"O łosiu, który szukal przyjaciela" - Katarzyna Krysztofiak


źródło
Nie sądziłam, że kiedykolwiek natknę się na pozycję dla dzieci, w której nie znajdę nic, absolutnie nic, co mogłoby mi się choć odrobinę spodobać. Niestety ten dzień chyba musiał w końcu nadejść i tak oto trafiłam na tę książeczkę. Pierwsze, co mnie od razu ogromnie zniechęciło, to niedorzecznie mała czcionka w dziwnym stylu, który dodatkowo się zlewa i wytłuszcza w każdej literce „w”. Małe interlinie, wszystko wydaje się nieestetycznie napaćkane na stronie i niedorzecznie ściśnięte, a na niektórych stronach wielkość czcionki ulega znów zmniejszeniu. Często tekstu jest ogrom i całość sprawia, że wcale nie mam ochoty brać się za czytanie. Nie wyobrażam sobie, że miałabym czytać tę pozycje wieczorem dziecku do snu! Mam świetny wzrok, jednak nigdy nie zmęczyłam się, jak przy czytaniu tej historyjki, dosłownie rozbolała mnie od tego głowa. Wieczorem to chyba będzie kompletnie nieczytelne. Zdecydowanie nie polecam, a już osobom ze słabym wzrokiem, czy też noszącym okulary wręcz odradzam, szkoda się męczyć.


Ilustracje, to zawsze temat sporny, ponieważ wchodzimy tutaj w kwestie gustu, a jak wiadomo nie od dziś, o gustach się nie dyskutuje. Pozwolę sobie jednak wyrazić me zdanie i ocenić, że są mocno przeciętne. Generalnie nie zachwyciły mnie, a mówiąc wprost, zwyczajnie mi się nie podobają, bo są brzydkie. Okładka sprawia całkiem przyjemne wrażenie, oprawa jest solidna, twarda, format książeczki również, ale wnętrze to trochę inna bajka. Osoba odpowiedzialna za jej wygląd wyłożyła się już przy doborze czcionki i rozmieszczeniu ilości i wielkości tekstu. Jednak ilustracje również są chociażby nijakie, nie najgorsze, ale zdecydowanie nie dla mnie. Zawiodłam się tym bardziej, gdy przejrzałam portfolio Aleksandry Grzegorczyk i posiada w nim wciąż specyficzne, niemniej jednak świetnie dopracowane ilustracje, również dla dzieci. Mimo wszystko w tej kwestii zachęcam do samodzielnej oceny, bo mam świadomość, że tutaj mój punkt widzenia może się bardzo rozmijać z Waszym.

Przechodząc do najważniejszego, mianowicie treści tej z założenia Usypianki dla dzieci. Jest nudna, monotonna – to już celowy zabieg – nie mogłam wprost wyczekać upragnionego końca, mój syn aż wyszedł z pokoju, bo nie mógł słuchać „tego bełkotu”. Generalnie te wymienianie różnych rzeczy, zwierząt, warzyw mi nie przeszkadzało, ale w całości zagubił się jakby sens historyjki. Niby tutaj wymieniamy, a motywem przewodnim jest poszukiwanie przez łosia przyjaciela.

Bajka mym zdaniem nie nadaje się dla małych dzieci, jest nie dość, że nudna, to jeszcze czuć, że na silę ciągnięta. Łoś trochę bezrefleksyjnie podąża przed siebie, całość jest naprawdę przygnębiająca, a odpowiedzi ludzi są mocno agresywne, naprawdę niepotrzebnie aż tak, czasem wystarczyłoby trochę ukrócić dialogi, nie brnąć w nie na siłę. Nie podobało mi się nic, nie wiem, jak dziecku ma przypaść do gustu bajka, niemal cała naładowana negatywnymi emocjami. Jak ma wtedy spokojnie zasnąć? Zakończenie oczywiście jest pozytywne, ale nie rusza mnie kompletnie, przyszło nagle i bez większego sensu, niemal do ostatniej strony pokazując smutek.

Napotkane osoby: ochroniarz, nauczycielka i ksiądz są bardzo nieprzyjazne, krzyczą na łosia, brzydko go nazywają i wyganiają precz. Wprost nie mogłam uwierzyć, gdy to czytałam, ja wiem, że warto z dziećmi dyskutować na różne trudne tematy i w mym domu się ich nie unika, jednak nie przesadzajmy, by w ten sposób je napoczynać i od razu uprzedzać. Bo wcale nie ma później w treści ukazania dobrych stron wspomnianych postaci i miejsc z nimi związanych: praca, szkoła, kościół. No proszę Was, czy to ma być zniechęcenie dziecka do życia w naszym społeczeństwie?


Ochraniarz, jako Umundurowany Mężczyzna:
„- Zmykaj stąd, dziwne stworzenie! To nie miejsce dla ciebie! Tu nie wolno przeszkadzać! Tu nie wolno rozmawiać! Tu w ogóle nie wolno wchodzić! Ja pilnuję! Ja ochraniam! A ty jesteś zwykłym włóczęgą!”

Nauczycielka:
„- Absolutnie nie! Uczymy się poważnych rzeczy. Nie ma tu miejsca dla niebieskiego dziwoląga, który nigdy nie chodził do szkoły – powiedziała wyraźnie już zniecierpliwiona pani. – Jestem Nauczycielką, a ty nam przeszkadzasz – dodała groźnie.”


Ksiądz, jako Pan w Czarnej Sukience:
 „-Wyjdź z kościoła natychmiast. Bóg nie jest od zaprzyjaźniania się. Do Boga mogą modlić się tylko ludzie. Takie nie wiadomo co jak ty nie ma do tego prawa! Nie przeszkadzaj nam, nie świeć w naszym kościele, nie zadawaj pytań, nie stój tutaj!” – jeśli ktoś jest religijny, to załamie się czytając fragment z wizytą w kościele.

Dziwnym trafem tylko kapitan promu jest pozytywną postacią oraz ludzie, którzy cały dzień spędzili na plaży. Jaki to daje nam tak właściwie obraz? Ludzie pracujący w szablonowych zawodach są niesympatyczni i uprzedzeni do inności, jaką reprezentuje łoś, zaś ludzie beztrosko bawiący się i wypoczywający cały dzień są tymi dobrymi? Mówiąc szczerze nie chce mi się wgłębiać w analizę tej historyjki

Myślałam, że w środku znajdę jakieś zabawy słowem, trochę dźwiękonaśladownictwa, przyjemne mruczanki, rytmiczne, spokojne usypianki, a dostałam coś nieokreślonego. Jestem ogromnie zawiedziona i bardzo umęczyłam się czytając tę pozycję.


Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Magnus



Ula Wasilewska
Udostępnij w Google Plus

About Ula Wasilewska

BookParadise to portal stworzony z myślą o ludziach, którzy uwielbiają literacki świat, a także ochoczo spędzają czas grając w gry lub rozkoszują się oglądając filmy. U nas znajdziecie mnóstwo recenzji, ciekawe i kreatywne konkursy, a także wiele artykułów i ciekawostek. Portal tworzą wspaniali ludzie, którzy wkładają w swoją pracę mnóstwo pasji oraz energii.
    Blogger Komentarze
    Facebook Komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz