wtorek, 31 lipca 2018

‘’Nasze miejsce na ziemi” – J. Daniels


Czekałam na kontynuację serii ,,Alabama summer”, ponieważ wiedziałam, że kolejna część będzie związana z dobrze mi już znanymi bohaterami – Mią i Benem, których naprawdę polubiłam. Ich losy co prawda przewijały się przez wszystkie książki, ale to nie oni byli głównymi bohaterami. Miałam nadzieję, że tym razem również zostanę wciągnięta w świat tej dwójki interesujących osób i będę świadkiem ich ciągle rozwijającego się uczucia.

Mia i Ben są rodzicami dwóch cudownych chłopców, którzy są ze sobą zżyci, ale też mają dużo energii i lubią rozrabiać. Zakochani mają dla siebie naprawdę mało czasu, bo ich plany dnia są różne. Gdy oboje znajdą chwilę, aby się do siebie zbliżyć, ich synowie od razu im przerywają i wydawałoby się, że opanowali tę sztukę do perfekcji. Jednak Mia i Ben nie zamierzają odpuścić i za wszelką cenę starają się wygospodarować chociaż chwilkę na osobności, bez dzieci. Dlatego organizują krótkie schadzki, w nietypowych miejscach, gdzie mogą cieszyć się prywatnością i samotnością. Czy uda im się jakoś rozwiązać ich problemy, żeby móc się cieszyć sobą, bez tych wszystkich kombinacji? 

,,Tęsknię za synami. I za Mią, kuźwa, tęsknię za nią tak bardzo, że aż boli. Nie wstydzę się przyznać do tego, że jestem od niej uzależniony. To właśnie dzięki tej kobiecie oddycham, a przez ostatnie dwa miesiące zrobił dla mnie i dla naszej rodziny więcej, niż prawdopodobnie zdaje sobie sprawę.”

Gdy dostałam książkę w swoje ręce, dokładniej przyjrzałam się opisowi na okładce i muszę przyznać, że trochę się zaniepokoiłam. Książka o problemach w łożu małżeńskim? Naprawdę? Takie rzeczy się zdarzają w życiu większości par i naprawdę wątpiłam, że może to być ciekawy pomysł na fabułę. Książka oparta tylko i wyłącznie na seksie? To zdecydowanie nie dla mnie. Więc jak przetrwałam ,,Nasze miejsce na ziemi”? Czy mi się podobało? Trochę tak, trochę nie. Niżej postaram się wyjaśnić swój punkt widzenia.


Fabuła jest… dziwna. Nie potrafię znaleźć innego słowa, które lepiej opisywałoby moje uczucia. Po prostu oczekiwałam czegoś całkowicie innego. Chciałam dowiedzieć się, co nowego u Mii i Bena, być może poczytać o jakiś problemach i zakrętach losu… No tak. Myślicie sobie pewnie, że chciałam problemy to je dostałam, ale nie o coś takiego mi chodziło. Wydźwięk tej powieści jest dla mnie dość mocno negatywny, bo bohaterowie ciągle powtarzają, że kochają swoje dzieci, ale to przez nie, nie mogą uprawiać seksu. Serio?

Książka ta sprawiła też, ze po prostu znienawidziłam Mię jeszcze bardziej. Nie zachowywała się jak dorosła kobieta, która ma dwójkę dzieci i jest mężatką od kilku ładnych lat. Ciągle myślała o tym, że nie może wskoczyć do łóżka z Benem, bo za drzwiami bawią się dzieci. Była trochę jak rozkapryszona nastolatka, która nie może dostać tego, co chce. Z drugiej strony był Ben, który wykazał się w tej sytuacji dojrzałością i przemówił swojej żonie do rozumu. Akurat jego postawa naprawdę mi się podobała i tu duży plus dla autorki, że chociaż jedna osoba miała głowę na karku.

,,Czuję się taka lekka i elastyczna. Moje kończyny robią się wiotkie. Każdy mięsień się rozluźnił i cudownie rozciągnął.
A to wszystko dzięki sekswakacją z Benem. W tym domku naprawdę miał miejsce seksfestiwal.”

Całość uratowała również narracja w pierwszej osobie, ponieważ łatwiej było mi się wczuć w fabułę i wydarzenia. Autorka pokazała dwa punkty widzenia, jak to ma w zwyczaju, więc to również było dobre, bo jak już wyżej wspomniałam – Ben uratował tę książkę.

Szkoda, że jednak nie dowiedziałam się niczego nowego o Benie, Mii i ich życiu. Fabuła była oparta tylko i wyłącznie na wątku związanym z ich problemami i raczej nic odkrywczego nie wniosła do tej historii, którą poznaliśmy w pierwszej części cyklu. Całe szczęście, autorka wprowadziła kilka ciekawych wątków z innymi bohaterami, których już znamy i to urozmaiciło trochę całą treść.

,,Masze miejsce na ziemi” to zdecydowanie najsłabsza część tego cyklu i żałuję, że autorka poszła na taką łatwiznę. Miałam nadzieję, że dowiem się czegoś ciekawego o Mii oraz Benie i ich życiu rodzinnym czy problemach, że zostanę zaskoczona jakimiś dramatycznymi zwrotami akcji, ale czekało mnie rozczarowanie. Na szczęście Ben trochę uratował tę książkę, bo okazał się jedynym rozsądnym bohaterem. Cóż, pozostało mi wierzyć, że autorka w kolejnej części jednak czymś mnie zaskoczy i zatrze złe wrażenie, sprawi, że zapomnę o tym rozczarowaniu.




Ocena: 5/10
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Edipresse

Patrycja Bomba

2 komentarze:

  1. Szkoda, że ta część jest słabsza. Mnie też pewnie główna bohaterka by denerwowała. Mam w planach tę serię i jestem ciekawa jak ja ją odbiorę. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostałe części może nie były perełkami w swoim gatunku, ale jednak były interesujące i działo się w nich troszkę więcej. Myślę, że warto zapoznać się z tą serią, mimo tego, że jedna książka jest trochę słabsza :D

      Usuń