"Hot mess" – Lucy Vine

[źródło]
Na początku przyznam się, że nie czytałam "Dziennika Bridget Jones", ani innych książek tego typu. Zawsze wolałam pozycje z zarysowaną fabułą albo jakożkolwiek fabułą, gdyż uważałam, że w tej literaturze nie ma jej, a powieść jest jedynie naszpikowana jakimiś frazesami o wielkości kobiet i singielek, marności mężczyzn i tematem beznadziejnego życia miłosnego. Więc "Hot mess" wzięłam w ciemno. I w sumie ta chwilowa ciemność umysłu nie była taka zła.
Bohaterką książki jest Ellie Knight – dwudziestokilkoletnia singielka (hura!), u której niedługo wybije trzydziestka; na horyzoncie nie widać żadnego księcia na białym koniu, a jakiego rodzina chciałaby w końcu poznać. Bo przecież istnieje niepisana zasada w społeczeństwie, że jeśli nie wyjdziesz za mąż przed trzydziestką, nie wyjdziesz już wcale, a twoja przyszłość będzie kręcić się jedynie wokół kotów i narzekań na nieznośnych, strasznie hałasujących sąsiadów.
I właśnie taki problem ma Ellie. Ma już po dziurki w nosie ciągłych zapytań rodziny o jej "stan związkowy", dlatego postanawia założyć konto na Tinderze, aby chociaż trochę odciągnąć od siebie uwagę. Co okazuje się totalną katastrofą. Faceci z portalu są niezdecydowani, nieogarnięci, a jeśli jest z nimi o czymś pogadać, to okazuje się, że interesuje ich tylko jedno. Klasyk.

I myślę, że panna Knight już dawno by się poddała w poszukiwaniu partnera metodami niekonwencjonalnymi, gdyby nie jej dwójka przyjaciół: Sophie i Thomas, dzięki którym w ogóle powstało konto Lenny (przezwisko wymyślone przez ojca). 
Jej randki? Jeżeli te spotkania z ludźmi płci męskiej można tak nazwać, to jedna wielka pomyłka. Facet, który przychodzi na randkę pijany; facet, którego rozwój zatrzymał się na ósmej klasie podstawówki i posiada wyspecjalizowane słownictwo charakterystyczne dla polskiego "Seby". Czy tylko ja w tym widzę autentyczność? Nic nie jest przerysowane, Ellie nie spotyka od razu jakiegoś wyidealizowanego biznesmena, który zakochuje się w niej od pierwszego wejrzenia, za to ciągle odhacza następnych mężczyzn, poszukując tego jedynego. Co nie jest wcale takie łatwe, patrząc na wcześniej wspomnianych typów. Niepocieszające jest też to, jej najlepsza przyjaciółka zakłada rodzinę, ma dziecko, a koleżanka z pracy po jednym i jedynym skorzystaniu z portalu matrymonialnego poznaje chłopaka, z którym na drugi dzień planuje ślub.

"Gdy zwracałam uwagę na fakt, że jestem dorosła, wybuchała łagodnym śmiechem, poklepywała mnie, jakbym była idiotką, i wyrozumiałym tonem wyjaśniała, że to oczywiście nieprawda. W sumie mogła mieć rację."

Ale Ellie jest silna i między innymi to mi się w niej podoba. Nie interesuje ją opinia innych ludzi, nie zraża się drobnymi porażkami w randkowaniu, a na pytania swojej siostrzenicy o miesiączkę odpowiada z rezerwą, bo nie wiadomo, co tej małej strzeli do głowy.
Zdecydowanie na kartach strony widać jej silny charakter, jej nieuporządkowanie, które jest w tej książce cudownie opisane i chyba właśnie przez to najbardziej pokochałam Lenny.  Mała odmiana od tych wszystkich idealnych bohaterek z ładna buzia, dostających pracę od razu po studiach. Jak dla mnie jest ona takim prawdziwym obrazem kobiety; nie tej wykreowanej przez media, która w każdym calu jest idealna i nigdy nie popełnia błędów. Była ona tak realna, że czasami aż łapałam się za pełne zrozumienia serce, czytając o jej kobiecych rozterkach.
Czy ta książka była śmieszna? Była. Ale nie na tyle, żebym za każdym razem płakała że śmiechu. Dlatego nie rozumiem tych całych obietnic o tym, że podczas czytania będę potrzebowała paczki chusteczek. Nie zużyłam ani jednej. Ale śmieszna była. Szczególnie śmieszyły mnie dialogi pomiędzy Ellie i jej siostrzenicą, a także przerywniki w postaci opowiadania ojca Lenny - Alana. To było tak bardzo dziwne, że aż śmieszne. A kiedy pojawiły się powiązania do "klasyku" - "Pięćdziesięciu twarzy Grey'a", myślałam, że padnę ze śmiechu. Myślę, że gdyby tych przerw nie było, książka była by momentami nudnawa, a bez tego też była. Często na początki śmieszne przemyślenia bohaterki zaczęły mnie nudzić i musiałam naprawdę się zmuszać, żeby niczego nie pomijać.
Podobało mi się też to, że obok tych wszystkich randek, śmiesznych sytuacji w życie Ellie było wpisane ludzkie cierpienie. W tym przypadku śmierć jej matki i to jak ona radziła sobie z żałobą. Nie było to opisane tak po macoszemu. Czytając nie czułam fałszywego współczucia w postaci: "ojej, jaka ona biedna".
Lekki język zdecydowanie też ułatwiał przyswajanie lektury. Nie trzeba było jakoś się specjalnie koncentrować, skupiać. Był to po prostu styl pisania XXI wieku z innymi smaczkami, świadczącym o tym, że główną bohaterką jest kobieta. Tylko że gdybym musiała przeczytać ja jeszcze raz, to nie zrobiłabym tego. Nie jest to książka, do której wracałabym co jakiś czas, by przypomnieć sobie swój ulubiony fragment. I chociaż kończy się niestereotypowo, co mi się bardzo podoba, to chyba na razie odpuszczę sobie tego typu literaturę. Mimo tylu zalet "Hot mess" za bardzo do mnie nie przemawia. Tak, zwraca ona uwagę na pewne aspekty życia, otwiera oczy na pewne sprawy. Ale czy są to rzeczy, o których bym nie wiedziała? Nie.
Aczkolwiek jeśli lubicie pozycje takie jak "Dziennik Bridget Jones", gdzie można pośmiać się z ułomności bohaterek tak bardzo podobnych do was, to "Hot mess" w pełni się sprawdzi. Kto wie, może kilka razy podczas jej czytania wybuchniecie śmiechem?

Ocena: 6/10 

Za możliwość przeczytania dziękuję bardzo Wydawnictwu Burda Książki.

 Klaudia Korytkowska

Udostępnij w Google Plus

About Bloody Mary

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

1 komentarze:

  1. Bardzo fajna recenzja, szczera i dociekliwa. I spodobał mi się ogromnie ten fragment: " Mała odmiana od tych wszystkich idealnych bohaterek z ładna buzia, dostających pracę od razu po studiach. Jak dla mnie jest ona takim prawdziwym obrazem kobiety; nie tej wykreowanej przez media, która w każdym calu jest idealna i nigdy nie popełnia błędów." No właśnie, mnie też denerwuje ten idealny, nieprawdziwy obraz kobiety, te wszystkie idealne bohaterki... Jeszcze a propos tych chusteczek, które to niby będziesz musiała zużyć ze śmiechu... Też mnie to wkurza, jak wszędzie obiecują (ostrzegają?), że będziesz płakać ze śmiechu czy ze wzruszenia. Te zapowiedzi na książkach czy filmach: "Przygotuj paczkę chusteczek"... Ech... :/ NIGDY nie zużyłam żadnej paczki chusteczek przy książce czy filmie. Ani ze śmiechu, ani ze wzruszenia. Po prostu NIE KAŻDY płacze. Czemu ludzie są tacy stereotypowi???
    Dzięki za tę recenzję, po tym, co napisałaś, doskonale można wyobrazić sobie tę książkę i ocenić, czy chce się to czytać.

    OdpowiedzUsuń