poniedziałek, 9 lipca 2018

"Lead" - Kylie Scott

Poznałyście już książki z nowej serii Kylie Scott? Do tej pory ukazały się trzy powieści o członkach zespołu Stage Dive "Lick" "Play" oraz "Lead". Recenzje dwóch pierwszych znajdziecie już na blogu. Z Panią Scott mam tak, że nie do końca wiem, co o niej myśleć, pisze lekko, poprawnie, ma ciekawe pomysły, ale jednak jej powieści, przynajmniej mi, nie zapadają jakoś bardzo w pamięć.
"Lick" był naprawdę dobrym początkiem, choć brakowało tej książce "tego czegoś". "Play" na szczęście okazał się lepszy od poprzednika, ciekawsze dialogi, spora dawka humoru, no więc spodziewałam się, że "Lead" będzie już totalną petardą, a tu niestety przykra niespodzianka...

"- Lena! - wrzasnął Jimmy. - Wypierdalaj stąd!
Stuknięte gwiazdy rocka.
W dupach im się poprzewracało."

W trzeciej części serii, autorka na lupę wzięła wokalistę zespołu - Jimmy'ego, którego we wcześniejszych powieściach szczerze nie znosiłam. Nie powiem, że tutaj go polubiłam, raczej stał mi się zupełnie obojętny, bardzo dziwny z niego bohater, ale myślę, że to nie jest wina kiepskiego wykreowania, a po prostu założenia autorki. Lena, asystentka, niańka, przyjaciółka w jednym, teoretycznie tylko pracuje dla Jimmy'ego, jej zadaniem jest pilnowanie, by nie wrócił do narkotyków i alkoholu, oraz załatwienie spraw organizacyjnych związanych z zespołem. W rzeczywistości wygląda to jednak nieco inaczej, Jimmy i Lena mieszkają w jednym domu, spędzają razem czas i choć przystojny wokalista nie ma z tym problemu, Lena wraz z upływem czasu zaczyna podkochiwać się w swoim szefie. Choć walczy z uczuciami i ma świadomość, że ulokowała je bardzo nieszczęśliwie, nie jest w stanie nic na to poradzić. Zakochała się w największym arogancie i ignorancie świata.
Kiedy Jimmy wyciąga od asystentki siłą powód jej dziwnego zachowania, postanawia, iż pomoże jej się odkochać, tak by wszystko wróciło do normy. Pomysł ten jest dla mnie zupełnie irracjonalny, nonsens po prostu, ale szanuje zamysł autorki... Z początku książka mnie zaintrygowała, może nie porwała jakoś specjalnie, ale z pewnością zainteresowała, później im dalej czytałam, tym mniej miałam na to czytanie ochotę. Powieść niezwykle mi się ciągnęła, nic ciekawego w zasadzie się tam nie działo. Nie znalazłam jakichś szczególnie ciekawych cytatów, dialogi nie zrobiły na mnie żadnego wrażenia, dobrego humoru w tej części też jest wyjątkowo mało.
Najbardziej jednak przeszkadzało mi, że obiecanej muzyki w Leadzie jest tyle, co kot napłakał, w poprzednich częściach także niewiele było koncertów, grania, czy samych piosenek, ale tutaj to jest już w ogóle susza.


" - No to, do jasnej cholery, czego chcesz? - rzucił.
- Chcę żebyś mnie kochał. - Odepchnęłam jego dłoń. Tym razem udało mi się to 
bez większego wysiłku.
Na twarzy Jimmy'ego pojawiła się frustracja.
- Poproś o coś innego... o cokolwiek."

Liczyłam, że każda kolejna książka z tej serii będzie coraz lepsza, żałuję, że się tak zawiodłam. Bardzo mi przykro, bo liczyłam, iż będę mogła z czystym sumieniem polecić Wam tę powieść. Jestem tak rozżalona, że nie wiem nawet, czy sięgnę po kolejną część. Czyta się naprawdę lekko, wszystko też zależy od tego, jakie macie wymagania, ja przeczytałam już taką ilość książek, o tej tematyce, że naprawdę liczę na coś wow. Bardzo jestem ciekawa waszych opinii o tej powieści, dajcie mi znać w komentarzach.

Ocena: 5/10

Za możliwość przeczytania, dziękuję Wydawnictwu Editio

Julia Komorska


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz