz Maciejewski jawi mi się jako postać ciekawa, barwna i tajemnicza, a jego losy to chyba niezły materiał na serial.


Wracając do tematu, w „Glinach z innej gliny” znalazły się trzy opowiadania napisane przez zaproszonych przez autora pisarzy. Musze przyznać, że czytając ciurkiem właściwie trudno odróżnić których nie napisał Wroński. Są drobne różnice, ale Maciejewski wydaje się być ten sam, spójny. Co dla mnie ciekawe, w jednej książce poznałam prozę czterech pisarzy. Spotkałam się z każdym z nich pierwszy raz. Brawa dla Pana Ćwirleja za subtelny aczkolwiek wpleciony gdzie się da humor, który bardzo ożywczo podziałał na czytelników ale i komisarz chyba poczuł się mniej przykry niż go sam Autor ocenił. Dowcip sytuacyjny to cudowny zabieg pielęgnacyjny wszak czytamy o komisarzu śledczym który tylko ciągle trupy i inne poważne zadania, kto by pomyślał, że można się uśmiać półgębkiem nad takimi strasznościami. Pan Pilipiuk nie dał komisarza wywieźć w pole chociaż trzech ich próbowało. Pan Ostaszewski pokazał nam taką ludzką stronę Zygi Maciejewskiego.

czy te oczy mogą kłamać? :)

Co ciekawe, autor postanowił na sam koniec podziękować swojemu bohaterowi, za te dziesięć wspólnych lat. Ciekawe zakończenie tego nietypowego mariażu. Pozwolę sobie przytoczyć ostatnie zdania.
„(Zyga), I przyjmij ostatnie podziękowanie za to, że przy Tobie i przez ostatnie dziesięć lat w moim pisarskim życiu wydarzyło się dziesięć razy więcej niż przez poprzednich piętnaście. To miłe, ale mam Cię dość!
- Z wzajemnością - burknął.
- ……………………………*- powiedzieli Czytelnicy.”

Tu Autor pozostawił miejsce na wypowiedź czytelników, to miłe że dał nam możliwość zawarcia własnego zdania w jego książce. Mi po lekturze nasuwa się tylko jedno:

- A my nie. - powiedzieli Czytelnicy. 

Ocena : 7 / 10

Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję Wydawnictwu W.A.B.


Magdalena Sz L

2 komentarze:

  1. Muszę nadrobić te książki, tym bardziej, że już od dłuższego czasu czeka u mnie na półce :)

    OdpowiedzUsuń