środa, 4 lipca 2018

‘’Krew na sutannie” – Danka Braun


Skandale w kościele katolickim to dość drażliwy temat dla większości ludzi, zwłaszcza głęboko wierzących. Jednak nawet wśród księży dochodzi do sytuacji, które ocierają się o granicę prawa lub po prostu są jawnymi przestępstwami. Tym razem jednak nie miałam do czynienia z książką opisującą prawdziwe wydarzenia, a powieścią. Przypomniała mi ona o pewnym powiedzeniu, a mianowicie wierzę, że we wszystkim jest ziarno prawdy.

Edward Nasiadka, przełożony Zgromadzenia Księży Katechetów, zostaje zamordowany. Mark zostaje poproszony o rozwiązanie zagadki tej śmierci i odnalezienie zabójcy, zanim media na dobre rozpowszechnią informację o tych wydarzeniach. W trakcie swojego prywatnego śledztwa nawiązuje współpracę z komisarzem Biedą i razem odkrywają wiele tajemnic prowincjała Nasadki, ale także innych księży ze Zgromadzenia. W obliczu tych informacji, każdy wydaje się podejrzany – współpracownicy, księgowe czy furtian. Sprawa staje się coraz trudniejsza i zagmatwana, ale okazuje się, że być może tajemnicza śmierć ministranta sprzed trzydziestu lat, ma związek z morderstwem Nasiadki. Czy Mark i Bieda rozwiążą zagadkę?

,,Moją szefową i mentorką została Janina Kajda, już w macicy swojej matki zaprogramowana na księgową. Sucha, oschła, w okularach i z kalkulatorem zamiast serca. Stara panna, bez mężczyzny, bez dzieci, której ulubioną lekutrą była najnowsza nowelizacja ustawy o VAT. Chociaż u księży pracowała niedawno, na księgowości zjadła zęby (dlatego musiała wprawić sobie sztuczne górne jedynki i dwójki…).”

Ostatnio trafiam na naprawdę wiele książek, które rozpoczynają się od spisu wszystkich bohaterów i wyjaśnieniu, kim są. Jest to dla mnie niesamowite ułatwienie, bo często jestem rozkojarzona i nie mam kompletnie pamięci do nazwisk, zwłaszcza jeśli na raz pojawi się ich bardzo wielu. Tutaj często gubiłam się w tych wszystkich imionach księży, ale na szczęście zawsze mogłam zerknąć na ściągę i dzięki temu lepiej było mi zrozumieć wydarzenia.


Książka intryguje już od pierwszych stron i dzieje się to za sprawą prologu. Jego akcja toczy się trzydzieści lat przed wydarzeniami opisanymi w dalszej części powieści. Byłam ciekawa jak autorka powiąże te dwa tematy i dość długo musiałam na to czekać, ale w końcu dostałam naprawdę interesujące połączenie faktów oraz dogłębne wyjaśnienie sytuacji z prologu, która naprawdę mnie ciekawiła.

Rzadko mam okazję czytać książki, które pokazują w ten sposób kościół. Oczywiście autorka nie skupia się tylko na piętnowaniu słabości księży, nie wrzuca ich do jednego worka, a pokazuje, że są dobrzy i źli. Dzięki temu, że postanowiła poruszyć dość drażliwy temat, jej książka była świeża, miała duże pole do popisu, bo niewiele osób wcześniej wykorzystało taki pomysł. Dla mnie oryginalność jest bardzo ważna i z czystym sercem mogę powiedzieć, że znalazłam ją w książce ,,Krew na sutannie”.

,,- Ostatnio mordercy rozmnażają się jak muchomory sromotnikowe po deszczu. Kurwa mać, urządzili sobie casting na mordercę! Prokurator wściekły, bo miał taką fajną morderczynię, a tu nagle ksiądz też chce być mordercą.”

W pewnym momencie zaczynają pojawiać się rozdziały, które stanowią pamiętnik jednej z bohaterek – Beaty. Początkowo nie wiedziałam, o co chodzi, po co w ogóle autorka postanowiła poświęcić tej kobiecie tak znaczną część swojej książki i trochę zagubiłam się w jej wspomnieniach. Jednak z biegiem stron, ten problem sam się rozwiązał, a ja zrozumiałam wszystko, o czym wcześniej czytałam. Gdy jestem już po lekturze, mam wrażenie, że szczegółowość tego pamiętnika była zbyt duża, bo rozdziały ciągnęły się po kilkanaście stron, było w nich dużo opisów emocji, a trochę mniej konkretów. Te rozdziały, moim zdaniem, zdominowały książkę i odwracały uwagę od śledztwa w sprawie zabójstwa. Owszem, Beata i jej życie były mocno związane ze sprawą, ale w tym wszystkim było za dużo przeszłości, a za mało teraźniejszości.

Sama fabuła jest interesująca, wielowątkowa, a zagadka zagmatwana. Nie da się domyślić, kto był mordercą, więc to duży plus dla autorki. W trakcie nie brakuje akcji, która jest urozmaicona i intrygująca. Naprawdę z zaciekawieniem śledziłam rozwój wypadków i szukałam zabójcy wraz z Markiem oraz Biedą.

,,Jedyne media, które nie kłamią, to woda, gaz i prąd.”

Finał nie jest przewidywalny, a to dzięki wielokrotnym zwrotom akcji i mieszaniem nawet w wątkach miłosnych. Wszystko fajnie połączyło się w całość i na uznanie także zasługuje styl pisania autorki, który jest bardzo lekki i niewyszukany, ale odpowiedni do tego typu powieści. Całość czyta się szybko, płynnie i bez większych problemów. W środku znajdziemy dużo opisów, są emocje i świetne dialogi.

,,Krew na stanie” to książka godna polecenia, ponieważ trzyma w napięciu, fabuła jest intrygująca i nie brakuje w niej licznych zwrotów akcji. Jednak nie wszyscy będą mieli ochotę czytać o świecie, w którym księża nie do końca są pozytywnymi charakterami. Myślę jednak, że autorka zachowała umiar i nie obrzuca nikogo błotem ani nie wkładała do jednego worka.




Ocena: 9/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Prozami

Patrycja Bomba 

2 komentarze:

  1. Trzeba będzie przeczytać, zwłaszcza ze leży w zasięgu reki :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie spotkałam się jeszcze z zamieszczonym spisem bohaterów (no chyba, że w dramatach :D ) a faktycznie to duże ułatwienie :)

    OdpowiedzUsuń